ISSN 1505-6058

NR 32 PAŹDZIERNIK 2006 R.

CENA 1 ZŁ





 

 

Katedra Nauk Ekonomicznych

KILKA ZDAŃ O RYNKU EDUKACYJNYM

Tematyka edukacyjna to bardzo nośny temat publicznej dyskusji. Dodać należy, iż problem edukacyjny omawiany jest już od wielu lat, co więcej myślę, że będzie tak dalej. Politycy, partie polityczne, prasa, obywatele są zgodni od dawna, że szkolnictwo różnych szczebli wymaga reform, że należy w nie inwestować oraz, że zmiany mają mieć charakter systemowy. 

Rozważania tradycyjnie kończy twierdzenie, że szkolnictwo różnych szczebli to bardzo ważna dla kraju i jego przyszłości dziedzina. Ta odkrywcza teza była, jest i pewnie będzie, dalszym żelaznym punktem wszelkich wypowiedzi.

W prasie ukazuje się coraz więcej tekstów charakteryzujących kondycję polskiego szkolnictwa, często mających charakter ostrych polemik. Ja nie chcę polemizować, natomiast korzystając z faktu wieloletniej pracy w szkolnictwie wyższym, pragnę sformułować kilka uwag. 

W powszechnej ocenie ważnym wydarzeniem będzie likwidacja szeregu niepaństwowych szkół wyższych. Optymiści szacują, że ok. 50 wyższych szkół niepublicznych stoi na granicy opłacalności ekonomicznej. Pesymiści, że dotyczy to połowy niepublicznych szkół wyższych. Bez względu na to czy stoi się na stanowisku optymistycznym, czy pesymistycznym myślę, że zmiany na rynku edukacyjnym szkolnictwa wyższego są klasycznym przykładem działania mechanizmu rynkowego. Wyraźnie zaznaczają się dwa etapy rozwoju prywatnego szkolnictwa wyższego. Pierwszy to żywiołowo tworzący się rynek edukacyjny, w którym ujawniły się silnie zjawiska mikroekonomiczne, przede wszystkim duży popyt, który sprzyjał wręcz eksplozji podmiotów oferujących zdobycie wykształcenia wyższego. Etap obecny to szereg zjawisk makroekonomicznych charakterystycznych dla mechanizmu rynkowego, a przede wszystkim konfrontacji globalnej podaży i globalnego popytu oraz dążenia do ich zrównoważenia i stabilizacji.

Głównym zatem problemem obecnego etapu rozwoju szkolnictwa niepaństwowego jest pytanie jaką realizować strategię rozwoju ? Ta strategia to w gruncie rzeczy kilka problemów, na które trzeba znaleźć odpowiedzi. Myślę, że są to następujące sprawy: - jakie powinny być kierunki kształcenia, - jakie zmiany powinny nastąpić w strukturze przychodów uczelni, - jakim majątkiem powinna dysponować szkoła, by móc realizować nowe kierunki kształcenia.

Proces transformacji zapoczątkowany w latach 90. dwudziestego wieku ujawnił ogromną rozbieżność między liczbą chętnych do podwyższania kwalifikacji a możliwościami realizacji tego celu przez uczelnie państwowe. Logicznym wyjściem było wydanie przepisów sprzyjających rewolucji edukacyjnej oraz upowszechnieniu hasła rynku edukacyjnego. Liczba szkół wyższych w Polsce gwałtownie wzrosła ze 180 w latach 1995 do 430 w roku akademickim 2004/2005. Wskaźnik wzrostu jest godny uwagi, co więcej stawia nas w korzystnej sytuacji w stosunku do szeregu państw europejskich. W ostatnim dziesięcioleciu bardzo szybko zwiększyła się liczba studentów, osiągając liczbę 1900 tyś. Z dostępnych danych wynika, że udział procentowy studentów szkół publicznych i niepublicznych ustabilizował się i wynosi 70% i 30%.

Innym ważnym zjawiskiem będącym produktem gwałtownego rozwoju rynku edukacyjnego jest ogromna liczba szkół niepublicznych, ok. 30%, zlokalizowanych w małych miastach i miejscowościach. Szkoły te kształciły od 1500 do 2000 osób. Cechą charakterystyczną tworzącego się rynku edukacyjnego była i jest utrzymująca się znaczna różnica między proporcjami studentów stacjonarnych i niestacjonarnych. W szkołach publicznych w ostatnich latach studenci studiów stacjonarnych stanowili ok. 2/3 ogólnej liczby uczącej się młodzieży, w szkołach niepublicznych grupa ta stanowiła ok. 1/4.

