ISSN 1505-6058

NR 25 GRUDZIEŃ 2004 R.

CENA 1 ZŁ

 





Z historii Polski

POZYTYWISTYCZNA DROGA
DO NIEPODLEGŁOŚCI

Pod koniec I wojny światowej na arenie międzynarodowej powstała niepowtarzalna, wyjątkowa, wręcz wyśniona sytuacja, umożliwiająca Polakom odbudowę zjednoczonego i niepodległego państwa. Niepodległość nie była ofiarowanym przez kogokolwiek darem, lecz owocem zbiorowego wysiłku całego narodu. 

Lecz zanim zabłysła jutrzenka wolności, naród musiał przetrwać, długą i mroczną noc rozbiorów i nie tylko zdobyć się na czyn zbrojny, ale również wypracować myśl społeczno-polityczną. Do mety z napisem "niepodległość", Polacy podążali bowiem wieloma, często przeciwstawnymi sobie drogami. Jednak mimo wzajemnych walk politycznych, a nawet bratobójczych starć, potrafili wykorzystać wszystkie szanse, jakie stworzyła im "wojna ludów", o którą modlił się Adam Mickiewicz. Wśród tych dróg była także wytyczona przez pozytywistów.

Tło pozytywizmu

Temat obejmuje bardzo szeroką problematykę, dlatego konieczne jest selektywne i ogólne podejście do związanych nim zagadnień.

Przypomnijmy, że pozytywizm jest to sięgający korzeniami Oświecenia kierunek filozoficzny, światopogląd oraz ruch społeczno-ideowy i literacki zapoczątkowany w Europie w latach czterdziestych XIX - ego wieku, którego twórcą jest francuski filozof August Compte. Jego kwintesencję trafnie ujął jeden z jego polskich przedstawicieli Julian Ochorowicz: "Pozytywistą nazwiemy każdego, kto w twierdzeniach stanowczych opiera się na dowodach dających się sprawdzić - kto nie wyraża się bezwzględnie o rzeczach wątpliwych - a nie mówi wcale o niedostępnych".

Ogólnie rzecz ujmując pozytywizm zachodnioeuropejski przejawiał się w rozwoju poszczególnych nauk i systemów filozoficznych. Jednak w przeciwieństwie do Zachodu, na ziemiach polskich nie było warunków do rozwoju nauki, ani stosownego klimatu do uprawiania filozofii. Stąd stał się on raczej ruchem społeczno-ekonomicznym, ponieważ rozwijał się w niezwykle skomplikowanej sytuacji polityczno-społecznej, w jakiej znalazły się ziemie polskie w drugiej połowie XIX w. Powstanie styczniowe z 1863/64 r. zakończyło się klęską, zsyłką na Sybir wielu jego uczestników, konfiskatą ich mienia. Na ziemiach polskich zaboru rosyjskiego szalał terror carski i miała miejsce systematyczna ich rusyfikacja realizowane przez generała - gubernatora Iosifa Hurko i kuratora warszawskiego okręgu szkolnego Aleksandra Apuchtina, a na Litwie przez Michaiła Murawjowa, którego działalność dobitnie charakteryzuje nadany mu przydomek - "wieszatiel". Nazwa Królestwo Polskie została zmieniona na "Priwislanskij Kraj". Na jego terenie, z niewielkimi przerwami, do 1914 r. obowiązywał stan wojenny, ze wszystkimi jego surowymi konsekwencjami. Na dodatek wzmogło się także prześladowanie Polaków w zaborze pruskim, zaprogramowane przez kanclerza Otto von Bismarcka.

