Domowa strona Muchy i Val de Mara czyli Agnieszki i Waldemara Brzyskich...
To my... Galeria zdjeć Valdemarowe strony Księga Gości W pajęczynie Edukacja
Aga Val de Mar Tam byliśmy  

Zlot Ciemnogród '1997

WC napisał dla "Gazety Ciemnogrodu"
na niedzielę 24 sierpnia 1997:


KAZANIE WC

Trwa wojna z Kościołem:
spór o konkordat, ponowne rugowanie religii ze szkół, publiczne wypowiedzi przedstawicieli władzy, na przykład te czynione ustami niejakiej Sierakowskiej, brak jakiejkolwiek reakcji prokuratury na akty obrażania i poniżania Ojca Świętego w tygodniku "Nie" itp.

Trwa też wojna z Kościołem na poziomie propagandowym:
w czasie kiedy program pierwszy publicznej telewizji transmitował mszę z udziałem Ojca Świętego z kościoła w Zakopanem, drugi program tej samej telewizji serwował alternatywę, którą był Jerzy Owsiak prezentujący "zbożną" działalność sekty harekrisznowców w RPA. Wiem, że to brzmi groteskowo, ale Mrozek tego nie wymyślił, tylko Miazek.

Skoro więc trwa wojna z Kościołem, to czemu oficerowie tego Kościoła, czyli księża, nie chodzą w mundurach?! Gdzie się podziały sutanny? Od kiedy to w Polsce sutanna jest dla księdza strojem wstydliwym? A tak to wygląda. Wszędzie widzę garnitury, czasem nawet nie czarne, ale szare. Wszędzie widzę koszule, często nawet bez koloratki. Tak się noszą protestanci! W garniturze może sobie pospacerować pastor, ale nie ksiądz katolicki w kraju, gdzie Walczy się z Kościołem. Mnie jest zwyczajnie głupio, kiedy mój własny proboszcz paraduje po parafii jak anglikanin, a nie Katolik. Gdzie biret? Kapelusz to sobie może zafundować byle łachmyta, a bireta już nie!

Skoro trwa wojna z Kościołem, oficerowie powinni dawać świadectwo odważnej przynależności - tak abym ja, zwykły szeregowiec, czuł ich wsparcie duchowe oraz miał od czasu do czasu okazję dać własne świadectwo i publicznie, na ulicy, powitać kapłana słowami: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Dziś małe mam na to szansę, bo dookoła mnie coraz więcej księży-tajniaków. Na wsi to jeszcze pół biedy, bo się wszyscy znamy, ale w obcym mieście - tam może szczególnie ważne są takie świadectwa.

Kiedyś na ulicach dookoła każdej kurii bywało aż czarno i człowiek miał poczucie, że Kościół to siła, również organizacyjna i strukturalna. Dziś księża z ulic poznikali (w sensie optycznym), poznikał też Kościół z podświadomości. Toż każdy fachman od reklamy potwierdzi, że ciągłe atakowanie jakimś znakiem wizualnym pozostawia ślady w podświadomości i potem wywołuje odruchowe sięganie po dany produkt. Sutanna działa na tej samej zasadzie. Jest darmową reklamą Pana Boga. Pan Bóg nie wymaga reklamy? Dobra, dobra. Gdyby tak było, to by nie było ani misji świętych, ani papieskich pielgrzymek, ani wydawnictw katolickich itd. Sutanna jest niewygodna? Plącze się pod nogami? Latem w niej gorąco? Celibat albo czystość w ogóle też jest niewygodna, proszę księdza, a czy to powód, by z niej rezygnować? Całe dziesięć przykazań to udręka i niektórzy oczywiście decydują się na zdjęcie tego gorsetu...

Wychowanie polega w dużej mierze na osobistym świadectwie, także świadectwie stroju. W biografii księdza Jerzego Popiełuszki podkreśla się fakt, że nie pozwolił on sobie w komunistycznym wojsku zdjąć krzyżyka z szyi - dawał tym piękny osobisty przykład innym.

