ISSN 1505-6058

NR 16 GRUDZIEŃ 2002 R.

CENA 1 ZŁ


Rektor prof. dr hab. Ryszard Orłowski wypromował ponad 1000 magistrów,
6 doktorów, był recenzentem 
2 doktoratów honorowych.

  

Rozmowa z prof. dr. hab. Ryszardem Orłowskim, rektorem WSZiA

WYCIĄGNĄŁEM DOBRY LOS

-  Pana największy sukces zawodowy...

- Za swoje największe osiągnięcie uważam wyniki badań nad dobrami wielkiej własności ziemskiej w Polsce (ze szczególnym uwzględnieniem Ordynacji Zamojskiej). Do niedawna były one pionierskie w tym zakresie. Bardzo sobie cenię pracę przy organizacji Wydziału Ekonomicznego Uniwersytetu Marii Curie–Skłodowskiej. Ale szczególnie cenię sobie lata pracy w Wyższej Szkole Zarządzania i Administracji w Zamościu, której działalność przyczyniła się do przemian społeczno–gospodarczych regionu i kontynuacji życia akademickiego w tym mieście. Bardzo duże znaczenie miała i ma dla mnie dydaktyka oraz bezpośrednia współpraca ze studentami. 

- Od lat zajmuje się Pan Zamojszczyzną i Ordynacją Zamojską...

- Po ukończeniu studiów w Uniwersytecie Jagiellońskim, pracowałem w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Krakowie. I wówczas dostałem propozycję od pana profesora Eugeniusza Garbacika, który został powołany na organizatora Wydziału Humanistycznego w Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej. Początkowo miałem mu pomagać przy organizacji tegoż wydziału. Co prawda miałem zamiar pozostać w Krakowie, ale ówczesny minister szkolnictwa wyższego poradził mi, żebym związał się z UMCS, ponieważ tam miałem większe szanse rozwoju swojej kariery dydaktycznej. 
I w ten sposób zostałem współorganizatorem Wydziału Humanistycznego UMCS. Prof. Garbacik zaproponował mi następnie zajęcie się Ordynacją Zamojską. Moja praca doktorska dotyczyła struktur gospodarczych Ordynacji Zamojskiej, praca habilitacyjna wiązała się i  z ordynacją, i z osobą Andrzeja Zamoyskiego. Dziś z perspektywy czasu mogę stwierdzić, że „wyciągnąłem dobry los”. 
Moje kontakty z Zamojszczyzną były więc od początku bardzo dobre, za sprawą ordynacji, pracy w punkcie konsultacyjnym UMCS... Przed wojną mieszkałem przez rok w Tomaszowie Lubelskim, dzisiaj wróciłem do korzeni.

- Gdyby miał Pan na chwilę wrócić do czasów studenckich, co się Panu najbardziej utrwaliło w pamięci, o czym opowiada Pan dzieciom, wnukom?

- Przede wszystkim był inny tryb studiowania. Na początek, tuż po egzaminie wstępnym, otrzymałem książkę, gdzie w zależności od kierunku, była wymieniona literatura obowiązująca podczas studiów. Profesorowie przywiązywali ogromną wagę do wykładów, na egzaminach (ustnych) wymagali znajomości wszystkich informacji zawartych we wspomnianej lekturze. 
Teraz, z perspektywy czasu, muszę stwierdzić, że taki bezpośredni kontakt z wykładowcą ma swoje plusy. W pamięci utkwiły mi szczególnie właśnie te rozmowy, tzw. humanizacja studiów, koła naukowe, czego i dziś nie można zaniedbywać. 

- Na pewno był Pan wesołym studentem...

- Z czasów studiów nie bardzo pamiętam jakieś psikusy, chociaż na pewno ich nie brakowało... Pracowałem już w Lublinie i mieszkałem gościnnie w tak specyficznych warunkach, że do wygódki trzeba było przejść przez Zakład Żywienia Zwierząt. Za każdym razem jak przechodziłem przez to pomieszczenie, gdzie znajdowały się zwierzęta, bodaj króliki i chomiki, to one wystawiały łebki z klatek domagając się jedzenia. I ja oczywiście podkarmiałem je. Trwało to aż do momentu, gdy przypadkowo usłyszałem rozmowę asystenta z profesorem, który był zachwycony wynikami. Z przerażeniem usłyszałem: „Panie profesorze, przy tych samych porcjach żywieniowych, zwierzęta tyją. To fantastyczne”. Poszedłem skruszony do profesora i wytłumaczyłem skąd mają takie efekty w hodowli. Profesor miał ogromne poczucie humoru. Śmiał się do rozpuku, trzymając się za brzuch. 

- Jaką rolę odgrywał kiedyś nauczyciel podczas studiów? Obecnie staje się ona coraz bardziej ograniczona. Komputery, internet - czy to wszystko zastąpi profesora? 