Klęska powstania miała negatywny wpływ na zbiorową psychikę narodu. Spowodowała m.in. syndrom anomii, czyli zaniku więzi społecznych. Pojedynczy ludzie poddani represjom byli osamotnieni. "Po dworach wiejskich częstszym gościem był sekwestrator i komornik niż pobliski sąsiad" - pisał w Pamiętnikach Sybirak z Lubelszczyzny Henryk Wiercieński. W niektórych środowiskach wytworzył się syndrom "oblężonej twierdzy". Polegał on na celebrowaniu narodowego cierpiętnictwa, klęski, zewnętrznych objawów polskości i wrogości do zaborców. Wytworzył się podział "my - oni", który w świadomości Polaków funkcjonuje do dnia dzisiejszego. Społeczeństwo z niechęcią, a nawet wrogością, odnosiło się do powstańców oraz powracających Sybiraków.
W tej sytuacji stawiano pytanie: kto jest odpowiedzialny za cierpienia narodu, a nawet niebezpieczeństwo jego eksterminacji? Młoda inteligencja, rekrutująca się głównie z wychowanków warszawskiej Szkoły Głównej m.in.: Aleksander Świętochowski, Piotr Chmielowski, Aleksander Głowacki, Julian Ochorowicz, Adolf Dygasiński, uznała literaturę romantyczną i zapoczątkowane z jej inspiracji powstania, za główne źródła nieszczęść Polaków. Owa grupa "młodych", funkcjonująca jako zespół w latach 1866-1875, a później działająca w rozproszeniu, określana była mianem "pozytywistów" głównie przez swoich przeciwników. Sami nie byli wyznawcami filozofii Comte'a. Uznawali jedynie jego metodę, tj. ograniczenie badań naukowych do umysłu ludzkiego bazującego na doświadczeniu oraz odrzucenie wszelkiej spekulacji metafizycznej.

Diagnoza społeczeństwa

"Pozytywistów warszawskich", jak się ich określa, dzieliło wiele jeśli chodzi np. o sprawy światopoglądowe, natomiast łączyło ich jedno: przekonanie, że zdobycie niepodległości nie może się dokonać na drodze jednorazowego zrywu, ale wytężonej pracy całego narodu. Wzięli na siebie ciężar wychowania go w tym duchu, głównie poprzez artykuły zamieszczane w prasie i literaturę beletrystyczną oraz popieranie i podejmowanie konkretnych inicjatyw.

W ocenie pozytywistów każde powstanie przeciwko zaborcom z góry skazane jest na niepowodzenie, i to z wielu powodów. Po pierwsze: sama Rosja dysponowała kilkunastokrotnie wyższym potencjałem ludnościowym i militarnym niż ziemie Królestwa Polskiego, który zdolny był zdusić wszelkie zrywy niepodległościowe, co udowodniły klęski dotychczasowych powstań. Po drugie: uświadomiono sobie skalę zacofania cywilizacyjnego ziem polskich, zwłaszcza w stosunku z Zachodu, co ustawiało Polaków źle na arenie międzynarodowej, bo z biednymi nikt się nie liczy. I po trzecie: dotychczasowe powstania kończyły się fiaskiem, ponieważ na ogół obojętnie podchodzili do nich chłopi, stąd powstała konieczność kształtowania w nich świadomości obywatelskiej, jak również u dynamicznie tworzącej się warstwy robotniczej.

