ISSN 1505-6058

NR 26 MARZEC 2005 R.

CENA 1 ZŁ

 





Z historii literatury

BOLESŁAWA PRUSA ZIEMIA OJCZYSTA "OSTOJĄ NARODU"

Bolesław Prus (1847-1912) należy do panteonu najwybitniejszych twórców literatury polskiej. Pozostawił po sobie nie tylko bogatą spuściznę literacką, ale również bezcenne świadectwo epoki w postaci tekstów publicystycznych. Zadziwia nas dzisiaj rozległość i wszechstronność problematyki, którą się zajmował. Jako człowiek wnikliwy nie przechodził obojętnie obok żadnej dziedziny współczesnego mu świata. Ważne miejsce w spojrzeniu pisarza na otaczającą go rzeczywistość zajmuje przyroda, miejsce w niej człowieka i jego wobec niej obowiązki. Warto je - choćby w skrócie przypomnieć. Bolesław Prus ma bowiem spojrzenie wrażliwego ekologa.

Ziemia Ojczysta

W porządku natury Prus centralne miejsce przypisywał ziemi ojczystej, która jest ostoją dla narodu i rezerwuarem środków potrzebnych człowiekowi do życia, czemu wyraz dał bohater Placówki Ślimak: "jeżeli cała ziemia jest stołem, na którym Opatrzność dla stworzeń przygotowała ucztę, to oblicze Białki [rzeka nad którą była położona jego posiadłość - C. G.] jest olbrzymim półmiskiem, mającym wydłużoną formę i mocno zadarte brzegi". Dla autora Placówk ziemia ojczysta jest wielkim bogactwem narodowym, którego nie można sprzedawać obcym, mając na uwadze także dobro przyszłych pokoleń, które "dzięki przezorności swoich dziadów - przestrzegał nasz autor - zostaną pastuchami w tym samym kraju, którego mogli być szczęśliwymi posiadaczami". Nieustannie też zachęcał Polaków do wszechstronnego poznania i właściwego wykorzystania ziemi ojczystej zarówno pod względem agrarnym jak i przemysłowym. Przekonywał, że do podniesienia wydajności gruntów przyczyni się ich klasyfikacja, melioracja oraz rekultywacja nieużytków.

Mobilizował też społeczeństwo do zakładania stacji meteorologicznych, które powinny zająć się badaniem klimatu i prognozowaniem pogody, tak bardzo pożytecznych dla gospodarki narodowej, zwłaszcza rolnictwa. Przekonywał, że "społeczeństwo, które nie bada swojego klimatu, podobne jest do lokatora, który nie zna swego mieszkania. Dzieci mu mrą, żona kaszle, on sam doświadcza strzykań w nogach i rękach, a nie wie biedak o tym, że wszystko pochodzi z wilgoci, której w dodatku osuszyć nie potrafi". Zachęcając do upowszechniania naukowych metod prognozowania pogody, równocześnie ośmieszał stosowane wtedy popularne jej przewidywanie na podstawie "łamania w kościach" i zachowania się świń, dowcipnie konstatując, że "najlepszymi meteorologami po wsiach są reumatycy lub... wieprzki!".

Mobilizował zarówno naukowców, jak i działaczy gospodarczych do przeprowadzenia badań zasobów naturalnych kraju i ich inwentaryzacji. Za niezwykle ważne zadanie uznał też opracowanie map geologicznych oraz organizowanie wystaw minerałów występujących na ziemiach polskich. Uważał, iż brak zainteresowania w społeczeństwie bogactwami naturalnymi sprawił, że odkrywali je i eksploatowali obcokrajowcy, głównie Niemcy. Zachęcał też do roztropnego gospodarowania bogactwami naturalnymi z myślą o następnych pokoleniach, Potrzebę tę uzasadniał następująco: "naród, który nie zna siebie i swoich terytoriów, podobny jest do gospodyni nie znającej zapasów swojej spiżarni. Jest on dzieckiem między społeczeństwami, dzieckiem, które śpi na skarbach, nie mając pojęcia ich wartości, a naraża się na to, że ktoś inny zabierze mu skarby".

