ISSN 1505-6058

NR 33 GRUDZIEŃ 2006 R.

CENA 1 ZŁ




 

 

Uroczystości

W HOŁDZIE POLEGŁYM

Dziś w wolnej Ojczyźnie obchodzimy 88. rocznicę odzyskania niepodległości przez II Rzeczpospolitą. Świętując ten dzień, dajemy wyraz naszej miłości do Ojczyzny, do jej historii i kultury. 

Uczestnicząc, dziś tutaj, składamy hołd pamięci twórcom niepodległości, tysiącom żołnierzy, którzy przeleli krew w walce o Niepodległość. 
Listopad. Polski miesiąc narodowy. Rocznica nie tylko niepodległości odzyskanej w 1918 roku, lecz także jednego z najważniejszych polskich powstań. 

Młodzi, zapalczywi kadeci podjęli walkę w 1830 roku, po drodze zabijając paru przeciwników starszych stopniem i wiekiem, uważających ten zryw za bezsensowny i nie rokujący szans powodzenia. Starzy mieli rację. Ale to młodzi zbudowali tradycję, która umożliwiła odzyskanie niepodległości najpierw w 1918, a potem w 1989. Zapłacili jednak za to krwią, więzieniem, emigracją. Na tym wyrosła świadomość ostatnich pokoleń Polaków, a jednocześnie sedno ich dramatu: między okresem upadku i rozbiorów I Rzeczpospolitej pod koniec XVIII wieku a odzyskaniem niepodległości w 1989 roku, los Polaka oznaczał zniewolenie, z krótką przerwą na II Rzeczpospolitą 1918-1939. To właśnie sprawa utraconej u schyłku XVIII wieku niepodległości była spoiwem polskiej świadomości narodowej przez dwa następne stulecia.

Przekazywane z pokolenia na pokolenia niepodległościowe marzenie Polaków o powrocie na Zachód, do rodziny państw wolnych, demokratycznych i bezpiecznych zostało zrealizowane. Ale czy mamy – z racji naszych odwiecznych doświadczeń historycznych - coś istotnego do powiedzenia w tej rodzinie? Coś więcej, prócz upadłych powstań, heroicznych klęsk i daremnej chwały zwycięstw? Coś więcej niż, wykłócanie się, że to Wałęsa a nie Gorbaczow obalił komunizm, że Powstanie Warszawskie nie miało miejsca w Getcie, a Auschwitz to nie był Polish Contentration Camp. Albo, że Piłsudski pod Warszawą, Sobieski pod Wiedniem, Batory pod Pskowem…
Ale nasza historia i nasza tradycja nie składa się tylko z bitew i powstań. Potrafiliśmy także budować, być prekursorami wielkich i niezbędnych światu reform. 

Rzeczpospolita polsko – litewska „złotego wieku”. Był to prototyp dobrowolnej, zawiązanej w wyniku umowy, a nie podboju – unii dwóch równych państwowości (Litwa była ogromnym państwem, dużo większym od Polski). 
Nie tylko dlatego, że przez parę stuleci było to mocarstwo europejskie, ale również dlatego, że w drodze stopniowych reform polsko – litewska szlachta doprowadziła do przekształcenia, typowego dla ówczesnej Europy, królestwa w parlamentarną demokrację stanową. 

Rzeczpospolita XVI wieczna jest prototypem o parę stuleci późniejszych demokracji zachodnioeuropejskich. 

Król stoi na czele władzy wykonawczej, nie mogąc samowolnie decydować o najważniejszych sprawach państwowych, ani stanowić nowych praw bez zgody wybieranego przez szlachtę Sejmu, a także Senatu, złożonego z najczcigodniejszych postaci w państwie. Przypomina to urząd dzisiejszego prezydenta lub premiera. Po wygaśnięciu dynastii Jagiellońskiej, ten król – prezydent jest także wybierany przez ogół szlachty, tyle że dożywotnio. Niezależna jest też – jak w dzisiejszych demokracjach władza sądownicza, bo sędziowie pochodzą z wyboru sejmików szlacheckich. Ten trójpodział niezależnych i wzajemnie się balansujących władz wprowadziła Rzeczpospolita w praktykę państwową już na 250 lat przed Rewolucją Francuską, która ją nazwała i określiła jako prawo konstytucyjne. System ten zawierał też procedurę podobną do amerykańskiego impechmentu, czyli pozwalającą na usunięcie króla – prezydenta z urzędu, gdyby ten złamał obowiązujące prawo. Było to państwo wolności obywatelskich, w którym wyznania są równoprawne, nikt nikogo nie karze za poglądy, ani za publikowanie ksiąg. A dzieje się to wszystko w Europie wielkich wojen religijnych, gdzie krew innowierców uświęcała zasada: czyja władza, tego religia.