Dostrzegli też i zdefiniowali mity, funkcjonujące do dnia dzisiejszego w polskiej psychice narodowej. Bolesław Prus porównywał Polaków do rozbitków na bezludnej wyspie oczekujących pomocy ze strony państw Zachodu, która miała być rewanżem za ich rzekome zasługi w ratowaniu cywilizacji łacińskiej. Tak walczył z tym mitem: "My Polacy mamy szpetną wadę, z której jak najprędzej trzeba się wyleczyć. [...] Ten [...] błąd tkwi w całem społeczeństwie, które wyobraża sobie, że świat jest jego dłużnikiem, ponieważ Polacy jakiś czas bronili chrześcijaństwa, więc - z tego powodu na wieki wieków muszą posiadać jakieś przywileje... Inni pracują, zdobywają [...] a ty Polaku korzystaj ze swych przywilejów, które przodkowie zdobyli pod Wiedniem i Samosierą!... Ocknijcie się ludzie zahypnotyzowani... Na świecie nie ma żadnego przywileju, a wy tym bardziej nie posiadacie żadnego. [...] Musicie pracować jak inni"
Łudzono się również, że przy wybuchu powstania inne narody przyjdą Polakom z pomocą. Pozytywiści rozwiewali te nadzieje: "Gdyby nas nawet setkami tysięcy topiono - pisał publicysta tamtych czasów - wbijano na pale, obdzierano ze skóry, pieczono na wolnym ogniu - w całej "sympatycznej" Europie nikt palcem nie ruszy, nikt nie otrząśnie popiołu z cygara" (B. Prus). Co wobec tego ma robić ów rozbitek na bezludnej wyspie? Odpowiedź jest zawarta w zachowaniu Robinsona Cruzoe, tytułowego bohatera z powieści Daniela Defoe: "każdy naród jest Robinsonem na wyspie. Gdy sam nie wyrobi sobie warunków do bytu, musi zginąć" - podkreślał często z naciskiem B. Prus.

Główne hasła

Jako alternatywę dla walki zbrojnej pozytywiści wysunęli dwa naczelne hasła legalnej obrony polskiego bytu i rozwoju narodowego: pracy organicznej i pracy od podstaw. Idąc za poglądami angielskich pozytywistów Henri Spencera i Thomasa Bucle'a, porównywali naród do żywego organizmu, którego częściami składowymi są poszczególne stany i warstwy społeczne. Warunkiem zdrowia organizmu narodowego jest dobra kondycja poszczególnych jego części składowych. Według ich diagnozy polski organizm społeczny był chory. Warstwy społeczne były nierównomiernie rozwinięte, ze sobą skłócone, kraj pogrążony w biedzie i zacofaniu ekonomicznym. Podjęli się więc po pierwsze: misji konsolidacji klas i warstw społecznych, oraz ich wzajemnego uzupełniania się propagując tzw. solidaryzm społeczny, przeciwstawiając się tym samym marksistowskiej teorii "walki klas". Po drugie: dążyli do wzmocnienia pozycji ekonomicznej kraju. Przewartościowali pojęcie patriotyzmu. W ich rozumieniu patriotą nie jest ten, kto dużo mówi o miłości do Ojczyzny, czy podejmuje jakieś nieodpowiedzialne kroki polityczne, ale ten, kto poprzez pracę buduje jej pomyślność. Pogrążonych w apatii Polaków zachęcali do kreatywności na różnych polach życia ekonomicznego: "Nie opuszczaj zatem rąk - pisał Bolesław Prus w jednym z opowiadań. Nie uda nam się fabryka płótna, to założymy kuźnię wzorcową; nie uda się szkoła techniczna, to spróbujemy otworzyć porządne warsztaty" Aleksander Świętochowski przekonywał wręcz, że zamiast walczyć z Rosjanami, czy ich bojkotować, "należy robić z nimi interesy" dla ekonomicznego podźwignięcia kraju.

Natomiast hasło pracy u podstaw było apelem kierowanym do warstw bogatych i wykształconych, aby zainteresowały się losem niższych warstw społecznych, szczególnie chłopów, którzy po uwłaszczeniu w 1864 r. nie mogli się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Zwracali więc uwagę warstw oświeconych na biedę chłopską, ciemnotę, zacofanie i wynaturzenia powodowane biedą. Interesowali się też losem mieszkańców miast, zwłaszcza biedoty miejskiej, kobiet oraz mniejszości żydowskiej. Zachęcali więc społeczeństwo polskie do działania na rzecz dobra wspólnego, wszczepiając mu zasadę użyteczności.

