ISSN 1505-6058

NR 20 PAŹDZIERNIK 2003 R.

CENA 1 ZŁ

 


  

Śladami zamojskich pionierów i popularyzatorów wiedzy

Ks. Stanisława Staszica związki z rodziną Zamoyskich (część II)

(...) Zabiegi Zamoyskich o zatwierdzenie statutu przez dwór austriacki wywołały publiczne zarzuty zaprzaństwa. Przyjęcie zaś władzy ordynata przez Andrzeja spowodowały gorszące kłótnie rodzinne między braćmi na tle dożywotniej pensji dla Jana Jakuba. Niesnaski rodzinne, podsycane zręcznie przez Urszulę Mniszchową, córkę Jana Jakuba spowodowały, iż jej mąż marszałek Michał Jerzy, zaufany króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, począł się domagać odebrania Andrzejowi części Ordynacji leżącej w granicach Polski. Podobno szukał on w tej sprawie nawet protekcji u Katarzyny II i groził zbrojnym zajazdem Ordynacji. Wreszcie na początku maja 1786 r. cesarz Józef II specjalnym dyplomem zatwierdził statut ordynacki, wprowadzając jedynie drobne zmiany, spowodowane przez Andrzeja Zamoyskiego. Nie wypaczały one podstawowych założeń statutu fundatora. Dyplom cesarski wywołał jednak furię ataków i niechęci rodziny do Andrzeja. Frontalny atak pretendentów do zysków z Ordynacji, mimo patriotycznej frazeologii mający jak najbardziej materialne podłoże, zaszkodził reputacji ordynata i rzucił cień prywaty na całą rodzinę Zamoyskich. Po gorszącej walce podjazdowej i wzajemnych złośliwościach /motorem ich ze strony Andrzeja była jego żona/, doszło do kompromisu dzięki zabiegom mediacyjnym samego króla. Obaj bracia odwołali złożone na siebie oskarżenia. Jan Jakub potwierdził akt rezygnacji z Ordynacji i przyrzekł, że nie będzie kwestionował przejęcia dóbr przez Andrzeja i jego następców. Andrzej zobowiązał się do regularnego płacenia bratu pensji. Wszakże kres urazom i dalszym napięciom położyła dopiero śmierć Jana Jakuba, która nastąpiła 4 kwietnia 1790 r.

Autorytet Andrzeja

Przytłumione targi o korzyści materialne z dóbr mocno zmęczyły Andrzeja, który według opinii współczesnych, był człowiekiem pogodnym i hojnym, nie przywiązującym specjalnej wagi do majątku. Cenił sobie życie rodzinne i dobrą lekturę. Swoim ustępliwym usposobieniem denerwował żonę, która nie dopuszczała go do interesów i izolowała od spraw majątkowych. Właśnie Konstancja trzymała mocno ster spraw ekonomicznych wespół z komisarzem generalnym Joachimem Owidzkim, którego Andrzej Zamoyski darzył pełnym zaufaniem. W odróżnieniu od poprzedników dwór Andrzeja był skromny, a i w gospodarce Ordynacji zaznaczył się większy ład, oszczędność oraz dobra wola reform. Konstancję uważali współcześni za osobę nader przedsiębiorczą, dobrą administratorkę, ale zarzucano jej „skrzętny zbiór majątku i nadto zbytnie do niego przywiązanie”.

Dla ogólnej charakterystyki ówczesnej atmosfery w Ordynacji trzeba jeszcze dodać, iż na postępowaniu Zamoyskich zaciążyło dążenie do zadowolenia władz zarówno polskich, jak również austriackich. Andrzej utrzymywał dość regularne kontakty z królem polskim, choć ten miał mu za złe, że zrezygnował z urzędu kanclerza.

Dwór austriacki wyraźnie zabiegał o zjednanie Zamoyskich. Zależało mu zwłaszcza na pozyskaniu Andrzeja Zamoyskiego. Z racji pełnienia wysokich urzędów w Polsce, dużej wiedzy i popularności budził on w Wiedniu szacunek. Po tytule hrabiowskim /1780 r./ Andrzej otrzymał godność deputata Stanów Galicyjskich, których był podobno inicjatorem. Później spływały nań pochwały cesarskie: w styczniu 1784 r. „za łaskawe obchodzenie się z poddanymi”, w grudniu zaś tegoż roku za „cesarskie zadowolenie z przyjęcia kolonistów niemieckich”. Działanie jednak dworu austriackiego wobec Zamoyskich było dwuznaczne.