Mówimy z dumą, że nieskuteczną Konstytucję 3 Maja – uchwalono o wiele za późno, bo w okresie głębokiego upadku tej demokracji – była drugą po amerykańskiej. Formalnie to prawda, ale faktycznie pierwszą w dziejach konstytucją były Artykuły Henrycjańskie uchwalone przez Sejm w 1573 roku przed wyborem pierwszego króla – prezydenta. Prawda, że z ówczesnej demokracji polsko – litewskiej korzystali jedynie mężczyźni stanu szlacheckiego. Ale też liczebność szlachty była w tym państwie wyjątkowo duża, znacznie większa niż w sztandarowych demokracjach Francji czy Anglii lat trzydziestych XIX wieku, gdzie nie przekraczała 3 proc. ludności. Zresztą z tego samego powodu tradycja szlachecka stała się u nas ogólnonarodowa. Prawda, że wszystko to w ostatecznym rachunku upadło, zaprzestano dalszych reform, syta szlachta pogrążyła się w rozleniwiającym samozadowoleniu. Ten niezbrojny wątek naszej ponad 200 letniej tradycji demokratycznej został praktycznie, zapomniany, nie sprzyjały mu prawie dwa stulecia walki o niepodległość, tak długo daremnej. 

Aby odbudować pamięć o tej tradycji rzekomych „warchołów – budowniczych demokracji” XVI wieku trzeba mniej mówić o wojnach i powstaniach, a więcej o budowaniu i duchu obywatelskim. Pytanie o to jak być Polakiem, sprowadzało się do pytania jak być obywatelem. To pytanie bardzo współczesne. Wtedy nie umieliśmy na nie odpowiedzieć i upadliśmy. A czy umiemy dzisiaj? w XXI wieku stoją przed nami podobne pytania, na które musieli odpowiedzieć Polacy XIX wieku. 

Nie są one tak ostre, bo stawką nie jest niepodległość, co więcej, te pytania wraz z odzyskaniem niepodległości straciły wymiar zbiorowy, nie stoją już przed narodem, a raczej przed pojedynczymi ludźmi, przed korporacjami finansowymi. Jednak są to wciąż te same fundamentalne pytania o wartości. Szukając na nie odpowiedzi w istocie znów odpowiadamy na pytanie jak być Polakiem w XXI wieku. 

Czy obecność naszych żołnierzy w Iraku to „walka za waszą wolność”, czy udział w amerykańskiej agresji,w której chodziło tylko o ropę? A nawet jeżeli to drugie, to przecież wycofanie obcych wojsk odda ten nieszczęsny kraj na pastwę bandytów, fanatyków i dyszących zemstą pomocników obalonego dyktatora. Więc czego się trzymać, co robić? A Białoruś lub jeszcze dramatyczniej – Czeczenia, Afganistan? Patrzeć obojętnie na naruszenie praw ludzkich, deptanie demokracji, zabijanie ludzi byle tylko robić interesy z reżimami i ich patronami? To prawda, że coraz częściej w Czeczenii, Afganistanie, Iraku uciekają się do terroryzmu, co jest godne potępienia, ale chodzi im o to samo, o co my walczyliśmy przez prawie 200 lat, o niepodległość. Ale my dziś patrzymy na to inaczej. 

A Chiny? Dzięki dobrej koniunkturze, która winduje ceny – zaczęły lepiej prosperować polskie huty i kopalnie, koksownie. Już nie mówimy o ich zamykaniu. Ale przecież Chiny to wciąż totalitarna dyktatura z komunistyczną fasadą, gdzie funkcjonują obozy koncentracyjne i praca niewolnicza, gdzie przeciwników ustroju trzyma się w więzieniu, a media cenzuruje. Wspierać ten reżim, handlując z nim i współpracując gospodarczo? A jeśli nie, to – w imię szlachetnych wartości – godzić się na utratę pracy przez polskich robotników? Na każdą z tych kwestii – tak jak w rozważaniach o dylematach XIX wiecznych powstańców – istnieją trzy możliwe odpowiedzi. Trzy postawy: pierwszy – model podchorążych - być pryncypialny i bezkompromisowy, drugi – można też jak czynili lojaliści w czasach polskich powstań – odrzucić nieżyciowe zasady – moja chata z kraju i patrzeć tylko na własną korzyść i interesy z każdym kto godziwie płaci. Pieniądz, jak wiadomo, nie śmierdzi. Świat tak działa. 