Nawet najlepsze kazanie kapłana, który na co dzień nie naucza swoich parafian czynami, jest jak zamek postawiony na piasku. Osobiste świadectwo to także sutanna na 33 guziki, szczególnie wówczas, gdy np. w czasie pielgrzymki jest w niej gorąco i plącze się pod nogami. Poza tym nie przesadzajmy z tym plątaniem, skoro moja babcia całe życie chodziła w spódnicach i jakoś nie narzekała, latem pracując przy żniwach twierdziła nawet, że ma bardziej przewiewnie. Ponadto sam widziałem kilkunastu franciszkanów na zawodach narciarskich - kręcili nieziemskie wprost piruety w habitach do kostek i wzięli puchar drużynowy. Na dokładkę całe wydarzenie miało miejsce na tropikalnych wodach Morza Karaibskiego, a narty były wodne!

Przykład idzie z góry. Dlatego oczekiwałbym dobitnych świadectw przynależności do Kościoła szczególnie od tych, którzy świadczyć właściwie nie muszą - od hierarchów. Każdy oczywiście wie, kim jest biskup T. Pieronek, więc nawet gdyby ksiądz biskup pokazał się w koszulce polo, nie byłoby wątpliwości. Ale mądry szef wie, jaki wpływ na podwładnych ma jego postawa. Mądry szef przychodzi do pracy za pięć ósma, choć akurat on nie musi.
Dlatego ośmielam się apelować do hierarchów naszego Kościoła o kompletny mundur. Marynarki proszę oddać biednym. Powywalać je wszystkie z szaf, a wówczas nie będzie pokusy ani niezamierzonej pomyłki.

W kontekście biskupa Pieronka wydaje mi się nawet, ze sutanna może stanowić element przetargowy w negocjacjach z rządem, bo sutanna wciąż onieśmiela. Biskup w pełnym rynsztunku, ze złotym krzyżem na piersiach (a nie schowanym w kieszonce, jak zegarek na dewizce), taki biskup to Biskup. Onieśmiela. Ma prawo pouczać i wymagać. Ma prawo każdemu przerwać. Każdy musi na jego powitanie wstać i przyciszyć głos. Kiedy biskup w garniturze staje do zdjęcia pośród grupki polityków, wygląda jak jeden z nich, kiedy do tego samego zdjęcia staje w sutannie i ze stosownymi atrybutami i dodatkami, wówczas wyraża majestat Kościoła i odcina się, przynajmniej wizualnie, od brudu i powszedniości polityki. Na zakończenie kilka zdań o świadectwie słowa: Wielokrotnie słuchałem w radiu wywiadów udzielanych przez ks. Sekretarza Episkopatu. Zaczynały się od cywilnych powitań w rodzaju: Witamy księdza biskupa. Na to ksiądz biskup odpowiadał również po świecku, zamiast natychmiast usadzić dziennikarza we właściwym miejscu, mówiąc do radiosłuchaczy: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Przecież większość ludzi z drugiej strony odbiornika jest ochrzczona i przecież raczej z nimi się witamy za pośrednictwem mikrofonu, a nie z drugą osobą w studiu. Nawet jeśli padnie na jakiegoś ateistę, to co z tego? Czy to jakaś krzywda, że z ust biskupa usłyszy katolickie pozdrowienie.

Z kolei na zakończenie każdej rozmowy ks. biskup Pieronek zawsze dziękuje uprzejmie, a ja wolałbym usłyszeć tradycyjne Szczęść Boże albo Bóg zapiać. Pan Bóg ma być przecież obecny w całym naszym życiu, w każdym czynie i słowie - tego mnie uczono na lekcjach religii. W książce, w szkole, w godzinach wytchnień, w pracy dnia. Szczęść Boże.

/-/Wojciech Cejrowski - katolik


  [WC na dzień pierwszy]    [WC na dzień drugi]    [WC na dzień trzeci]    [WC na dzień czwarty] 
 [Strona główna]    [Strona poprzednia]  ©2001 Val de Mar