Kierunki działania

W jakich kierunkach zmierzała działalność pozytywistów? Po pierwsze w kierunku ochrony tkanki biologicznej narodu, którą powstania mocno osłabiły. Mieli bowiem świadomość, iż zaborcom może przeciwstawić się naród liczny, zdrowy i silny fizycznie. Zainteresowani byli wzrostem demograficznym narodu, przekonując, że "dzieci są przyszłością narodu", stąd walczyli z plagą dzieciobójstwa, a dla dzieci porzucanych organizowali "domy dla podrzutków". Propagowali zasady higieny, ponieważ liczne wtedy epidemie dziesiątkowały miasta i wsie, a także zdrowe zasady żywienia. Zachęcali do korzystania z fachowej opieki zdrowotnej w miejsce leczenia u znachorów. Walczyli z plagą alkoholizmu i palenia tytoniu. Propagowali sport, gimnastykę i turystykę, w tym także górską, w czym wielkie zasługi położył doktor Tytus Chałubiński - "Kolumb Zakopanego" - jak go nazywano.

Wreszcie przekonywali, że w czasach rozwoju nauki i związanego z nią postępu technicznego, z zaborcami mógł konkurować naród wykształcony. Tym czasem, Bolesław Prus piał w 1877 r.: "Z boleścią wyznać to musimy, że ciemnota w pięknym kraju naszym panuje wszechwładnie: od piwnic do dachów. Zarówno ciemnymi są włościanie [...] jak i jaśnie panowie [...] [czujący] wstręt do książek". O skali analfabetyzmu świadczy fakt, iż w 1876 r. aż 82,5% chłopów było analfabetami, a wg spisu z 1897 r. na blisko 9, 5 miliona mieszkańców Królestwa niewielu ponad 2 miliony 800 tys. umiało czytać. Dla zniwelowania analfabetyzmu wydawano popularne podręczniki do nauki pisania i czytania, wśród nich: Elementarz i Obrazowa nauka czytania i pisania, autorstwa Konrada Prószyńskiego (ps. Kazimierz Promyk) oraz popularnonaukowy Poradnik dla samouków redagowany przez Stanisława Michalskiego i Aleksandra Heflicha. Pozytywiści propagowali prostą strategię walki z analfabetyzmem: "Gdyby każdy inteligent nauczył choć trzech ludzi czytać i pisać, liczba analfabetów zmniejszyłaby się w naszym kraju". Przykładali wielką wagę do edukacji dzieci i młodzieży. Widząc dominację obcego kapitału w przemyśle oraz zatrudnionych w nim na wyższych stanowiskach Niemców, zachęcali do zakładania prywatnych szkół zawodowych, kształcących polską kadrę techniczną.

Wprowadzali również w czyn zaproponowaną jeszcze w 17 w. przez Jana Amosa Komeńskiego ideę "edukacji ustawicznej", czyli trwającej przez całe życie, co w tamtych warunkach nie było takie proste ponieważ na stosownych do tego instytucjach takich jak szkoły, biblioteki, prasa, teatr, muzea spoczęła ręka zaborcy, aby uczynić z nich narzędzia wynaradawiania. Trzeba wobec tego było - wbrew nim czy obok nich - tworzyć własne, najczęściej tajne i za społeczne pieniądze. Dla podniesienia wiedzy ogólnej i kwalifikacji zawodowych organizowano odczyty na różne tematy: od rozrywkowej, poprzez naukowe po religijne. Prelegentami byli profesorowie Szkoły Głównej oraz pozytywiści, m.in. H. Sienkiewicz, A. Świętochowski, J. Ochorowicz, A. Dygasiński, Bolesław Prus, M. Konopnicka. Urządzano także wystawy rolnicze, przemysłowe, higieniczne i pedagogiczne. Wreszcie rozwinięto na szeroką skalę akcję organizowania bibliotek w miastach i wsiach, w tym: zakładach pracy, przy liniach kolejowych, parafiach, szpitalach, a nawet więzieniach.
Wielkim zadaniem była integracja celowo rozbijanego i antagonizowanego przez zaborców społeczeństwa. Wobec braku organizacji i stowarzyszeń, pozytywiści zachęcali społeczności lokalne do jednoczenia się dla zaspokojenia potrzeb społeczno-kulturalnych np. do zakładania straży pożarnych. Widzieli w nich szkołę cnót obywatelskich i międzyludzkiej solidarności, a także możliwość kształtowania u młodzieży takich cech jak: hart ducha, odwaga, zamiłowanie do porządku i karności, Ponieważ "wszystkie te przymioty są niezbędne w mężczyznach, którzy bez nich ani Bogu, ani płci pięknej miłymi być nie mogą" (B. Prus), a tak naprawdę mogły być przydatne na placu boju. Zachęcali wreszcie do zakładania chórów, orkiestr i teatrów amatorskich. W 1885 r. wielką furorę zrobił w Warszawie występ orkiestry złożonej z chłopów z okolic Starego Zamościa, założonej i uposażonej przez ziemianina, zawodowego muzyka, Karola Namysłowskiego. Ukazywali go jako wzór pracy od podstaw godny naśladowania przez innych ziemian. Po kolejnym występie orkiestry w Warszawie w 1891 r. Prus pisał: "Proszę posłuchać, jak ci ludzie grają, i zobaczyć, jak umieją trzymać się kupy, jeżeli znajdą się w ręku człowieka mającego organizatorskie zdolności. Rozkosznie patrzeć na tych ludzi".