- Kontakt z wykładowcami, przynajmniej w moim przypadku, miał ogromny wpływ na ukształtowanie charakteru i myślę, że podobnie dzieje się z wieloma osobami. W  mojej uczelni istniało koło naukowe historyków, prowadzone przez prof. Emanuela Roztworowskiego, gdzie skupiało się życie studenckie osób o wspólnych zainteresowaniach. Mieliśmy swoją bibliotekę, swoje imprezy. Było to ważne nie tylko dla studentów, ale i dla grona pedagogicznego. Skorzystaliśmy z tego wszyscy - my zyskiwaliśmy wiedzę, oni autorytet.

- Kto był Pańskim autorytetem podczas studiów?

- Trzech ludzi wspominam szczególnie. Profesora Henryka Mościckiego, prof. Kazimierza Piwarskiego oraz prof. Romana Grodeckiego, który zainteresował mnie historią gospodarczą. Wszyscy trzej imponowali mi ogromną wiedzą i umiejętnością przekazania jej studentom. 

- Czy studia były trudne, wymagały więcej zaangażowania niż teraz? 

- Czasy były generalnie trudniejsze. Tuż po wojnie nikomu się nie przelewało. Studia magisterskie na kierunku historia ukończyłem w Uniwersytecie Jagiellońskim, równolegle studiując język polski w Wyższej Szkole Pedagogicznej, która dawała studentom pełne utrzymanie. Moje życie tak się potoczyło, że cały czas musiałem robić dwie rzeczy równocześnie. Uczyłem się w szkole handlowej i kończyłem liceum humanistyczne, studiowałem dwa kierunki równolegle, byłem współorganizatorem Wydziału Humanistycznego i Wydziału Ekonomicznego UMCS. Pracowałem bardzo dużo, ale nigdy tego nie żałowałem. 

- Wspominaliśmy autorytety profesorskie, a czy pozostał Panu w pamięci któryś ze studentów?

- W pierwszej kolejności należy tu wymienić, dziś już profesora nadzwyczajnego, pana Wiesława Śladkowskiego, który przynosi mi zaszczyt, bo miałem być przyjemność jego wykładowcą. Potem pracowaliśmy razem w tej samej katedrze. Dziś jest to człowiek liczący się w nauce, pełni funkcję redaktora naczelnego ANNALES UMCS. Uczestniczy w działalności naukowej kraju. 
Drugim takim człowiekiem jest mój najbliższy współpracownik dr Józef Duda, który pracuje nadal w UMCS. Był moim pierwszym asystentem na wydziale ekonomicznym, napisał bardzo wiele prac, doktoryzował się u mnie na podstawie dzieła Stanisława Staszica „Towarzystwo Rolnicze Hrubieszowskie”. Boleję tylko nad tym, że tak zdolny człowiek nie zakończył przewodu habilitacyjnego. 
Mam na „swoim sumieniu” wypromowanie ponad 1000 magistrów, 6 doktorów, byłem też recenzentem 2 doktoratów honorowych, prof. Bohdana Baranowskiego z Uniwersytetu Łódzkiego i  prof. Jana Małeckiego z Akademii Ekonomicznej w Krakowie. 

- Jak bardzo się różnią współcześni studenci od studentów z okresu Pańskich studiów?

- Są pewne różnice w zachowaniu. Na uczelnie przychodzą ludzie posiadający wiedzę, ale mający ogromne luki w obyciu i w zachowaniu się. Gdy ja byłem studentem, bardzo zwracano uwagę na sposób zachowania i wychowania wyniesiony chociażby z domu rodzinnego. Na studia wybierali się ludzie, których było na to stać albo tacy, którzy czuli, że chcą przez naukę wzbogacić swoje życie. 
Chciałbym, jak już wcześniej wspomniałem, żeby kontakt między wykładowcami a studentami był bliższy, np. za pośrednictwem działających kół naukowych, wspólnych wydawnictw studentów i wykładowców. Łatwo można zauważyć jak ludzie zmieniają się przez okres studiów, pod względem wyglądu, ale także sposobu zachowania, mówienia i oczywiście posiadanej wiedzy.
Boli jeszcze jedna rzecz, że studenci coraz częściej jako źródło podstawowej wiedzy wykorzystują internet, radio czy telewizję zamiast książki. 

Rozmawiała Małgorzata Bzówka


Wydawca - Wyższa Szkoła Zarządzania i Administracji w Zamościu, ul.Akademicka 4, tel.63-82-630.
Redakcja - Małgorzata Bzówka (redaktor naczelny), stali współpracownicy - Joanna Giruć, Katarzyna Kimak, 
Anna Sacewicz, Bogdan Kawałko, Władysław Molas, Adolf Wituch.