Z jednej strony stwarzano w Wiedniu wrażenie, że pozostają oni w kręgu łask cesarskich, z drugiej zaś zwlekano maksymalnie z załatwieniem spraw ordynackich.

Małe reformy dla chłopów

W drugiej połowie XVIII stulecia dokonały się w Ordynacji pewne pozytywne zmiany, zwłaszcza za rządów Jana Jakuba i Andrzeja Zamoyskich. Uporządkowano administrację dóbr, zintensyfikowano uprawę ziemi, zwiększono plony zbóż oraz rozwinięto przemysł, głównie spożywczy. Podjął działanie samorząd wiejski, oczynszowano chłopów w kluczu janowskim /1779 r./. Wyraźniejsze oznaki postępu gospodarczego występowały w tzw. Kluczach stołowych, którymi zarządzał bezpośrednio ordynat. Wśród czynników aktywizujących ekonomikę na tym terytorium określone miejsce mały reformy społeczne i gospodarcze podejmowane w Polsce oraz w innych państwach europejskich doby Oświecenia. Znaczący wpływ na charakter i formę przeobrażeń gospodarczych w Ordynacji miała również postawa oraz działanie chłopów, walczących uporczywie o swe prawa. Nie najlepiej wyrażano się o sytuacji mieszkańców Ordynacji. Ignacy Krasicki, bystry obserwator, podróżując po tych stronach w 1782 r. pisał:

„Bodaj się człowiek dobry w tych stronach nie gnieździł!
Bodaj tylko wygnaniec tymi ścieżki jeździł,
Bodaj ludzi nie kryły te dzikie szałasze.
A gdy chłopi na targi albo kiermasz
Do tych miejsc jeździć będą, pielgrzymując wzajem
Niech klną tak, jak dzisiaj, Goraj z Biłgorajem”.

Przytoczona wyżej charakterystyka atmosfery domowej ordynatostwa Zamoyskich oraz pobieżny przegląd ówczesnej sytuacji w Ordynacji przydatne będą jak sądzę do zrozumienia warunków, w jakich znalazł się Stanisław Staszic, podejmując się nauczania dzieci Zamoyskich. W chwili, gdy się zgłosił do pracy, miał 26 lat. Według opinii współczesnych był „młodym i dość ładnym kawalerem”. Kajetan Koźmian pisał o nim, że „był nader przystojny, nawet powabny i ugrzeczniony, ubierał się starannie jak akademik

w czarną francuską z płaszczykiem i kołnierzykiem akademicką suknię, gdy był mistrzem przy młodych Zamoyskich. Chętnie przestawał w towarzystwie kobiet i bardzo im się podobać umiał”.

Staszic- pedagog

Podopiecznych Staszica było czworo: jedenastoletni Aleksander, dziesięcioletnia Anna, sześcioletni Stanisław oraz najmłodszy Andrzej. Nowy nauczyciel podobał się dzieciom do momentu, kiedy poznały jego surowy charakter, porywczość i popędliwość. Najczęściej przebywał z nim Stanisław, stąd znał najlepiej słabostki guwernera. Już w czasie pierwszego wspólnego z rodziną Zamoyskich wyjazdu do Wiednia na przełomie 1784/85 r. ujawniły się ostro przykre cechy Staszica. Po wcześniejszym wyjeździe Konstancji Zamoyskiej, Staszic pozostał sam z podopiecznymi: Stanisławem i Andrzejem. Wówczas posmakowali obaj napadów złego humoru Staszica. „Był ordynarny i popędliwy, a także bardzo gwałtowny” - pisał Stanisław. W czasie pobytu w Wiedniu, nabawiwszy się kokluszu zmarł Andrzej, ulubiony syn Konstancji.

Na początku 1785 r. Staszic wrócił do Zamościa. Dalej zajmował się edukacją młodych Zamoyskich, którym według opinii Stanisława upływało „dzieciństwo pomiędzy nauką i karami. L’abbe Staszic nie umiał uczyć bez łajania, łżenia, bicia”. Tym złym praktykom porywczego pedagoga nie mogła zapobiec nawet Konstancja, której Staszic nie oszczędzał. „Tak więc urządzał sceny, które trwały po kilka dni, nie przychodził na obiad, mówił impertynencko. Doszedł do takiej władzy nad moją matką, że zmuszał ją do przeprosin. Byłem oburzony i sprawiało mi to większe cierpienie niż złe traktowanie, jakiego doznałem” – pisał w swym pamiętniku rozżalony Stanisław.