Człowiek a przyroda

Prus w swoich utworach literackich i publicystycznych ukazywał korzystny wpływ przyrody na człowieka. Ład, harmonia i mądrość istniejące w przyrodzie i wszechświecie, skłaniają człowieka do pytań o ich ostateczne źródło, co prowadzi do głębszego poznania ich Stwórcy: "W naturze czujemy dzieło ręki Boga, [...] - pisał - bliskość naszego Ojca, więc podziwiamy i radujemy się, a jednocześnie tęsknimy, nie mogąc dopatrzeć Go własnymi oczyma i przypaść do jego stóp". Kontakt człowieka z przyrodą przyczynia się także do jego wewnętrznego rozwoju oraz uszlachetnienia. Dlatego przekonywał, że "obcowanie z Naturą, bodaj przez kilka dni w roku, jest potrzebą nie tylko muskułów i płuc, ale przede wszystkim duszy ludzkiej". Stąd ciągle zachęcał swoich czytelników mieszkających w mieście do jak najczęstszego przebywania na jej łonie. "Jestem pewien - przekonywał - że ludzie byliby lepsi, gdyby mogli swobodnie, bez trosk, choć przez krótki czas, przypatrywać się ziemi i niebu".

Prus nie tylko innych mobilizował do częstego kontaktu z przyrodą, ale osobiście w miarę możliwości chętnie udawał się na wieś, w góry lub do kurortów. Wyraźnie zmęczony życiem wielkomiejskim w 1900 r. pisał: "co mi po waszych rautach, koncertach i teatrach? Na co melodie waszych skrzypców i fortepianów?... Na co mi szelesty podbitych jedwabiem sukien, martwe pióra i sztuczne kwiaty?... Naturę dajcie mi, naturę!... W młodej trawce więcej znajdę poezji, aniżeli we wszystkich waszych sonetach; w śpiewie ptaka więcej melodii aniżeli w waszych symfoniach. Natury mi potrzeba, tej szczerej, żywej, tej czującej, która przemawia szelestem listków, pieści promieniami światła, całuje kroplami rosy".

Turystyka i rekreacja

W drugiej połowie XIX w. w społeczeństwie polskim zaczęła coraz bardziej rozwijać się potrzeba turystyki. Również autor „Kronik” dostrzegał walory turystyki, a z jej różnych form preferował turystykę pieszą, widząc w niej korzyści wychowawcze, wyczynowe i krajoznawcze. Zauważał, że znoszenie trudnych warunków hartuje charaktery, dając ponadto szansę szczegółowego poznania kraju ojczystego. Polecał zwłaszcza wycieczki zbiorowe, które tworzą niepowtarzalny klimat i zbliżają do siebie ich uczestników. W turystyce pieszej widział istotny probierz ogólnej kondycji narodu. Uważał, że "jedną z ważnych miar cywilizacji i szczęścia narodu jest liczba gromad, które podczas lata przebiegają jego terytoria". W II połowie XIX wieku dało się też zauważyć zainteresowanie Tatrami, których piękno propagował znany lekarz i społecznik Tytus Chałubiński, określany przez naszego autora mianem "Kolumba Zakopanego". Również Prus uległ tej fascynacji górami. W 1881 r. i 1889 r. przebywał w Zakopanem, skąd przekazywał czytelnikom swoje głębokie przeżycia i wrażenia. Niestety, trapiąca go choroba agorafobii uniemożliwiała mu wędrówkę po górach i cieszenie się ich urokiem.

Prus w wielu dziedzinach wyprzedzał czas. Propagował nawet modną dzisiaj agroturystykę. Podobnie jak wcześniej Jan Kochanowski, zachwalał piękno i urok polskiej wsi, kontrastujące z warunkami życia w mieście i zachęcał mieszkańców miast do spędzania tam urlopów. Polecał zwłaszcza tereny zaciszne, mało znane, szczególnie na Lubelszczyźnie. Jego ulubionym miejscem wypoczynku był Nałęczów. W agroturystyce widział szansę integracji mieszkańców miasta i wsi, co było ważne w czasach rozbicia społeczeństwa polskiego na skutek represji carskich po upadku powstania styczniowego, a także dodatkowe źródło dochodów dla mieszkańców wsi.

Kiedy w 1891 r. nauczył się jeździć na rowerze, propagował turystykę rowerową dla lepszego poznania kraju, jego przyrody i silniejszego związku z naturą. Był tak zauroczony walorami wychowawczymi turystyki rowerowej, iż uważał nawet, że człowiek, który jeździ rowerem, musi być dobry: "Cykliści!... Nie wierzę w to, ażeby mógł być zły człowiek, który przynajmniej raz na tydzień wymyka się [...] za miasto i cały dzień spędza wśród natury w towarzystwie roweru. Cykliści!... chłopcy jak nowe dukaty". Nic też dziwnego, że Warszawskie Towarzystwo Cyklistów dla uhonorowania jego zasług na polu propagowania tej formy wypoczynku i kontaktu z przyrodą w 1898 r. przyznało mu godność swego członka honorowego.

