| Domowa strona Muchy i Val de Mara czyli Agnieszki i Waldemara Brzyskich... |
| To my... | Galeria zdjeć | Valdemarowe strony | Księga Gości | W pajęczynie | Edukacja |
| Aga | Val de Mar | Tam byliśmy |
|
Wojciech Cejrowski nadał tytuły szlacheckie
Ciemnogród, czyli dziesięć przykazań Niemal dwieście tytułów szlacheckich "setnika Ciemnogrodu" nadał w niedzielę w Osieku na Kociewiu Wojciech Cejrowski. To dzięki "setnikom", czyli tym, którzy wsparli "naczelnego kowboja RP" sumą stu nowych złotych, mógł dojść do skutku tegoroczny "Zlot Ciemnogrodu". - Skoro Kościół sprzedawał odpusty, to dlaczego ja nie mogę sprzedawać tytułów? - pytał retorycznie Cejrowski. ![]() Tytuł dziedziczny po mieczu Uczestnicy odznaczeni przez Wojciecha Cejrowskiego przez trzy dni zlotu chodzili dumnie w czarnych koszulkach z nadrukiem "setnik Ciemnogrodu", wyróżniając się wśród około dziesięciu tysięcy szarych "ciemnogrodzian". Tytuł - jak tłumaczył "naczelny kowboj RP" - jest dziedziczny po mieczu i za trzysta lat będzie miał taką wartość, jak godność brytyjskiego lorda. Głosuj w ciemno "Kwas żre", "Komuno, wróć - do Moskwy", "SLD - na Kubę" - tak brzmiały główne hasła tegorocznego "Zlotu Ciemnogrodu". Wojciech Cejrowski chętnie jednak wracał do ubiegłorocznych: "Labuda - do budy" i "Oszołom - szalom". Choć wydźwięk haseł był jednoznacznie polityczny, "naczelny kowboj RP" wielokrotnie odcinał się od powiązań z jakąkolwiek partią, podkreślał, że nie pasuje ani do ROP, ani do UPR, ani do PC... - I tak ma pozostać - tłumaczył Cejrowski, namawiając jednocześnie do głosowania "w ciemno" - czyli na kandydatów, którzy reprezentują "ciemnogrodzki" światopogląd. - Ciemnogród to zestaw poglądów, nie politycznych, ale takich jak dziesięć przykazań. Jestem spec od propagandy i staram się tak te dziesięć przykazań opakować, żeby wyglądały atrakcyjnie - tak "naczelny kowboj RP" tłumaczył swoje "zadanie misyjne". Bagnet zdjęty z trupa Ze sceny Amfiteatru Łąkowego nie reklamowano żadnej partii politycznej, choć na ulicy prowadzącej do amfiteatru bardzo aktywni byli działacze Unii Polityki Realnej, wymachujący swoimi sztandarami z krzyżem św. Jerzego, rozdający ulotki i namawiający do złożenia podpisu pod apelami o obniżenie podatków i przywrócenie kary śmierci. Widoczny był także Ruch Odbudowy Polski i organizacje młodego pokolenia: Liga Republikańska oraz Federacja Młodzieży Walczącej. Trudna do zauważenia była natomiast aktywność Akcji Wyborczej Solidarność. Politycy z pierwszej linii nie skorzystali z okazji, żeby zaprezentować się licznie zgromadzonemu prawicowemu elektoratowi. Na scenie wystąpił tylko zaproszony przez Wojciecha Cejrowskiego Radek Sikorski z ROP, ale jako podróżnik, a nie jako polityk. Sikorski, który w latach osiemdziesiątych uczestniczył po stronie mudżahedinów w wojnie przeciwko interwentom radzieckim w Afganistanie, pokazywał "bagnet zdjęty z trupa ruskiego żołnierza". - Ten pan kandyduje. Ale w razie czego, jak mu się nie uda, to znowu gdzieś pojedzie ruskich przepędzać - opowiadał o Radku Sikorskim Wojciech Cejrowski. Przerwijmy tę biesiadę Drugim kandydatem, który pojawił się na scenie, był Leszek Żebrowski, historyk związany z Ligą Republikańską. - My się tu bawimy, a biesiada trwa nieustannie - powiedział wchodząc na scenę