ISSN 1505-6058 Nr 23 KWIECIEŃ 2004 R. CENA 1 ZŁ
   

Button1

Jednym zdaniem

 

Cykloergometr dla szpitala

Rehabilitacja w służbie nauki

Szukanie pracy, czyli jak
sobie radzić w sytuacji trudnej ...

Promocja zatrudnienia

Studencki rynek pracy

 

Nie mamy kompleksów

 

Oracle po angielsku

Belgijscy studenci w Zamościu

Szarlotka

SOCRATES

Fizjoterapia w Dublinie

Czy Polacy są tolerancyjni ?

Zamojscy studenci w Belgii

Przyjaźnie bez granic

Tęsknię, ale studiuję

 

Licencja na ratownika

 

Dni Otwarte Uczelni

V Festiwal Piosenki Studenckiej

Studenci w Częstochowie

Nietypowy turniej

IRA w Zamościu

Srebro dla Rafała

 

Sylwetka studenta pedagogiki

Na kolonie i obozy

Potrzebna pomoc

W innym wymiarze

Choroba cywilizacji

Informatyka w ekonomii

Internetowy bąbel spekulacyjny

 

Gilowska lubi Leppera

 

Nie bój się być przedsiębiorczym

 

Nobel za Internet

 

Powrót do strony WSZiA

Nasze Forum Nr 23 - INTERNETOWY BĄBEL SPEKULACYJNY

Katedra Ekonomii

INTERNETOWY BĄBEL SPEKULACYJNY

Giełdy, których początków historycy doszukują się w czasach Cesarstwa Rzymskiego[1] , a które niewątpliwie stały się jedną z podstawowych instytucji gospodarki kapitalistycznej, są podstawowym źródłem kapitału dla przedsiębiorstw oraz dochodów, niekiedy bardzo pokaźnych, dla inwestorów.

Dla przykładu w latach 1965 – 1997 średnioroczne tempo wzrostu indeksu giełdy nowojorskiej (NYSE) S&P500 wyniosło 12,9%[2] . Oznacza to, że zainwestowany w 1965 roku dolar wart był po 32 latach ponad 48 dolarów, a gdybyśmy zainwestowali 1000 dolarów to byłyby one warte ponad 48500 dolarów. Zważywszy nawet, że część tego zysku pochłonęła inflacja to i tak realny dochód byłby bardzo pokaźny. Takie obliczenia (a one pojawiają się bardzo często w prasie finansowej) działają na wyobraźnię potencjalnych inwestorów.

Inwestowanie na giełdzie, to nie tyko nadzieje na duże zyski, ale również ryzyko wielkich strat związanych z tzw. bańkami spekulacyjnymi oraz krachami. I to nie tylko tymi sprzed wieków, jak opisana w wielu podręcznikach z zakresu finansów, osławiona tulipanomania, gdy na przełomie 1636 i 1637 roku ceny cebulek tulipanowych osiągnęły niebotyczny poziom. Najwyżej ceniona cebulka tulipana Semper Augustus osiągnęła na początku 1637 roku wartość 6000 guldenów, gdy w tym czasie roczna przeciętna płaca wynosiła od 200 do 400 guldenów a mały dom w mieście kosztował około 300 guldenów. Ale przyszedł 3 lutego 1637 roku i wywindowane do niebotycznego poziomu ceny cebulek tulipanowych zaczęły spadać „na łeb”[3] .
To nawet nie słabo już pamiętany krach na giełdzie nowojorskiej z października 1929 roku, który dał początek wieloletniemu kryzysowi nie tylko gospodarki amerykańskiej ale i światowej.

Bardzo niedawno byliśmy świadkami największej bańki spekulacyjnej XX wieku, a zdaniem B. Malkiela, wszechczasów[4] , jakim był krach na amerykańskim rynku firm internetowych. Nadzieje wiązane z internetem doprowadziły do powstania i załamania się największych fortun w historii. Kiedy pękł balon, z rynku wyparowało siedem bilionów dolarów. To mniej więcej tyle, ile wynosi łączny roczny produkt krajowy brutto gospodarek niemieckiej, francuskiej, angielskiej, włoskiej, hiszpańskiej, holenderskiej i rosyjskiej[5] .

