ISSN 1505-6058

NR 35 CZERWIEC 2007 R.

CENA 1 ZŁ

 





Stypendia zagraniczne (relacja z Belgii)

TOT DAG

Pod koniec stycznia 2007 roku wyjechaliśmy na studia do Limburga do Belgii. Wyjechaliśmy – my – czyli czworo studentów WSZiA, Elwira Pakuła, Marzena Piątkowska, Tomasz Boguciński i Paweł Dec (autor tego tekstu). Właśnie wtedy zaczęła się dla nas wielka przygoda, wielka próba i wielkie wyzwanie.

Studenci w Parlamencie Europejskim fot. arch. pd

Zaraz po przyjeździe zostaliśmy zakwaterowani w naszych mieszkaniach (tutaj na takie pokoje studenckie mówi się „kot”). Przez pierwszy tydzień poznawaliśmy najbliższe okolice, drogę do szkoły, samą szkołę i naszych nowych znajomych. Oczywiście mieliśmy też zajęcia. Muszę powiedzieć, że nasza szkoła może nie jest najpiękniejsza, ale jej ogrom robi wrażenie. Właściwie to jest cały kampus, kompleks budynków zajmujących powierzchnię mniej więcej 1,5 do 2 ha. 

Plan zajęć mamy tak ułożony, że co tydzień wyjeżdżaliśmy na tzw. fieldtrips w celu lepszego poznania Belgii. Wyjazdy te są traktowane jako osobny przedmiot, który musimy zaliczyć, pisząc z każdej takiej wycieczki sprawozdanie. Ale muszę przyznać, że to bardzo interesujący przedmiot.

Co mnie bardzo miło zaskoczyło, to to, że sposób nauczania i system szkolnictwa jest całkowicie odmienny niż w Polsce (wg mnie nawet lepszy). Dlaczego? Pierwsza i chyba najważniejsza rzecz - nie ma długich i często nudnych wykładów, gdzie połowa studentów przysypia, a druga myśli o niebieskich migdałach. Oczywiście uczymy się teorii, ale nie jest ona nam przedstawiana w taki sposób, jak w Polsce, tylko jest to tutaj bardziej traktowane jako samodzielne studiowanie. Przykładem może być logistyka (jeden z moich przedmiotów), gdzie co tydzień musimy przygotować jakąś część materiału i z niego odpowiadać, co jest traktowane jako „zaliczanie na bieżąco” i jest odpowiednikiem końcowego egzaminu. Muszę przyznać, że to sposób dużo bardziej efektywny (a i przedmiot bardzo ciekawy).

Już w pierwszym tygodniu nawiązaliśmy wiele nowych, międzynarodowych znajomości. W mojej grupie są studenci z Danii, Turcji, Hiszpanii i oczywiście Belgii. Z porozumieniem się nie ma najmniejszego problemu. Ogólnie obowiązujący język w naszym gronie to angielski, choć czasami próbujemy zaskoczyć belgijskich kolegów, mówiąc coś po niderlandzku, którego się również uczymy (co nie zawsze nam wychodzi, a czasami efekt jest wręcz odwrotny).

Wyjazd na takie zagraniczne studia to wielka przygoda i zbieranie cennego doświadczenia - na pewno w przyszłości doceni to nasz pracodawca. Od kwietnia zaczynamy dwumiesięczne praktyki w różnych firmach, co pozwoli nam na zdobycie tak ważnego doświadczenia. Ja na przykład mam zacząć praktyki w jednej z największych firm transportowych w Belgii, która ma także swoje placówki w Polsce. Bardzo mnie zaskoczyła nieoficjalna informacja, że istnieje możliwość, iż owa firma zaoferuje mi pracę w Polsce po skończeniu moich studiów (co nie każdemu się zdarza). To będzie wyzwanie!

Ogólnie studia upływają nam tutaj bardzo przyjemnie i lekko, nauczyciele też są bardzo przyjaźni (z jednym np. chodzimy po zajęciach na piwo, co w Polsce raczej nie ma szans się zdarzyć). Do Polski wracamy w czerwcu i jeśli się wszystko uda, to ciężką sesję na WSZiA będziemy mieli już zaliczoną (na podstawie międzynarodowych punktów transferowych ECTS). 

Więc „Tot dag”, czyli do zobaczenia po niderlandzku!

Paweł Dec
Marzec 2007
Katholieke Hogeschool Limburg, Belgia 

W chwili oddawania gazety do druku studenci właśnie wrócili z Belgii. 
Ich kolejne wrażenia opublikujemy w numerze październikowym NF. 

 

 

Wydawca - Wyższa Szkoła Zarządzania i Administracji w Zamościu, ul.Akademicka 4, tel.63-82-630.
Redakcja - Małgorzata Bzówka (redaktor naczelny),
stali współpracownicy - Joanna Giruć, Katarzyna Kimak, Bogdan Kawałko, Mieczysław Kowerski, 
Anna Krupa, Władysław Molas, Zofia Kiełbińska-Ryń.