Żebrowski, nawiązując do ujawnionych przez "Życie" informacji o wspólnych wczasach spędzonych w 1994 roku przez Aleksandra Kwaśniewskiego i Władimira Ałganowa. Do artykułu na ten temat Liga nawiązała także rozlepianym w Osieku plakatem, na którym Kwaśniewski i Oleksy w rosyjskich strojach siedzą za suto nakrytym stołem. "Przerwijmy tę biesiadę" - brzmiał napis na plakacie, poniżej umieszczono nazwiska trzech kandydujących do parlamentu członków Ligi: Mariusza Kamińskiego, Wojciecha Szaramy i Leszka Żebrowskiego. Aleksander Kwaśniewski był bohaterem drugiego wieczoru zlotu - to jemu poświęcił Wojciech Cejrowski najwięcej czasu. Ogłosił nawet, że zorganizuje "galę wypinaczy" - proponując, aby na scenę weszli ci, którzy mają ochotę "wypiąć się" na Kwaśniewskiego. Ksiądz bez munduru Proboszcz parafii św. Rocha, ksiądz Zdzisław Ossowskijest w Osieku postacią bardzo wpływową, mieszkańcy nie ukrywają, że bez jego zgody nie doszłoby do zorganizowania zlotu. To on przedsięwziął budowę solidnej murowanej sceny w leżącym na gruntach kościelnych Amfiteatrze Łąkowym (w ubiegłym roku była tylko prowizoryczna). To doskonały organizator i przedsiębiorca - mówią mieszkańcy - ale do wykonywania obowiązków duszpasterza nie bardzo się nadaje - dodają wspominając poprzedniego proboszcza. Podczas zlotu ksiądz doktor (historii sztuki) Zdzisław Ossowski jeździł po miasteczku w koszulce polo, często bez koloratki, nie wspominając o sutannie, co skrytykował Wojciech Cejrowski, pytając w niedzielnej "Gazecie Ciemnogrodu": "Skoro trwa wojna z Kościołem, to czemu oficerowie tego Kościoła, czyli księża, nie chodzą w mundurach? Gdzie się podziały sutanny?". - Oczywiście, mam sutannę, a koloratkę przed chwilą zdjąłem - tłumaczył dziennikarzowi "Rzeczpospolitej" ksiądz Ossowski w swoim biurze, podpisując jakieś dokumenty. Pytany, czy utożsamia się z ideą "Ciemnogrodu", czyli powrotu do polskich i katolickich tradycji, odpowiedział: - Nie czuję się z tą ideą związany, jestem związany z Ewangelią. Zlotowa dyspensa Pomoc księdza Ossowskiego w organizacji zlotu najłatwiejsza do zauważenia była pierwszego dnia zlotu. Proboszcz ogłosił dyspensę od piątkowego postu, co uczestnicy zlotu skrzętnie wykorzystali objadając się kiełbaskami z grilla i pieczonymi kurczakami sprzedawanymi w dziesiątkach budek i przyczep rozstawionych wzdłuż ulic Osieka. Nie żałowali sobie, a niektórzy wręcz nadużywali, piwa sprzedawanego na każdym kroku. - Ogłosiłem dyspensę na terenie Osieka, gdyż chodziło mi o to, aby ludziom nie utrudniać życia, aby nie powodować konfliktu sumienia. Przecież tylko w jednym stoisku sprzedawano smażone ryby. Ale proszę napisać, że nie zmuszałem nikogo do jedzenia kiełbasy, kto chciał zachować post, mógł nie jeść mięsa, mógł nawet nic nie jeść - powiedział ksiądz Ossowski, który w niedzielę w amfiteatrze odprawił dożynkową mszę polową. W czasie kazania ani słowem nie wspomniał o zlocie. Czytania mszalne przedstawili Wojciech Cejrowski i Zofia Bigosowa - kandydatka do Senatu z Nowego Sącza. Harleye, "garbusy" i konie Oprócz stoisk z przekąskami i pamiątkami w tym roku naprzeciw amfiteatru rozstawiło się wesołe miasteczko. Do Osieka na zlot przybyli harleyowcy na swoich motocyklach i fani volkswagenów "garbusów" w swoich "kultowych" samochodach. Amfiteatr