Jak wyglądały praktyki pedagogiczne Staszica, dowiadujemy się z cytowanego pamiętnika Stanisława. „Lekcje dawano bratu i siostrze, a ja jedynie przysłuchiwałem się. Lekcje Staszica były bardzo powierzchowne, mówił o wszystkim, nie przestrzegając żadnych zasad, tak że uczył byle czego i niewiele skorzystałem. Gdy mnie pytano, odpowiadałem przytomnie i rozumnie, co pozwalało wierzyć, iż wiem, o czym mówiono na lekcjach. Wypowiadałem się z zapałem – łatwo przyswajałem to, co mi wkładano, lecz nic poza tym. Błędem takiej metody było, iż miałem tylko pojęcia ogólne. Taki system trwał aż do końca mojej edukacji”.

Jeśli tak faktycznie odbywała się edukacja dzieci ordynata, to można wątpić w talent pedagogiczny Staszica. Niestety nie znamy opinii współczesnych na ten temat, poza cytowanymi wspomnieniami ucznia. Trudno więc dociec, ile było w informacjach Stanisława autentycznego żalu z powodu złego traktowania go przez surowego nauczyciela, a ile urażonej dumy magnackiego dziecka. Zresztą wydaje się, że sprawy edukacji absorbowały Staszica mniej, aniżeli działalność badawcza, której się z zapałem wówczas poświęcił.

Staszic- polityk

Wspomniano już, iż pierwszym miejscem pobytu Staszica u Zamoyskich była ich rezydencja warszawska. Zastał tam niemal świeży jeszcze warsztat pracy nad „Zbiorem praw sądowych”. Była tam doskonała biblioteka zaopatrzona bogato w dzieła prawnicze, społeczne i polityczne w języku polskim i obcych. Było również zasobne archiwum. Z zapałem zabrał się wówczas do lektury. Najbardziej interesowała go problematyka społeczno-polityczna, a w jej ramach stan, w jakim się kraj wówczas znajdował ze wszystkimi niedomaganiami i bezwładnością. Studiował działalność światłych rodaków, zmierzającą do ratowania ojczyzny z upadku materialnego i moralnego. Znakomitym uzupełnieniem lektury były rozmowy Staszica z Andrzejem Zamoyskim, który był przecież jednym z najczynniejszych inicjatorów dzieła naprawy Rzeczypospolitej.

Wielu badaczy poglądów i twórczości politycznej S. Staszica akcentowało ich podobieństwo z poglądami pisarzy zachodnioeuropejskich. Podkreślano, że było to naturalnym następstwem jego studiów zagranicznych. Zapomniano jednak, iż od powrotu Staszica ze studiów do ogłoszenia drukiem pierwszych pism politycznych upłynęło 5-7 lat. Poza tym edukacja Staszica w College de France dotyczyła niemal wyłącznie nauk przyrodniczych, a profesorowie jego stali z dala od polityki. Przyjąć zatem należy, że głębokie studia nad literaturą społeczną i polityczną prowadził Staszic już w kraju w atmosferze skomplikowanych losów polskich za panowania Stanisława Augusta Poniatowskiego. Odbywał je pod znaczącym wpływem i urokiem Andrzeja Zamoyskiego, wielkiego obywatela i Polaka. W ten sposób wśród zajęć nauczycielskich Staszica, gorączkowej lektury, żarliwych rozmów z pryncypałem oraz wnikliwej obserwacji świata i ludzi wzbogacały się jego doświadczenia, kształtowały idee, rodziły pomysły reformatorskie.

