Domowa strona Muchy i Val de Mara czyli Agnieszki i Waldemara Brzyskich...
To my... Galeria zdjeć Valdemarowe strony Księga Gości W pajęczynie Edukacja
Aga Val de Mar Tam byliśmy  

Zlot Ciemnogród '1998

Jak do domu

Dwa tygodnie temu skończył się Zlot Ciemnogrodu, Osiek ?98. Trzeci z kolei. Być może to tylko pamięć zachowuje wspomnienia najlepsze, ale największe wrażenie robił ten pierwszy, w 1996 roku.
Pierwszy zlot był niespodzianką. Nikt nie wiedział, co będzie, co się zdarzy, o co chodzi. Zachwycało wszystko, nawet sprawy najprostsze i bardzo przyziemne ? rozstawienie koszy na śmieci, ustawienie wręcz nadmiaru toalet, oznaczenie pól namiotowych. Każdy punkt programu okazywał się przyjemną niespodzianką. Przyjemną niespodzianką okazał się również sam Osiek - piękne miasteczko wśród lasów i czystych jezior.



Drugi zlot, oczekiwany w atmosferze obaw związanych z likwidacją WC kwadransa obył się i samo to było już sukcesem. Cieszyło też potkanie zlotowych znajomych: Syrbaków, Ligi... Prawdziwy gwóźdź programu, koncert Sojki napawał miłym przekonaniem, że oto Ciemnogród staje się swego rodzaju potęgą. Trzeci zlot potwierdził, że Osiek w sierpniu, w czasie ciemnogrodzkim to azyl dobrej zabawy, dobrego humoru i wzajemnej życzliwości. Choć głośny to nie wrzaskliwy, choć wesoły to nie rozpasany.

Setnicy
Miarą naszej wiary w sukces każdego kolejnego zlotu (oraz miarą potrzeby zabawy) jest fakt, że "gwardia" Ciemnogrodu - setnicy - liczy sobie już niemal 400 osób. Zwykła rodzina za udział w Zjeździe, praktycznie za prawo wejścia do Amfiteatru Łąkowego, gdzie odbywają się występy, płaci 20 zł. I to bez względu na jej liczebność - dziadkowie, rodzice i dzieci są mile widziani. Setnicy płacą 100 zł, ale za to mają prawo nosić koszulki z napisem "Setnik Ciemnogrodu" i otrzymują innego koloru identyfikatory. W tym roku setnicy z lat poprzednich uhonorowani zastali brązowymi gwiazdami, zostali "setnikami z gwiazdą". W następnych latach mają być gwiazdy srebrne i złote (w 2000r.). Tytuły szlacheckie setników i setników z gwiazdą (nie dziedziczne!) są potwierdzane certyfikatami podpisanymi przez Naczelnego Kowboja RP Wojciecha Cejrowskiego. I to wszystkie przywileje. Płaci się nawet za koszulki i gwiazdy.

Dlaczego ludzie to robią? Dlaczego ja to zrobiłem? Motywy różnią się zapewne w każdym indywidualnym przypadku. Ja gotów byłem "opłacić" setnika (i setniczkę) przede wszystkim dlatego, by otaczającym mnie kilku- i kilkunastoletnim ciemnogrodzianom pokazywać raz za razem, rok po roku, że nie są sami, że w swoich poglądach nie są tak odosobnieni, jak im się to może wydawać w Warszawie, w szkole, przed telewizorem. Że nie są głupsi, prymitywniejsi, bardziej "zacofani" od rówieśników, których rodzice głosują na Unię Wolności i z dumą się z tym obnoszą.
No, a poza tym lubię się dobrze bawić. Byle w dobrym towarzystwie.

Ciemnogród "wirtualny"
Okazało się, że w tym ostatnim nie byłem odosobniony. W tym roku po raz pierwszy na Zlot przybyli Ciemnogrodzianie Wirtualni z Polski, ze Szwecji i... z Australii. Zorganizowanym przez Kasztelana Mirosława Wiechowskiego (Szwecja) wokół listy dyskusyjnej i witryny www.ciemnogrod.net Ciemnogrodzianom Wirtualnym wirtualność najwyraźniej się znudziła (przynajmniej na trzy dni). Jak wszyscy normalni ludzie zapragnęli integracji w postaci cielesnej (a postać cielesną mamy, co tu ukrywać, w raczej imponującą), która rozpoczęła się przy kasztelańskiej whisky i trwała przy trunkach różnych z dużą przewagą piwa. Wywołało to nawet nieprzychylna komentarze czynników jasnogrodzkich, które - co widać na przykładzie P. Prezydenta za granicą - żyją oczywiście w przykładnej abstynencji. By rozproszyć nieprzychylne plotki śpieszę zapewnić, że zdarzył się nam tylko jeden przypadek nadmiernego popijania ? Kasztelan z takim zapałem popijał grochówkę z kuchni polowej że chucherko Sieciomistrz, celem doprowadzenia go na wywiad do zlotowego radia, musiał - wieść gminna niesie - użyć środków przymusu bezpośredniego, choć jak mu się to udało pozostanie jego słodką tajemnicą. Osobiście jestem zdania, że Kasztelan winien skazać Sieciomistrza na tydzień o chlebie i wodzie z powodu uniemożliwienia mu dopicia czwartej porcji.