Obok zwiększenia liczby studiującej młodzieży, co jest niewątpliwie znaczącą zmianą, tradycyjnie stosuje się inne miary wykorzystywane w analizach, tj. ocena poziomu skolaryzacji brutto i netto. Przypomnę, że wskaźnik skolaryzacji brutto to stosunek liczby studiujących do ludności w wieku od 19 do 24 lat. Wskaźnik ten zwiększył się w badanym okresie z 14% do 48%. Wskaźnik skolaryzacji netto to stosunek liczby studentów w wieku od 19 do 24 lat do liczby ludności w tym samym wieku. Wskaźnik ten jest zawsze niższy i wynosi ok. 37%. 

Warto odnotować, że zwiększyła się znacznie w badanym okresie liczba studentów na 1000 mieszkańców z 14 do 48, liczba młodzieży z wyższym wykształceniem w wieku do 30 lat, itp. 

Rozwój szkolnictwa niepublicznego został zdominowany przez tanie kierunki studiów, co spowodowało, że liczba absolwentów tych zawodów zaspokoić może potrzeby gospodarki na następne dziesiątki lat. Taniość kształcenia w szkołach niepublicznych znajduje także odbicie w wielkości ich zasobów bibliotecznych w stosunku do zasobów bibliotecznych ogółem w uczelniach. Inną niekorzystną proporcją świadczącą o wyborze przez szkoły niepubliczne kierunków studiów o niskiej kapitałochłonności jest wielkość majątku, którym dysponują, a przede wszystkim bardzo niskim udziałem w posiadanej aparaturze naukowo-badawczej. Różnice także dotyczą zatrudnionych na pierwszych etatach jednostkowych kosztów kształcenia itp.

Boom edukacyjny był ciekawym i ważnym w życiu społeczeństwa zjawiskiem. Etap następny po błyskawicznym wzroście to spadek koniunktury edukacyjnej wywołany sytuacją demograficzną (gilotyna demograficzna). Powszechna jest opinia, że liczba ludności w Polsce spadnie o kilka procent, a zatem będzie nas 35 mln a nie 38. Sytuację pogorszy niewątpliwie emigracja ekonomiczna młodych ludzi, przeważnie do 25 roku życia. Nie ulega zatem wątpliwości, wchodzimy w fazę kryzysu edukacyjnego. Oznacza to, że zmniejsza się popyt na usługi edukacyjne, co po stronie podaży musi doprowadzić do bankructwa szkół zlokalizowanych przede wszystkim w małych ośrodkach, bądź mających małą liczbę studentów, mało elastyczną strukturę kierunków nauczania, niewłaściwe proporcje majątkowe, niesprawny potencjał ludzki i organizacyjny. Liczba chętnych do uczenia się będzie się systematycznie zmniejszać nawet przy wzroście wskaźnika skolaryzacji. Z różnych publikowanych materiałów wynika, za 10 lat będzie mniej ok. 400 tyś. studentów, a w połowie XXI wieku ok. 1 mln. Sytuacji prawdopodobnie nie poprawi znacząco tzw. nawis edukacyjny, czyli osoby, które z różnych względów nie podjęły nauki po maturze a podejmują ją po przerwie w trybie studiów niestacjonarnych ani podejmowanie studiów w Polsce przez obcokrajowców. Stabilizacja, która będzie efektem zaistniałego wcześniej kryzysu oznacza upadek szeregu podmiotów świadczących usługi edukacyjne, koncentrację szkół, bankructwa, ale przede wszystkim wzmocnienie uczelni publicznych.

Nadchodzące lata będą odmienne od minionego okresu. Czeka nas stabilizacja poprzedzona nieuchronnym spadkiem. Zasadniczym pytaniem jest, które szkoły niepubliczne wytrzymają kryzys i znajdą się w fazie stabilizacji. Wszystko to oznacza, że rozwój uczelni musi być inaczej widziany. Ta inna wizja musi być oparta na: już zdywersyfikowanych kierunkach studiów; zmianie struktury przychodów, co oznacza, że źródłem ich mają być nie tylko opłata czesnego, ale także podejmowane różnego typu badania; stworzenie nowego majątku związanego z preferowanymi kierunkami kształcenia; oparcie się na dużych podmiotach, bądź instytucjach, które mogą być bazą do kształcenia a także oferentem różnego typu zleceń.

Wniosek jest jeden, uczelnie niepubliczne muszą opracować strategię, ale odpowiadającą nowemu etapowi rozwoju szkolnictwa wyższego. 

dr Andrzej Pakuła

Do napisania tekstu wykorzystałem powszechnie dostępne materiały empiryczne oraz artykuły publikowane w różnych czasopismach.

 

 

Wydawca - Wyższa Szkoła Zarządzania i Administracji w Zamościu, ul.Akademicka 4, tel. 084 677-67-16.
Redakcja - Małgorzata Bzówka (redaktor naczelny),
stali współpracownicy - Joanna Giruć, Katarzyna Kimak, Bogdan Kawałko, Mieczysław Kowerski, 
Anna Krupa, Władysław Molas, Zofia Kiełbińska-Ryń.