Praca naukowa i publicystyczna Staszica objęła wtedy: „Uwagi nad życiem Jana Zamoyskiego, kanclerza i hetmana W. K. Do dzisiejszego stanu Rzeczypospolitej przystosowane”, datowane 20 maja 1785 r., faktycznie wydane w 1787 r., tłumaczenie z języka francuskiego „Epok natury” Buffona /tłumaczenie 1784, druk 1786/, „Pochwałę Marka Aurelego” Thomasa oraz powieści „Numa Pompiljusz” Floriana.
Prawdziwą karierę zrobiły Staszicowskie „Uwagi”. Rzadko który autor mógł się poszczycić zarówno popularnością, jak też tak szybką i szeroką reakcją na wydaną pracę. Do szczególnego powodzenia tej broszury politycznej przyczyniła się okoliczność, iż ukazywała się w chwili ogólnego poruszenia umysłów wypadkami w Polsce i Europie. Aktualność zaś poruszanej w niej problematyki podnosił zbierający się Sejm, zwany później Wielkim.

Staszic zamierzał osobiście zapoznać się z praktycznym wykorzystaniem jego myśli, zawartych w „Uwagach”. Te same intencje kierowały Andrzejem Zamoyskim, który miał swój cichy, ale niekwestionowany wkład w dzieło Staszica. Do stolicy zjechali jednak tylko: Konstancja z synem Stanisławem i Staszicem. Staszic nie będąc szlachcicem, zadowolić się musiał w Sejmie rolą biernego widza, przyglądającego się z galerii debacie o losach ojczyzny. W sercu żywił wówczas nadzieję, iż jego wskazania zmian, zawarte w „Uwagach”, znajdują gorących zwolenników wśród posłów. Jak wiemy, stało się inaczej. Nie pomogły nawet dalsze nawoływania Staszica o gruntowne reformy Rzeczypospolitej i godność narodową, ogłoszone w trakcie trwania Sejmu Wielkiego w jego drugiej broszurze politycznej „Przestrogi dla Polski” /1790 r./.

Nie czekając na zakończenie Sejmu Wielkiego, udał się w kwietniu 1790 r. Staszic z całą rodziną Zamoyskich na prawie 2 lata do Austrii i Włoch. Trasa podróży biegła przez Kraków, Wieliczkę, Cieszyn, Ołomuniec i Brno. 8 maja zatrzymali się w Wiedniu na trzy tygodnie. Potem 27 maja wyruszono przez Wiener – Neustadt, Leoben, Klaugenfrut, Villach, Tarvisio, Udine, Freviso do Wenecji, skąd po czterodniowym pobycie /9-12 czerwca/ przez Ferrarę i Bolonię dojechali do Florencji, gdzie zatrzymali się na okres pięciu miesięcy, tj. do 15 listopada 1790 r. Po zwiedzaniu Pizy, Lukki, Livorno, Sienny w pierwszych dniach grudnia i po dwutygodniowym pobycie w Rzymie, nasi podróżnicy udali się następnie do Neapolu, który był celem podróży. Pobyt w Neapolu potrwał do 4 marca 1791 r. i stamtąd powrócono na 2 miesiące do Rzymu /do 19 maja 1791 r./. Utrzymuje się, że w czasie podróży po Włoszech powziął Staszic myśl przetłumaczenia na język polski „Iliady” Homera. Powrotna trasa z Rzymu wiodła przez Florencję, Bolonię, Modenę, Parmę, z 4-dniowym postojem w Genui. Potem był Mediolan /17-27 czerwca 1791 r./, następnie powrót do Wiednia. Wcześniej, bo już 12 czerwca odjechał do kraju Andrzej Zamoyski. W Wiedniu pozostała reszta podróżników do połowy grudnia 1791 r. Podróż tę opisał Staszic w „Dziennikach podróży”. Mało w nich jednak wiadomości o rodzinie Zamoyskich i samym Staszicu. Wiele natomiast spostrzeżeń autora na temat przyrody i życia ludzi. Staszica interesowało niemal wszystko. Odwiedzał muzea, gabinety przyrodnicze, biblioteki. Myśl o Polsce nie opuszczała go jednak w czasie podróży zagranicznej. Żywo zareagował 24 maja 1791 r. we Florencji na wieść o uchwaleniu przez Sejm Czteroletni ustawy o mieszczanach. Andrzej Zamoyski ucieszył się również z Konstytucji 3 Maja, choć miał wówczas powiedzieć „czemuż tak późno?”.