Zagospodarowanie wolności

Na zakończenie postawmy pytanie: czy pozytywiści definitywnie wykluczali walkę zbrojną z zaborcami? Nie, pod warunkiem jednak, że powinna być ona podjęta w sprzyjających uwarunkowaniach politycznych oraz z chwilą osiągnięcia przez Polaków odpowiedniego potencjału moralnego, ekonomicznego i militarnego. Wyraz temu dał Bolesław Prus: "Narody są podobne do aktorów grających jakąś sztukę: każdy ma swoją rolę i powinien występować tylko w odpowiednich scenach, jeżeli nie chce wystawić się na wygwizdanie. My, w dzisiejszym akcie nieskończonego dramatu nie występujemy, jesteśmy na urlopie. Zamiast więc gwałtem wydzierać się przed kinkiety, korzystajmy z wolnego czasu i uczmy się, uczmy się, uczmy... Nie tylko z książek, ale z życia i czynów, ażebyśmy stanęli naprawdę gotowi, gdy zawoła nas dzwonek Przedwiecznego Reżysera".

Pierwsza wojna światowa zakończyła mówiąc językiem Prusa "urlop" narodu Polskiego. Zabrzmiał "dzwonek Przedwiecznego Reżysera" obwieszczający Wolność Ojczyzny. Większość luminarzy pozytywizmu nie doczekała tego momentu, ale pozostawili po sobie wychowanków i uczniów. 11 listopada 1918 r. był dopiero początkiem budowy niepodległej Polski. W moim największym przekonaniu niemożliwy byłby rozwój gospodarczy, kulturalny i oświatowy naszego kraju w okresie międzywojennym, gdyby nie ludzie wychowani na hasłach pozytywistycznych. Szereg przemyśleń, założeń i projektów zaproponowanych przez pozytywistów nie można było zrealizować w warunkach rozbiorów. Podjęto je w wolnej Polsce. Dlatego ich myśl społeczno-gospodarcza poczyniona w drodze do niej, pomimo wielu wątków niewątpliwie kontrowersyjnych, może być pomocna również współczesnemu pokoleniu Polaków, w dążeniu do tej Ojczyzny, która niestety, ciągle jest przedmiotem naszych marzeń, a więc mądrej, etycznej, solidarnej, silnej ekonomicznie, gospodarnej, cieszącej się uznaniem w świecie i sprawiedliwej.

Ks. Czesław Galek

 

Wydawca - Wyższa Szkoła Zarządzania i Administracji w Zamościu, ul.Akademicka 4, tel.63-82-630.
Redakcja - Małgorzata Bzówka (redaktor naczelny),
stali współpracownicy - Joanna Giruć, Katarzyna Kimak, Anna Sacewicz, Bogdan Kawałko, Władysław Molas.