A, mówiąc poważnie, my - "wirtualniacy" nieoczekiwanie dla nas samych odegraliśmy w kształtowaniu obrazu Zlotu Ciemnogrodu rolę poważną. Poza radiem WaWa i Gazetą Polską byliśmy jedynym źródłem informacji o Zlocie, w którym uczestniczyło blisko dziesięć tysięcy osób i samo to już cieszy. Ważniejsze jednak, że pokazaliśmy wszem i wobec, iż prawdziwy Ciemnogrodzianin świata się nie boi i terenu bez walki nie oddaje. Ku wielkiej uciesze co młodszych uczestników zabawy okazało się raptem, że archetyp Ciemnogrodzianina (Ciemnogrodzianki) to nie zasuszona stara panna nieufnie traktująca maszynę do pisania i panicznie reagująca na każdy powiedziany jej komplement lecz wesoły, pewny siebie, cieszący się życiem mężczyzna (lub kobieta, ale kobiet ciągle nam brakuje) nie bojący się świata i nie czekający, co mu lewda raczy z łaski podarować. Zabawne, ale w paradzie Ciemnogrodu nasz transparent nieśli bardzo jeszcze młodzi ludzie (Agnieszka i Miłosz) których związek z Ciemnogrodem Wirtualnym jest w najlepszym razie luźny. A jednak był to dla nich powód do dumy.

Koncerty
Masową rozrywką Zjazdu są koncerty w Amfiteatrze Łąkowym. Zaczynają się zwykle o piątej po południu i trwają ... ile trwają. Co wyróżnia te koncerty? A no przede wszystkim atmosfera na widowni, atmosfera zabawy a nie wrzaskliwych podrygów w półnarkotycznym transie. Przewinęło się przez Osiek wielu wybitnych i wspaniałych wykonawców i zespołów, nie tylko muzyki country. W tym roku też było czego słuchać. Nie da się wymienić wszystkich wykonawców. Napiszę jednak o kilku. A więc, przede wszystkim, ciepło wspomnieć trzeba P. Antoniego Kanię i Syrbaków, którzy wyczarowują muzykę z każdego niemal przedmiotu, nawet z końskich podków i z puszki po coca-coli. Słowa najwyższego uznania należą się wspaniałemu poecie i wykonawcy Leszkowi Czajkowskiemu. Jego występ, występ niekompletnej Ligi, ze znanymi i nowymi piosenkami "Śpiewnika Oszołoma" rozgrzał widownię najbardziej. Wymienię też ks. Bogusława Palecznego, opiekuna bezdomnych i wykonawcę własnych, pięknych piosenek i doskonały zespół góralski z Łopusznej.

Imprezy dla dzieci i nie tylko
A więc na początku znowu Syrbacy i przedstawienie dla dzieci i z udziałem dzieci "... co w zasięgu ręki mamy na instrument przerabiamy" (polecam książeczkę pod tym samym tytułem!). Świetna atmosfera, wiele konkursów i naprawdę wesoła zabawa dla dzieci i rodziców. I tradycyjny już występ miejscowych zespołów dziecięcych "To my Kociewiaki". Zresztą imprez dla dzieci i innych imprez towarzyszących było bardzo wiele. Wystawa twórczości kociewskiej, wystawa fotograficzna WC (Wojciecha Cejrowskiego), nauka jazdy konnej itd.

Sport
Podczas Zlotu odbywają się liczne zawody sportowe dla wszystkich. Rowerowe, żeglarskie, pływackie. Dla wszystkich, a więc poza nagrodami (bardzo umiarkowanej wartości, ale liczą się bardzo wysoko) za pierwsze i kolejne miejsca są, np. również dla najmłodszego i najstarszego zawodnika (Mister Piernik).

Media
Była, jak zwykle konferencja prasowa, była telewizja, radio, byli dziennikarze (nawet z Gazety Wyborczej!). Jednak w telewizji, radiu i prasie, a szczególnie o zasięgu ogólnopolskim nic albo niewiele, a i to dogłębnie zafałszowane. W czasie Zlotu wychodzi też specjalny dodatek do "Gazety Kociewskiej" pod nazwą "Gazeta Ciemnogrodu" i nadaje radio "Głos Ciemnogrodu".