Staszic a Kościuszko

Po powrocie z zagranicy, a więc od 1791 r. do połowy 1794 r. przebywał Staszic w Zamościu, zajmując się nadal edukacją dzieci ordynatostwa.
Obrady Sejmu czteroletniego i towarzyszące im nastroje patriotyczne odbiły się żywym echem na dworze ordynata. Obok nadziei budziły się także obawy, gdyż w atakach na możnowładców nie pomijano Zamoyskich. Pod obstrzałem znalazł się przede wszystkim założyciel Ordynacji. W ustanowieniu Ordynacji dopatrywał się Hugo Kołłątaj celowego działania Jana Zamoyskiego, zmierzającego do stworzenia w Polsce potężnych rodów oligarchicznych. Wtórował mu w tym Fr. S. Jezierski. Andrzej Zamoyski nie odpowiadał na te ataki. Rzecz znamienna, że Staszic, choć bronił osoby Jana Zamoyskiego, nie wypowiadał się w ogóle na temat Ordynacji.

Ponownie ugodzono Ordynację na Sejmie w 1792, już po śmierci Andrzeja Zamoyskiego /zmarł 10 lutego 1792 r./. Zażądano oderwania od Ordynacji części dóbr, leżących w granicach Rzeczypospolitej. Sprzeciwiał się temu w Sejmie J. U. Niemcewicz, wspierając protest młodego ordynata Aleksandra. Nie wiadomo jak skończyłaby się ta kwestia, gdyby nie zamieszanie, jakie powstało w Polsce z powodu wojny z Rosją. Targowiczanie zagrozili Aleksandrowi, że jeśli nie przystąpi do nich, to utraci dobra leżące w Rzeczypospolitej. Ordynat, dystansując się od przysięgi na konfederację, wymówił się chorobą, którą uznano za podstawę do sprolongowania terminu przysięgi.

Dwór zamojski stał się teraz miejscem spotkań patriotów i konspiratorów. Po klęsce w wojnie polsko–rosyjskiej 1792 r. zjawił się w Zamościu T. Kościuszko, udający się na emigrację do Drezna. Gościł go w Wyżniance J. Owidzki. Sławny generał przypadł do gustu Annie Zamoyskiej, której matka upatrywała w walecznym bohaterze spod Dubienki dobrą partię małżeńską. T. Kościuszko nie spodobał się Staszicowi. Po rozmowach z nim na temat organizowania powstania wystawił Kościuszce mierną opinię. Mówił o nim, że jest to „człowiek prawy i waleczny, lecz mało zna Polskę, a mniej jeszcze Europę. On na czele wojska chciałby być Washingtonem, a Polski nie uratuje, tylko jaki Sulla”.

Ambitna wdowa

Tymczasem w samej rodzinie Zamoyskich, po śmierci Andrzeja, nie działo się dobrze. Ordynatem został Aleksander dzięki zabiegom Konstancji. Ambitna wdowa nie chciała jednak oddać synowi rządów w Ordynacji. Najpierw wymogła na nim przekazanie jej w dożywocie dóbr znajdujących się po stronie Rzeczypospolitej. Później zatrzymała kierownictwo nad całością Ordynacji do chwili uzyskania przez Aleksandra pełnoletności. W zabiegach tych wtórował jej ks. Staszic, który sprawiał wrażenie zainteresowanego w utrzymaniu Ordynacji przez Konstancję. Stanisław Zamoyski zarzucał wtedy Staszicowi, iż dostał się do domu Zamoyskich „dla naszego bogactwa i na nasze nieszczęście”. Wszystko zatem odbywało się po dawnemu. Konstancja kierowała gospodarką latyfundium przy pomocy oddanego komisarza Owidzkiego. Ambitny ordynat zapragnął wszakże wyrwać się spod kurateli matki i surowego nauczyciela, dążąc do nieskrępowanego objęcia rządów w Ordynacji. Sprytna matka wyczuwała te pragnienia syna. Zapewne w tym celu wyjechała w sierpniu 1794 r. z rodziną i Staszicem do Wiednia. Tam pilnowała spraw Ordynacji, która po trzecim rozbiorze Polski znalazła się już w całości w granicach zaboru austriackiego. Aleksander w tajemnicy przed matką przygotowywał się do ucieczki. Wśród awantur domowych, Staszic gromił młodego ordynata i przekonywał, że matka nie odda mu Ordynacji, bo nie będzie umiał nią zarządzać. Groził mu nawet, że zostanie ubezwłasnowolniony i uznany za niezdolnego do sprawowania funkcji ordynata. To przyśpieszyło ucieczkę Aleksandra i ściągnęło na Staszica zarzut prywatny z chęci zysku. Oto jak o tym zdarzeniu wyraził się Stanisław Zamoyski „On /Staszic/ był przyczyną złego potraktowania, jakiego doznał brat i którego doprowadziło to do ostateczności. On to poróżnił matkę z synem i przekonywał ją nadal o swych poglądach, aby wyciągnąć od niej pieniądze”. Przy okazji nazwał swego nauczyciela „łotrem i to porządnym”.