Tablica. Drenaż inwestorskich portfeli w wykonaniu wiodących spółek „nowej gospodarki”


Cisco Systems – dostawca infrastruktury internetowej, JDS Uniphase – dostawca infrastruktury internetowej, Amazon.com – księgarnia internetowa, Princeline.com – firma aukcyjna oferująca na swojej witrynie niesprzedane wcześniej bilety lotnicze, Lucent Technologies – producent sprzętu telekomunikacyjnego, Nortel Networks – producent sprzętu telekomunikacyjnego, Yahoo.com
Źródło: B. G. Malkiel, Błądząc po Wall Street, WIG – Press, Warszawa 2003 s. 64

Amerykańskie akcje internetowe, których większość notowana jest na automatycznym rynku pozagiełdowym NASDAQ (National Association of Securities Dealers Automated Quotations) na początku 2000 roku osiągnęły niebotyczne ceny. Jak podaje B. Mankiel łączna kapitalizacja (cena przemnożona przez liczbę wszystkich akcji) znanej internetowej księgarni Amazon.com, była wyższa niż łączna wartość rynkowa wszystkich notowanych na giełdzie nowojorskiej wydawnictw. Łączna kapitalizacja rynkowa Princeline, firmy aukcyjnej oferującej na swojej witrynie niesprzedane bilety lotnicze, przekroczyła kapitalizację największych amerykańskich przewoźników United, Delta i American Airlines. Wystarczyło, że na rynku pojawiła się nowa firma, w której nazwie można było znaleźć kojarzone z internetem słowa .com, .net lub internet, i chociaż jej działalność z internetem nie miała wiele wspólnego, jej akcje sprzedawały się jak przysłowiowe „ciepłe bułeczki”.

Wielu spółkom udało się pozyskać kapitały na całkiem niedorzeczną, zwłaszcza pod względem biznesowym działalność, która okazywała się wkrótce wielkim niewypałem. Oto przykłady, które w swojej książce podaje B. Malkiel[6] . Firma Digiscents wpadła na pomysł skonstruowania przystawki do komputera powodującej wydzielanie zapachów przez strony internetowe i gry komputerowe. Próby wykonania tego produktu pochłonęły miliony dolarów pozyskanych z funduszy wysokiego ryzyka. IAM.com utworzył bazę zdjęć kandydatów na aktorów. Organizujący castingi reżyserzy w żadnym wypadku nie chcieli płacić za dostęp do tego rodzaju witryny. I bez niej mieli zbyt wielu kandydatów. Spółka Zing.com udostępniła na swojej witrynie darmowe oprogramowanie. Chciała zarabiać na reklamach wielkich firm internetowych, które zmuszeni byli oglądać internauci czekając na pobranie oprogramowania. Tylko, że firmy internetowe nie były zainteresowane taką reklamą i nie chciały za nią płacić. Firma ezboard.com tworzyła strony zawierające plotki z życia internautów S. Paternot i T. Krizelman w akademiku Cornell University założyli spółkę TheGlob.com, która zorganizowała elektroniczny system grup dyskusyjnych. Przychody miały przynosić banery reklamowe. Spółka nie miała niemal przychodów a tym bardziej zysków. Jednak gdy pojawiła się na giełdzie to ceny jej akcji skoczyły z 9 do 97 dolarów.

W 1999 roku wielu studentów nie powróciło z wakacyjnych praktyk na uczelnie. Skoro pracując w spółkach internetowych na opcjach na akcje mogli bez wysiłku zarobić setki tysięcy dolarów, po co tracić kolejny rok na zdobywanie MBA.

Jeden z opracowanych przez studentów Harvard Business School projektów semestralnych, który w ocenie egzaminatora, ze względu na błędne założenia i złe wykonanie, został uznany za bardzo słaby, umożliwił autorom pozyskanie 10 mln dolarów od funduszy wysokiego ryzyka na założenie firmy.