Odpowiedzialność za przyrodę

Prus uważał, że w imię własnego szczęścia człowiek powinien współdziałać z przyrodą i troszczyć się o nią, oraz respektować prawa którymi się kieruje. Widząc przejawy wandalizmu człowieka w stosunku do przyrody, mocno je napiętnował. "Człowiek - pisał zirytowany - odgrywa zaiste, rolę szatana. Krwiożerczy i ciekawy, chytry i obojętny na cierpienia innych, płoszy ptaki, chwyta motyle, aby je nadziać na szpilkę, łamie gałązki lipy, szturga kijem nory [...] kretów, niepokoi senne ćmy lub rozprasza Bogu ducha winne - stada ascetycznych kowali". Zadaniem człowieka jest ochrona środowiska naturalnego, ponieważ służy ono nie tylko jemu, ale i innym stworzeniom. Stąd napiętnował częste w tamtych czasach zjawiska zanieczyszczania wód, powietrza przez odpady przemysłowe i komunalne. Nawoływał do budowania oczyszczalni ścieków i kanalizacji w miastach.

Interesował się stanem i właściwą eksploatacją lasów. W lesie widział żywy organizm, w którym drzewa, rośliny, zwierzęta i ptaki tworzą nierozerwalną całość. Podkreślał także jego znaczenie dla zdrowia człowieka. Traktował je jako cenne bogactwo narodowe, dlatego z dezaprobatą odnosił się do prowadzonej w nich gospodarki rabunkowej. Zachęcał do rozumnej ich eksploatacji, ochrony oraz zalesiania gruntów piaszczystych.

Harmonia z drzewami

Akcentował również znaczenie zieleni miejskiej dla zdrowia fizycznego i psychicznego człowieka. Stąd uczulał społeczność miejską na zachowanie czystości w parkach oraz mobilizował ją do sadzenia drzew, do czego radził angażować dzieci i młodzież szkolną, by w ten sposób uczyć ich szacunku do przyrody. Apelował: "zasadźmy wszystkie ulice drzewami, a nawet kwiatami, a będziemy mieli ogród w całym mieście". Natomiast zauroczony pięknem parku w Puławach pisał: "człowiek z drzewami stanowi doskonałą harmonię. One go żywią zwykle bez ujmy dla siebie, a co ważniejsze: pomagają oddychać. [...] pod tym klombem [...] Duch ucisza się".

Z uznaniem pisał o ludziach, którzy propagowali sadzenie drzew, w tym także duc hownych. Jako przykład do naśladowania innym ukazywał księdza z kieleckiego: "ks. Sudymt, proboszcz parafii Kije [...] - pisał - zaprowadził zwyczaj, że każdy pan młody sadzi przy drodze 30 sztuk drzew, a panna młoda 15. Zwyczaj ten tak przypadł do gustu osobliwie dziewczętom wiejskim, że już nie czekając na wesele zawczasu sadzą drzewa i za siebie, i... za przyszłego nowożeńca". Widząc brak owoców polskich na rynku zachęcał również do sadzenia drzew owocowych. W 1874 r. wołał z pasją kaznodziei: "upamiętajmyż się! Już dziś pomarańcze i jabłka tyrolskie tańsze od jabłek krajowych, daktyle od śliwek [...]; mamyż więc czekać, aż kość słoniowa stanie się tańszą od dębiny i sośniny?".

Wzywał także do zakładania ogrodów, widząc w nich zarówno walory estetyczne i praktyczne: "ilość ogrodów i ogrodników w kraju, obfitość jarzyn i owoców, powszechne zamiłowanie do kwiatów, słowem - stan ogrodnictwa jest, bez przesady miarą cywilizacji. Gdzie każdy robotnik i parobek nosiłby kwiat przy odzieniu, jadał mięso z rozmaitymi gatunkami sałat i dla smaku zamykałby obiad owocem, tam z pewnością udziałem wszystkich mieszkańców byłby dobrobyt i oświata". Dla Prusa istnienie parków i ogrodów jest warunkiem szczęścia nie tylko ludzi, ale także ziemi, którą nazywał "matką". "Ziemia, jak kobieta, musi rodzić, karmić i otaczać się potomstwem. To też parki i ogrody, zasadzone mnóstwem gatunków roślin, rozlegające się śpiewem ptaków i brzękiem owadów i nareszcie - pełne wesołych ludzi, są przykładami najwyższego szczęścia, jakie może osiągnąć ziemia".