Łąkowy został w tym roku otoczony drucianym płotem, aby zmusić uczestników zlotu do wykupienia kart wstępu na koncerty. Mimo to bardzo wielu uczestników "Ciemnogrodu \'97" nie zdecydowało się na kupienie identyfikatorów (po dwanaście złotych dla dorosłego indywidualnego turysty, po pięć złotych dla młodzieży i po dwadzieścia dwa złote dla rodzin) i wolało za darmo z boku, zza płotu, przysłuchiwać się występom Wojciecha Cejrowskiego. Głównym punktem każdego dnia zlotu były właśnie wieczorne koncerty prowadzone przez "naczelnego kowboja RP", który za każdym razem w orszaku jeźdźców, przy akompaniamencie sygnału "WC kwadransa" zajeżdżał konno przed scenę, podrywał konia na tylne nogi i oklaskiwany przez "ciemnogrodzian" zeskakiwał na podest. Persona non grata - Byłam zaskoczona, że koncerty są zorganizowane tak profesjonalnie, że biorą w nich udział normalne zespoły. Spodziewałam się raczej chałupnictwa - mówiła młoda dziewczyna, Danuta Trojan z Nowego Dworu Mazowieckiego, która po raz pierwszy przyjechała na zlot do Osieka. Zadowolony ze zlotu był także Sebastian Kwiatkowski, działacz Federacji Młodzieży Walczącej z Łodzi, który w okolicach amfiteatru sprzedawał koszulki z nadrukowanym zdjęciem Kwaśniewskiego i napisem "Persona non grata". Narzekał jednak na ochroniarzy, którzy pilnowali bezpieczeństwa zlotu. - Kiedy tańczyliśmy i śpiewaliśmy przed sceną, zostaliśmy przez nich mocno poturbowani - mówił Kwiatkowski ściągając koszulkę i pokazując na plecach czerwone pręgi i siniaki od uderzeń pałką. - Ostatni raz tak dostałem 1 maja od policjantów, ale to było normalne, a tu Wojtek mógłby zaapelować do ochroniarzy o odrobinę kultury - żalił się działacz FMW. Sojka bez bisów Podobnie jak w ubiegłym roku, dominowała muzyka country, choć pojawiło się kilku wykonawców gospel, jazzu, a nawet disco polo. W piątek Danielle, Polka z Australii, na przemian śpiewała jazz zachrypniętym głosem Louisa Armstronga i własne kompozycje disco polo. W sobotę publiczność rozbawili "Syrbacy" grający polskie piosenki folkowe na staropolskich ludowych instrumentach i "Querido Matias" - polscy misjonarze werbiści prezentujący muzykę andyjską i południowoamerykańską, którzy swój występ zaczęli słynnym "El Condor Paso". Wszyscy czekali jednak na występ Stanisława Sojki, tym bardziej że w jednym z telewizyjnych "WC kwadransów" Wojciech Cejrowski podeptał jego płytę, na której nagrana była piosenka "Jesteś moją kokainą". - Wyjaśniliśmy sobie tę sprawę. On zrozumiał to, czego nie zrozumiało wielu innych. Lubię, jak śpiewa, i bez obrzydzenia gram jego muzykę w radiu. Ale artyście nie wolno wypuszczać takich szajsów jak "Jesteś moją kokainą". Nie można kobiety porównywać do narkotyku, który zabija. Więc jak on tu tę piosenkę zaśpiewa, to myślę, że usłyszy gwizdy - tak Cejrowski tłumaczył zaproszenie Stanisława Sojki do Osieka. Sojka nie zamierzał polemizować czy wracać do tej sprawy. Około godziny dwudziestej pojawił się na scenie, zaśpiewał swój zestaw piosenek i - mimo iż publiczność domagała się bisów - bez słowa zniknął za kulisami. źródło: Rzeczpospolita (1997.08.25) autor:Marcin Dominik Zdort
|
| [WC na dzień pierwszy] | [WC na dzień drugi] | [WC na dzień trzeci] | [WC na dzień czwarty] |
| [Strona główna] | [Strona poprzednia] | ©2001 Val de Mar |