Oczywiście taka sytuacja nie mogła trwać długo. W 2001 roku rozpoczął się jeden z największych krachów w historii giełd. Indeks spółek ineternetowych ISDEX pomiędzy marcem 2000 a wrześniem 2001 stracił ponad 90% swojej wartości[7] . Kilkaset spółek internetowych zbankrutowało. Te które przetrwały straciły nieraz 99% swojej wartości. Oczywiście tyle samo stracili akcjonariusze.

Masz 1000 dolarów niby niedużo, ale zawsze coś. Kupujesz na początku 2000 roku akcje producenta sprzętu telekomunikacyjnego i po półtora roku zostaje Ci 3 dolary na cheeseburgera i małą coca colę. Ale to i tak lepiej niż postawienie na spółkę, która w międzyczasie zbankrutowała, bo wtedy zostaje 0 (słownie zero) dolarów.

Polski bąbel spekulacyjny z końca XX wieku był odbiciem tego co działo się na rynku amerykańskim. „Hossa technologiczna w Warszawie oparta była wyłącznie na domysłach, wierze w przyszłość i zapowiedziach spółek”[8] . W styczniu 2000 roku na Warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych utworzono kolejny indeks – TechWIG, który objął spółki zakwalifikowane do SiTech – Segmentu Innowacyjnych Technologii[9] , przy czym dominowały spółki związane z informatyką i internetem. Indeks ten w ciągu dwóch miesięcy od 5.01.2000 roku do 13.03 2000 roku powiększył swoją wartość dwuipółkrotnie z 1017,7 pkt do 2559,9 pkt. Ale w przeciągu następnych dwóch miesięcy jego wartość spadła o 38% i rozpoczął obłędny marsz w dół po równi pochyłej. W dniu 3.10.2002 TechWIG zanotował swoje minimum 313,24 pkt a to oznacza, że w ciągu półtora roku stracił niemal tyle co amerykański ISDEX tj. 88%. Tak skończyły się marzenia inwestorów giełdy warszawskiej na krociowe zyski związane z nową gospodarką i internetem. Nie byliśmy świadkami tak zdumiewających pomysłów, jakie pojawiły się w Stanach Zjednoczonych, ale można podać przykład radomskiego producenta obuwia, którego akcje po ogłoszeniu, że zamierza utworzyć portal internetowy zdrożały o kilkadziesiąt procent.


Rys. Zmiany wartości TechWIG od chwili powstania do 10.05.2004

Jakie są przyczyny takich stadnych, nierozsądnych zachowań inwestorów giełdowych, którzy pomimo, że podręczniki dość dokładnie opisują i analizują poprzednie krachy, kupują zdecydowanie przewartościowane akcje i mają nadzieję, że spółki w które inwestują rzeczywiście zrealizują fantastyczne pomysły i przyniosą ponadprzeciętne zyski. Dlaczego Holendrzy kupowali cebulki tulipanów wyceniane wielokrotnie wyżej niż domy ? Dlaczego amerykańskie fundusze inwestycyjne zatrudniające prymusów najlepszych szkół biznesu nabywały akcje spółek, których jedynymi aktywami były niesprawdzone pomysły związane nowymi technologiami? Większość analityków i historyków giełdy ma na to jedną odpowiedź „niepohamowana ludzka chciwość”. Oczywiście część uczestników tej szaleńczej gry ma świadomość niedorzeczności cen nabywanych akcji, ale hołdują teorii „większego głupca” – zrobiłem głupio i kupiłem przewartościowane akcje, lecz może znajdzie się większy głupiec, który kupi ode mnie drożej. Niektórym taka strategia przynosi korzyści, ale zawsze ktoś nie zdąży i zostaje z tymi akcjami, bezradnie obserwując tabele notowań, w których ceny tych wspaniałych papierów dramatycznie spadają.