Piętnował bezmyślne niszczenie przyrody miejskiej, np. deptanie trawników czy zrywanie liści z drzew. "Są ludzie - pisał złośliwie - mający krowie instynkta, którzy gdy przechodzą obok rośliny, nie mogą powstrzymać się od zerwania jej ręką w braku odpowiednio długiego języka". Za ważny element w procesie wychowania uznał uczenie szacunku dzieci do przyrody. Rodziców i wychowawców pouczał, że męczenie i zabijanie ptaków i zwierząt przez dzieci rozwija w nich okrucieństwo, które kiedyś może się ujawnić w stosunku do ludzi. Ukazywał użyteczność ptactwa, np. wron, kawek i gawronów, w tępieniu robactwa, stąd zdecydowanie sprzeciwił się ich zabijaniu oraz niszczeniu gniazd. Jako przykład właściwego podejścia do przyrody miejskiej ukazywał Niemcy, gdzie od dzieciństwa wpajano ludziom szacunek do niej. Równocześnie ośmieszał mentalność Polaków, którzy, w jego opinii, chronili szkodniki, np. bociana (!) niszczącego młode ptaki, a tępili pożyteczne krety, pogardzali glistami użyźniającymi glebę, podobnie jak w społeczeństwie, w jego opinii, pogardzano pożytecznymi robotnikami, a szanowano ludzi bezproduktywnych, np. arystokrację lub artystów.

Humanitaryzm do zwierząt

Prus bardzo ostro piętnował przejawy znęcania się nad zwierzętami dzikimi, które nieraz przybierały barbarzyńskie formy. Jako przykład takiego bestialstwa podawał w jednej z kronik podpalenie wilka uprzednio oblanego naftą. Piętnował także częste wtedy przypadki porzucania psów i kotów, oraz wszelkie przejawy znęcania się nad nimi. Zachęcał do opieki nad zwierzętami bezdomnymi. Uświadamiał ludziom prawdę, wtedy nie do końca dla wszystkich oczywistą, że zwierzęta, podobnie jak ludzie, odczuwają ból, głód, pragnienie, zimno, strach itd. Szczególnie mocno występował przeciwko niehumanitarnemu traktowaniu zwierząt rzeźnych na targowiskach, w transporcie i w czasie uboju. Stwierdzał krótko: "okrucieństwa popełniane na wołach są posiewem dzikości i zbrodni". Przestrzegał nawet, że ludzie źle traktujący zwierzęta nie mogą liczyć po śmierci na Boże miłosierdzie. Co więcej, był przekonany, że wszelkie klęski narodowe Polaków były m.in. karą Bożą za złe traktowanie zwierząt: "pytam się, czy Bóg nie karze nas, między innemi, za niemiłosierne tyranizowanie zwierząt?".

Przekonywał czytelników, że właściwie traktowane i dobrze żywione zwierzęta przynoszą większą korzyść ich właścicielom: "syta krowa da więcej mleka - przekonywał tęgi koń lepiej pracuje, czerstwy wół ma posilniejsze mięso, strzeżony pies jest mniej niebezpieczny w razie wścieklizny". Podkreślał pozytywną działalność Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w propagowaniu szacunku do zwierząt.

Pomimo wielkiego szacunku do świata przyrody, Prus nie stawiał jej przed człowiekiem. Pouczał, że w pierwszej kolejności należy otoczyć opieką ludzi, a dopiero później - przyrodę. Uważał, że środowisko naturalne ma służyć człowiekowi, a nie odwrotnie, stąd, w przeciwieństwie do niektórych fanatyków ochrony przyrody, określanych dzisiaj jako zwolenników tzw. ekologii głębokiej, godził się na wycinanie drzew dla realizacji ważnych celów socjalnych, np. przeprowadzenia kanalizacji.

Głębokie przemyślenia Prusa dotyczące świata natury i przyrody, pomimo upływu czasu, nic nie straciły ze swej aktualności. Troska o ich poszanowanie i przekazanie ich piękna i bogactwa przyszłym pokoleniom jest również ważnym zadaniem Polaków żyjących na progu XXI w. Jeśli jesteśmy świadomi tego, to zawdzięczamy to m.in. prometejskiej działalności miłośników przyrody, którzy poczynając od XIX w. budzili w naszym narodzie wrażliwość i szacunek do niej. Wśród nich Bolesław Prus zajmuje jedno z czołowych miejsc.

Ks. Czesław Galek

 

Wydawca - Wyższa Szkoła Zarządzania i Administracji w Zamościu, ul.Akademicka 4, tel.63-82-630.
Redakcja - Małgorzata Bzówka (redaktor naczelny),
stali współpracownicy - Joanna Giruć, Katarzyna Kimak, Bogdan Kawałko, Mieczysław Kowerski, 
Anna Krupa, Władysław Molas, Zofia Kiełbińska-Ryń.