|
Byłem zdolnym dzieckiem i to nawet do wszystkiego...
W podstawówce (SP 10) w piatej i szóstej klasie miałem nawet świadectwo z paskiem. Później mi się już to nie zdarzało. Zazwyczaj miałem obniżone zachowanie. Energia mnie roznosiła, a rodzice drogę do szkoły (szkół) znali na pamięć. Ogólniak (II LO) wspominam bardzo dobrze, piękne czasy choć krótkie (dla rodziców pewnie strasznie długie). Starałem się wydłużyć ten piękny okres, ale o zostaniu na drugi rok nie było mowy. Nauczyciele też mnie nie chcieli widzieć dłużej niż 4 lata. Zaczęły sie więc studia. Zacząłem je na Politechnice Lubelskiej, ale po roku stwierdziłem, że 2 dziewczyny na roku to zbyt mało. Przeniosłem się na UMCS, na matematykę. Myślę, że był to dobry wybór, choćby dlatego, że poznałem tam moją ślubną-Agnieszkę. Studia, jak to studia, od sesji do sesji, a pomiędzy...Tak więc zostałem magistrem (z wyciętą przysadką mózgową). Magister matematyki, specjalność metody numeryczne i programowanie - to brzmi dumnie.
Wszystko było by piękne gdyby nie trzeba było pracować, ale dutki są potrzebne, a ja uwielbiam je wydawać.
Zaraz po studiach rozpocząłem pracę w Zamojskiej Korporacji Energetycznej SA w wydziale informatyki. Ale jako, że ZKE jest bogatą firmą i dba o swych pracowników musiałem dorabiać gdzieś indziej. Prowadziłem zajęcia z przedmiotów informatycznych i matematycznych w Technikum Elektrycznym i Centrum Kształecenia Ustawicznego. Ale już tam nie pracuję. Teraz można mnie znaleźć (od 2 lat) w Wyższej Szkole Administracji i Zarządzania, gdzie prowadzę zajęcia z grupami zaocznymi.
|