A może wariant inny, może nam Polakom właśnie z racji historycznych doświadczeń, z racji doznanych krzywd, które powinny uwrażliwiać na pokrzywdzonych innych – jest przeznaczone poszukiwanie roztropnych, ale kompromisowych odpowiedzi na te i podobne dylematy? Roztropność wie, że świat nie jest sprawiedliwy, że wszyscyśmy grzeszni, że są to pytania nie dające się jednoznacznie rozstrzygnąć, że kompromis ma granice i za wszystko trzeba w końcu zapłacić jakąś cenę. Nieraz gorzką. Ale starać się ani nie upaść w błoto, ani lecieć z byle powodu na barykady. Może więc, mając trudniejszą i bardziej od innych burzliwą historię, powinniśmy więcej wiedzieć o jej zawirowaniach. To jest właśnie sedno najważniejszego z pytań – jak być Polakiem XXI wieku. Czy potrafimy, czy mamy na to dość wiedzy, roztropności i dystansu, by wydestylować trochę mądrości z naszych wzlotów i naszych nieszczęść? Czy też z tych wzlotów i nieszczęść chcemy pamiętać tylko nazwiska wodzów i daty bitew, wyprowadzając z nich pretensje do świata, że nas za mało dopieszcza i podziwia. 

Niech święto 11 Listopada będzie radością z odzyskania niepodległości, ale także dniem refleksji i zadumy nad Jej przyszłością. Aby tę miłość ku Ojczyźnie umacniać, by stawała się wartością coraz powszechniejszą i zakorzenioną głęboko. 

Przemówienie Marcina Zamoyskiego, prezydenta Zamościa 
z dn. 11 listopada 2006 r.

 

 


Reprezentanci naszej uczelni na czele z kanclerzem Bogusławem Klimczukiem oraz prorektorem Bogdanem Kawałko uczestniczyli w uroczystościach 88. rocznicy Odzyskania przez Polskę Niepodległości. 

Obchody zostały zainaugurowane uroczystą Sesją Rady Miasta w Sali „Consulatus” w Ratuszu, z udziałem prezydenta miasta, radnych miejskich, przedstawicieli najważniejszych instytucji publicznych, organizacji społecznych i politycznych oraz kościoła. 

Podczas sesji został wygłoszony wykład przez prof. zw. dr hab. Henryka Chałupczaka, prorektora Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Zamościu. Następnie odbył się koncert „Przez sztukę do wolności” wykonany przez uczniów Państwowej Szkoły Muzycznej im. K. Szymanowskiego.

Po części artystycznej, na Rynku Wielkim odbyła się manifestacja patriotyczna z udziałem mieszkańców, młodzieży szkolnej, harcerzy, wojska, organizacji społecznych, stowarzyszeń przybyłych z pocztem sztandarowym, gdzie można było zobaczyć ceremoniał wojskowy. Prezydent miasta Zamościa Marcin Zamoyski wygłosił okolicznościowe przemówienie.

Pod tablicą upamiętniającą pobyt Marszałka Józefa Piłsudskiego delegacje zamojskich szkół, urzędów i instytucji złożyły kwiaty. 

Msza św. W intencji Ojczyzny została odprawiona w samo południe, w zamojskiej Katedrze, a nabożeństwo celebrował ks. bp Wacław Depo - Ordynariusz Diecezji Zamojsko-Lubaczowskiej.

 

Delegacja naszej uczelni podczas uroczystości 11 LISTOPADA  fot.: jk

Iwona Harasim

 

 

 

 

 

Wydawca - Wyższa Szkoła Zarządzania i Administracji w Zamościu, ul.Akademicka 4, tel. 084 677-67-16.
Redakcja - Małgorzata Bzówka (redaktor naczelny),
stali współpracownicy - Joanna Giruć, Katarzyna Kimak, Bogdan Kawałko, Mieczysław Kowerski, 
Anna Krupa, Władysław Molas, Zofia Kiełbińska-Ryń.