Tymczasem Aleksander, mając za sobą prawo, odważnie przeciwstawił się gwałtownym atakom Staszica i wściekłości matki. Na jej listy, pełne obelg, odpowiadał rzeczowo i stanowczo. Na wzór brata wyzwolił się spod wpływów Staszica również Stanisław Zamoyski. Pisał o tym następująco: „zrzuciłem jarzmo księdza i od czasu historii z moim bratem we Wiedniu nie odzywałem się do niego, żywiąc do niego najgłębszą pogardę. Miałem dużo szacunku dla mojej matki, lecz nie szanowałem jej uległości dla niego”. Młody ordynat Aleksander rozpoczął samodzielne rządy w Ordynacji od odsunięcia najbliższych współpracowników matki. J. Owidzkiego pozbawił z początkiem 1796 r. stanowiska komisarza generalnego. Konstancja, poniósłszy porażkę, po krótkim pobycie w Zamościu, w 1795 r. wróciła z rodziną i Staszicem do Wiednia. Stała się teraz jeszcze bardziej uległa Staszicowi. Spod presji pedagoga wyzwalał się natomiast Stanisław Zamoyski, choć despotyczny Staszic nie chciał łatwo ustąpić. Dochodziło więc do przykrych konfliktów. Znamy to ze zwierzeń Stanisława: „Miewaliśmy takie nieporozumienia, że uprzedziłem matkę, że jeżeli nie umieści mnie z dala od niego /Staszica/ i nie uchroni od jego impertynencji, nie odpowiadam za siebie i może się zdarzyć jakieś nieszczęście”.

Staszic grywał na giełdzie

Staszic zapewne przeżywał mocno nieporozumienia i niesnaski rodzinne Zamoyskich. Pewną odskocznią były dla niego liczne wycieczki w okolicach Wiednia. Jak zwykle interesował się niemal wszystkim, choć szczególną uwagę przywiązywał teraz do obserwacji życia gospodarczego. Miało to chyba związek ze sprawami majątkowymi, którym poświęcał wiele uwagi. Uczęszczał na giełdę, gdzie prowadził szczęśliwe operacje finansowe. O jego ruchliwości w gromadzeniu pieniędzy świadczyła korespondencja i upoważnienia finansowe kierowane do różnych prywatnych plenipotentów w kraju, np.: Węgrzeckiego, Szwandra, J. Owidzkiego. Operacjami giełdowymi zajmował się wespół z Konstancją. Utrzymuje się, że dzięki wspomnianym transakcjom na giełdzie wiedeńskiej znacznie pomnożył się majątek Staszica. Klęska powstania kościuszkowskiego i ostatni rozbiór Polski załamały Staszica i odebrały mu wiarę w możliwość odzyskania niepodległości. W rozmowie z Brzostowskim w Wiedniu, który w ucieczce przed znienawidzonym despotyzmem carskim zamierzał schronić się w Rzymie, miał mu Staszic powiedzieć z goryczą: „i tam Katarzyna II, opłacająca kardynałów ma wszystkich, od Papieża począwszy, swoich podłych pochlebców”.

