ISSN 1505-6058

NR 24 PAŹDZIERNIK 2004 R.

CENA 1 ZŁ






Społeczność akademicka rządzi się swoimi prawami. 
To subkultura krzewiąca obyczaje 
niespotykane w przeciętnym wymiarze

Co kierunek, to odmiana

O samym studencie można napisać niemało, chociażby ze względu na cechy charakterystyczne dla kierunku, który studiuje. Student informatyki do wszystkiego podchodzi z rezerwą, nie wierzy, jeśli nie zobaczy czy nie przeczyta w Internecie. 

Najlepiej kontaktować się z nim wyłącznie pocztą mailową. Wtedy mamy pewność, że informacje przeczytał, chociaż nie wiadomo, czy dotarła do jego świadomości. Oderwany od klawiatury komputera czuje się nieswojo i nie wie, co zrobić ma z rękoma. A poza tym na wszystko ma dużo czasu. Nie zabija nudy czekając w kolejce do dziekanatu, nie walczy o zapisanie na listę jedynie słusznego promotora pracy dyplomowej – luz i rekreacja.

O, jakże odmienny jest student administracji. Na ważne kolokwium jest w stanie przyjechać na uczelnię o 4 nad ranem. Będzie jak lew walczył o miejsce na liście „tego jedynego promotora”. A zdesperowany jest w stanie wymontować krzesło z sali wykładowej, żeby tylko kolega nie zajął mu tego wyśnionego miejsca. Chętnie uczestniczy w życiu uczelni, ale z kolei chce mieć wszystko poukładane i nie lubi niespodzianek. Uczy się od kropki do kropki – nie ma przeproś.

Nawiedzony i chyba najbardziej zaangażowany to student pedagogiki. Statystyki o bezrobociu swoje, a on i tak walczy o przyjęcie w gronie kilku lub kilkunastu kandydatów na jedno miejsce. On od początku ma wizję, wie co będzie robił, szuka spełnienia w pomocy innym. Dobra z niego dusza. To na pedagogach opiera się życie artystyczne uczelni.

Ekonomiści nie przez przypadek wybrali akurat taki kierunek studiów. Lubią reprezentować uczelnie w konkursach, lubią wyjeżdżać za granicę, lubią uczyć się języków obcych. I rzeczywiście, liczą bardzo dokładnie – każda podwyżka czesnego powoduje spazmy i histerię. I można tak dalej, niemal w nieskończoność...

Coś wspólnego

Oczywiście wszystkim tym wyżej wspomnianym znana jest zasada „4 z” czyli zakuć, zdać, zapić i zapomnieć. Oczywiście najważniejsza jest ostatnia noc przed egzaminem - wtedy kompletuje się notatki, wypija hektolitry kawy i o trzeciej nad ranem prosi kolegę zza ściany w akademiku o kawałek chleba, bo już wszystko co nadawało się do jedzenia zostało wchłonięte przez wyczerpany nauką organizm.

Oprócz tych oczywistych wydawałoby się szczegółów jak nauka, ważne jest, kto następnego dnia będzie tym sprawdzającym stan wiedzy. To bezcenny skarb, przekazywany przez starsze roczniki młodszym. Jak kobieta i profesor, to bynajmniej nie lubi wymalowanych panienek i krótkich spódniczek. Owszem, pomalować to się można, ale tylko pod oczami, co by wyraźnie wskazywało, że te cienie to efekt długich i mozolnych przygotowań do tak ważnego egzaminu u pani profesor. Długa spódnica i włoski ciasno przy głowie – żadnych fantazji. Żadnego patrzenia w oczy, „jestem nic nie znaczącym pyłkiem”.

A jak egzaminatorem jest mężczyzna to można zaryzykować - krótka spódnica, trzy guziczki rozpięte od góry bluzki, nieśmiałe spojrzenie – „bo pan doktor tak wspaniale prowadzi zajęcia”. No i prawie już. Teraz trzeba jeszcze powiedzieć choćby jedno okrągłe zdanie na dobry początek i modlić się, żeby indeks nie wyleciał przez otwarte okno.

bz

 

Wydawca - Wyższa Szkoła Zarządzania i Administracji w Zamościu, ul.Akademicka 4, tel.63-82-630.
Redakcja - Małgorzata Bzówka (redaktor naczelny),
stali współpracownicy - Joanna Giruć, Katarzyna Kimak, Anna Sacewicz, Bogdan Kawałko, Władysław Molas.