Wiara
Zlot rozpoczęło uroczyste wprowadzenie relikwii św. Wojciecha do kościoła parafialnego pod wezw. św. Rocha oraz odegranie hejnału Ciemnogrodu z wieży Kościoła. Tak, Ciemnogród ma własny, poświęcony dwa lata temu przez proboszcza księdza dr Zdzisława Ossowskiego hejnał, kompozycji Krzysztofa Sadowskiego. Hejnalistą był p. R. Kornas. W niedzielę, w ostatnim dniu Zlotu już o piątej rano odprawiono uroczystą Mszę Św. "Jutrznię", na którą, mimo zimna i krótkiego snu, przybyło ponad tysiąc uczestników Zlotu, głównie młodzieży. Towarzyszyli oni w procesji relikwiom św. Wojciecha w drodze z kościoła do polowego ołtarza w Amfiteatrze Łąkowym. Piękną i głęboką homilię wygłosił ks. dr Zdzisław Ossowski.

Polityka
W tym roku Zlot pomyślany był jako impreza rodzinna, bez polityki. Nie był to jednak pomysł, który ma przyszłość. Osiek - stolica polskiej prawicy, jak głosił jeden z transparentów, nie może obejść się bez polityki, nie może nie wskazywać w jakich warunkach rodzina jest naprawdę ważna. Prawica jest rodzinna, lewica rozbija, atomizuje społeczeństwo. Dlatego organizatorzy muszą wyciągnąć wnioski z faktu, że właśnie Liga, Leszek Czajkowski, który nie zrezygnował z programu politycznego, zebrał największe brawa. Prawica musi dysponować miejscem, gdzie bez przeszkód wypowiadać będzie w pełni swoje credo, gdzie ludzie prawi poczują się wśród swoich i zobaczą, że nie jest ich mało, gdzie białe jest białe a czarne jest czarne, gdzie liczy się prawda a nie "poprawność polityczna".

Pogoda dla Ciemnogrodu.
Jeśli było tak dobrze, skąd tyle narzekań. Skąd wyssane z palca szacunki uczestnictwa na 3.000 ludzi i twierdzenia, że Zlot był kiepski? Najprostsze, najłatwiejsze i - jak to zwykle najprostsze i najłatwiejsze - nieprawdziwe wyjaśnienie zamyka się w jednym słowie: "pogoda". To prawda, pogoda nie dopisała. Wspaniały pomysł niedzielnej "Jutrzni o świcie" w dużym stopniu zakłóciła niska temperatura (chyba nie więcej niż 10 stopni). Górale i inne zespoły występowały w rzęsistym deszczu, nawet zimne piwo nie smakowało tak jak w zeszłym roku. Ja nie wierzę jednak w pogodę. Nie wierzę nawet w to, że zlot był "kiepski" czy też choćby "gorszy". Mam swoją własną teorię.
Trzy to liczba, jak wiadomo, magiczna. W tym roku do Osieka jechało się jak do domu, w przekonaniu, że skoro Zlot jest trzeci, to musi być doskonały. Rzeczy doskonałych jak wiadomo nie ma, stąd pierwsze rozczarowanie.

Rozczarował także brak satyry politycznej. Z twierdzeń P. Wojciecha Cejrowskiego wyrozumiałem tyle, że uznał on jej oręż za nieskuteczne skoro nic się nim nie udało wywalczyć postanowił więc zorganizować raczej ?imprezę rodzinną". Wydaje mi się to pomysłem z gruntu chybionym i nawet nie dla tego, że program rodzinny tegorocznego zlotu był odrobinę uboższy niż w roku poprzednim. Otóż moim zdaniem imprezą rodzinną jest w naszym niedoskonałym świecie niedzielny obiad u babci czy rytualna wieczorna szklaneczka whisky z dziadkiem i nie trzeba po to jechać do Osieka. Zlot Prawicy z natury rzeczy musi być "dopolityczniony", byle nie "przepolityczniony" (jak dobra zupa, dosolona ale nie przesolona). Formuła WC Kwadransa na żywo doskonale się do tego nadawała i, wbrew zdaniu jej twórcy, nie jest to wcale formuła martwa. P. Wojciech Cejrowski użył charakterystycznego sformułowania: ??WC Kwadrans? został wyskrobany z telewizji". Celne to, ale przed skrobanką żył sobie całkiem dziarsko i choćby ten raz w roku może sobie czasy swej świetności przypomnieć. A satyra nie służy do wygrywania bitew, lecz raczej do przypominania, że choćby nie wiem ile się ich przegrało, wojna trwa. Satyra jest jak mądrość pana Zagłoby, tłumaczącego przyjaciołom dlaczego szwedzka zaraza musi przegrać. "Wygrają jeszcze sto bitew, ale po tym my wygramy jedną i będzie koniec wojny".

To tradycji politycznych treści zlotu będziemy jeszcze powracać. A myśleć trzeba szybko, bo przyszłoroczny zlot już za jedenaście miesięcy!

autor:Maciej K.Sokołowski,Krzysztof Sokołowski (09.1998)


  [WC na dzień pierwszy]    [WC na dzień drugi]    [WC na dzień trzeci] 
 [Strona główna]    [Strona poprzednia]  ©2001 Val de Mar