Na początku 1797 r. zmarła Konstancja Zamoyska. Staszic stracił więc praktycznie poparcie Zamoyskich. Odwrócili się od niego bowiem uczniowie, a Karski, nowy plenipotent ordynata, posądził Staszica o sfałszowanie skryptu dłużnego. Kiedy w połowie 1797 r. wrócił Staszic z Wiednia, jego wieloletnie związki z rodziną Zamoyskich skończyły się procesem w Lublinie. Rzecz polegała na tym, że w czasie pobytu u Zamoyskich Staszic lokował u Konstancji swoje kapitały. Na potwierdzenie otrzymywał zwykłe skrypty z jej podpisem. Po śmierci ordynatowej przedstawił owe zaświadczenia w kasie ordynackiej, gdzie zakwestionowano jeden z rewersów, jako rzekomo sfałszowany. Staszic wytoczył proces zarządowi Ordynacji i przed sądem w Lublinie złożył przysięgę dla poparcia swych roszczeń. Sprawa ciągnęła się kilka lat, bo obaj wychowankowie chcieli się niewątpliwie odegrać na surowym nauczycielu. Proces zakończyła pozytywnie dla Staszica dopiero interwencja ks. Adama Czartoryskiego, teścia Stanisława Zamoyskiego. Opinia publiczna nie dawała wiary pomówieniom Staszica, choć jego skąpstwo, upór i dziwactwa znane były dość powszechnie. Kajetan Koźmian w związku z procesem zanotował przygodę, jaka spotkała ks. Staszica w jednej z restauracji lubelskich. W czasie obiadu, który spożywał Staszic z Koźmianem, zjawił się ks. prałat Hajewski, proboszcz z Grabowa. Nie znając Staszica i nie wiedząc o jego obecności w lokalu, krzyczał głośno o przestępstwie Staszica, nazywając go łajdakiem i fałszerzem. Ten spokojnie dokończył obiad i zbliżywszy się do proboszcza zapytał, czy zna ks. Staszica. Prałat odrzekł: „nie znam i nie chcę znać tego oszusta”. „Otóż ja nim jestem” odparł Staszic osłupiałemu Hajewskiemu i „nie ja, jak Waćpan mniemasz, ale Waćpan hańbisz tę sukienkę. Wiedz Waćpan, że moja dobra sława, nie zależy od tak występnych ust. Przebaczam Waćpanu nierozum, ale gardzę i potwarzą, i potwarcą”.

U Zamoyskich poniósł Staszic raczej niepowodzenia pedagogiczne, choć swoim wychowankom zaszczepił umiłowanie ojczyzny, nauczył ich oszczędności oraz racjonalnego gospodarowania. Zarówno Aleksander, jak i Stanisław dowiedli tego jako kolejni ordynaci. Z domu Zamoyskich wyniósł Staszic głęboką wiedzę z dziedziny nauk społecznych, doświadczenie gospodarcze oraz pokaźny majątek. Zastanawiające, że Akademia Zamojska nie zjednała S. Staszica do pracy w charakterze profesora, mimo Jego dużej wiedzy. Pełnił tam jedynie funkcję lektora języka francuskiego.

Blaski i cienie

W niniejszym szkicu starano się pokazać zarówno „blaski” z życia Staszica w danym okresie, jak też „cienie”. Był bowiem człowiekiem z zaletami i wadami. Na dotychczasowy wypaczony obraz sylwetki i działalności Staszica wpłynął fakt, iż już za życia otaczała go legenda, a współcześni przypisywali mu rysy posągowe. Trochę inaczej, prawdziwiej, scharakteryzował go Julian Ursyn Niemcewicz. „Co do osoby, był wzrostu wyższego nad mierny, nieskłonny do otyłości, blady, oczu i włosów jasnych, w młodości przyjemnej postaci, w towarzyskim pożyciu i w starości uprzejmy, w zdaniu z czystego zawsze przekonania pochodzącym, nieco zaciętym. Sposób życia jego oszczędny i skromny. Pokarm prosty, napojem woda źródlana. Nie tylko wszelkiego zbytku – odmawiał sobie wielu przyjemności, by grosz ochroniony uldze bliźniego poświęcić. Ojczyzna była, iż tak rzekę, bożyszczem jego, tej niósł w ofierze majątek, zdrowie i niczym nie zrażoną gorliwość”. Jest to trafna charakterystyka postawy i czynów ks. S. Stasica. Podkreślone w niej cechy charakteru Staszica dominowały zawsze w jego aktywnym życiu, pełnym poświęcenia i pracowitości.

prof. zw. dr hab. Ryszard Orłowski


Wydawca - Wyższa Szkoła Zarządzania i Administracji w Zamościu, ul.Akademicka 4, tel.63-82-630.

Redakcja - Małgorzata Bzówka (redaktor naczelny), Joanna Giruć, stali współpracownicy - Katarzyna Kimak,
Bogdan Kawałko, Władysław Molas, Adolf Wituch.