W bardziej naukowy sposób mechanizm ten opisuje M. Zalewska[10]
„W początkowym okresie inwestorzy kupują niedoszacowane akcje. Podejmują ryzyko, które w miarę wzrostu wartości tych akcji rośnie, a więc musi być kompensowane oczekiwaniem na jeszcze większe zyski. W końcu dochodzą do przekonania, że papiery są przeszacowane i decydują się je sprzedać. Dopóki panuje „nieporządek” i inwestorzy nie są zgodni co do przyszłego kierunku indeksu giełdowego, krach nie następuje, „bańka” nie pęka. W momencie, gdy wszyscy dochodzą do wniosku, że papiery są przeszacowane – „zapanowuje porządek”, następuje kumulacja zleceń sprzedaży, co doprowadza do załamania spekulacyjnego wzrostu”.

Oczywiście artykuł ten nie jest ostrzeżeniem przed inwestowaniem na giełdzie a tym bardziej krytyką możliwości internetu, bo są one rzeczywiście bardzo wielkie. Internet ma się dobrze i rozwija się dynamicznie. Jest on tylko przestrogą przed podejmowaniem pochopnych decyzji inwestycyjnych, zwłaszcza wtedy, gdy dziedzina inwestowania nie jest nam znana. Warto tutaj przytoczyć słowa jednego z największych inwestorów giełdowych na świecie Warrena Buffeta, stwierdził, ze nie inwestuje w firmy, których działalności nie rozumie.[11] Jest to próba zachęcenia do głębszych studiów i analiz rynków finansowych. Jeżeli przeprowadzimy analizę fundamentalną spółek, akcjami których się interesujemy, wykorzystując wiedzę z takich przedmiotów jak mikroekonomia, finanse przedsiębiorstw, rynki finansowe, jeżeli przeanalizujemy trendy cen akcji korzystając z wiedzy zdobytej na zajęciach ze statystyki, ekonometrii czy ekonometrii finansowej i zastosujemy nowoczesne narzędzia informatyczne do tych analiz, to nie powinniśmy dać się omamić kolejnemu amokowi spekulacyjnemu, który niewątpliwie nastąpi, bo taki jest urok giełdy.

dr Mieczysław Kowerski


  1. B. Belletante, Giełda. Jej funkcjonowanie i rola w życiu gospodarczym, PWE, Warszawa – Poznań 1996 s. 167

  2. R. G. Hagstrom, Portfel Warrena Buffeta. Potega strategii inwestowania skoncentrowanego, Wydawnictwo Naukowo – Techniczne, Warszawa 2001 s. 55

  3. E. Chancellor, Historia spekulacji finansowych, Muza S.A., Warszawa 2001, s. 35.

  4. B. G. Malkiel, Błądząc po Wall Street. Dlaczego nie można wygrać z rynkiem, WIG-Press, Warszawa 2003 s.61

  5. B. G. Malkiel, Błądząc...., op.cit. s. 61

  6. B. G. Malkiel, Błądząc...., op.cit. s. 66 – 67.

  7. M. Dusza, Pouczające krachy giełdowe, Problemy Zarządzania, Wydział Zarządzania UW, 2/2003 s. 88

  8. G. Zalewski, Rodzima internetowa bańka, Prawo i Gospodarka – Magazyn Finansowy 8/2002

  9. M. Al. Kaber, Rynek kapitałowy w Polsce, Wyższa Szkoła Ekonomiczna w Białymstoku, Białystok 2003 s. 192

  10. M. Zalewska, Czy załamania rynków kapitałowych są przewidywalne, Problemy Zarządzania Wydział Zarządzania UW, 2/2003 s. 81

  11. R. G. Hagstrom, Portfel Warrena Buffeta. Potega strategii inwestowania skoncentrowanego, Wydawnictwo Naukowo – Techniczne, Warszawa 2001 s. 88


Wydawca - Wyższa Szkoła Zarządzania i Administracji w Zamościu, ul.Akademicka 4, tel.63-82-630.
Redakcja - Małgorzata Bzówka (redaktor naczelny),
stali współpracownicy - Joanna Giruć, Katarzyna Kimak, Anna Sacewicz, Bogdan Kawałko, Władysław Molas.