ISSN 1505-6058

NR 16 GRUDZIEŃ 2002 R.

CENA 1 ZŁ


  

Cudze chwalicie swego nie znacie

ROZTOCZE DLA ZUCHWAŁYCH - MINIPRZEWODNIK CAŁOROCZNY

 Niewielu jest chyba turystów zafascynowanych całodniową wędrówką po płaskim jak stół polu. 

Większość z nas chciwie wypatruje zaburzeń w horyzoncie - jakiejkolwiek górki. Jedynie obszary z charakterem, czyli mocno urzeźbione - warte są Twego cennego czasu i kasy. I nie musisz, wiedziony tzw. „owczym pędem” – pchać się w góry pełne niedzielnych cyklistów, „strażników przyrody”, płatnych parkingów, amatorów cudzych kółek i innych zjawisk paranormalnych.

Roztoczańskie bezdroża, pocięte gęstą siecią wąwozów, ozdobionych srebrzystymi potoczkami, skąpane w leśnej głuszy są jednym z największych wyzwań dla turystów pieszych oraz rowerzystów wszelkich opcji. Szczególnie zaś tych, którzy przedkładają zmagania z Dziką Przyrodą nad kontakty z dzikimi współbraćmi. 

Proponuję Ci przeto pozostawienie odcisków protektorów gdzieś między Kraśnikiem a Lwowem – w urokliwej krainie pofalowanych wzgórz, nasyconej śladami burzliwej historii, przepełnionej spokojem tak rzadkim w sławetnych kurortach - hałaśliwych metropoliach przemysłu turystycznego.

Artykuł nie jest adresowany wyłącznie dla maniaków roweru. Jeśli wzdrygasz się na myśl o pomyśle jazdy po śniegu czy błocie, zostaw złom w garażu a na roztoczańskie bezdroża wybierz się z plecakiem.
Wszelkie powszechnie znane informacje dotyczące Roztocza wypełniają tomy opasłych przewodników, więc zręcznie je pomijając przechodzę do sedna, czyli... Dokąd udać się, by adrenalina zawrzała w żyłach?

Część I  
WĄWOZY–TUNELE EUFORII 
ROZTOCZE ZACHODNIE

Przypatrując się mapie topograficznej, przedstawiającej fragment „Piekiełka” odnosimy wrażenie, że wykreślił ją jakiś obłąkany kartograf. Pełno tu surrealistycznych potworków o kształtach zbliżonych do koralowców lub ośmiornic. Dziwaczny przebieg poziomic, linii dróg, obrysów wąwozów - zdradzają niezwykłość tak odwzorowanego terenu. Nie są jednak w stanie oddać atmosfery niezwykłości „Krainy Lessu”. 

Nie wdając się w naukowe niuanse wyjaśnię, że less w postaci drobnego pyłu przyleciał do nas sprzed czoła lądolodu w epoce lodowcowej, a gdy przysiadł po wyczerpującej podróży - wody wydrążyły w jego warstwach wspaniałe wąwozy.
Dzięki temu teren ma tu niesłychanie skomplikowaną rzeźbę, uniemożliwiającą jakiekolwiek gospodarcze wykorzystanie, a  co istotne dla każdego szalonego rowerzysty, stanowi doskonały poligon do szaleństwa na dwóch kółkach.

Naturalny wąwóz lessowy to głęboki nawet na kilkanaście metrów tunel o urwistych, a często przewieszonych ścianach i płaskim dnie, od którego odchodzą liczne, równie stromościenne ramiona. Przy znacznym ich nagromadzeniu i rozwinięciu, teren staje się niemal nie do przebycia. Zwłaszcza gdy zapragniesz pokonywać go w poprzek rozcięć. Systemy wąwozowe mogą kojarzyć się z labiryntem i podobnie jak on sprawiają duże problemy w orientacji. Znaczne zalesienie i zakrzaczenie tych form dodatkowo utrudnia penetrację. Niezbędny kompas pozwoli Ci na powrót do cywilizacji i uchroni od wielogodzinnej tułaczki. Liczne przegłębienia (kotły sufozyjne), zaułki lessowych ścian, zawieszone wysoko ponad Tobą bajkowe korzenie - ekscytują zwłaszcza o zmroku powykręcanymi na wszystkie strony ramionami. Emocje związane z pokonywaniem trudności w terenie bezludnym i fascynującym niezwykłością - sprawiają, że warto zmierzyć się z trudami jego eksploracji.

Prawdziwe ekscesy erozji wąwozowej zachwycają obserwatora w trakcie wiosennych roztopów oraz letnich ulew. Wówczas na Twych oczach rozgrywać się będą widowiskowe zjawiska - począwszy od małych osypisk, a skończywszy na potężnych obrywach całych ścian czy zapadaniu się stropów podziemnych pieczar. 

Kopulaste wzgórza Roztocza Szczebrzeszyńskiego rozcięte suchymi dolinami są oczywiście dostępne dla wszystkich - i tych mniej wprawnych. Pamiętać należy tylko, że wnętrze regionu jest bezludne i bezwodne, a w czasie letnich upałów pokonywanie wzniesień powoduje znaczną utratę płynów z organizmu. 

PIESZO LUB NA KOŁACH

Pogmatwana topografia oraz brak punktów orientacyjnych komplikują penetrację terenu, który często przypomina iście diabelski labirynt. Stąd środkową część międzyrzecza Gorajca i Wieprza miejscowa ludność nazywa „Piekiełkiem”, bo jak powiadają starzy ludzie: „- Oooo! – Po nie jednym wędrowcu Panie słuch wszelki zaginął”

Wysokości względne na omawianym obszarze wynoszą przeszło 100m (największe wzniesienie – Góra Dąbrowa, koło Lipowca sięga 343,8 m npm. ). Duże spadki terenu sprzyjają entuzjastom DH1. Zjazdy są szczególnie efektowne i emocjonujące, gdy prujesz wzdłuż wąwozu – jego dnem. Twory te bowiem są niezwykle kręte, długie, wąskie i głęboko wcięte. Stwarza to wrażenie jazdy torem bobslejowym. Polecam pokonywanie zakrętów podobnie jak bobslej – poddając się sile odśrodkowej i wjeżdżając na ścianę „toru”. Czasem podczas obłędnego zjazdu zza zakrętu wyłania się wypełniający całą formę – ciągnik z trzema przyczepami. Warto o tym pamiętać – ale nie przesadzajmy z ostrożnością. Urok zjazdu wąskim, nieprawdopodobnie krętym wąwozem polega właśnie na tym, że nie masz pojęcia co zobaczysz za milisekund kilka.

Less jest skałą niezwykle podatną na rozmywanie przez spływające wody, stąd w dnach wąwozów spotkasz liczne wyrwy i doły. Można też natknąć się na korytarze podziemne, zapadające się stropy pieczar. Na szczęście skały lessowate są zwykle miękkie (szczególnie gdy wilgotne), stąd poważne kontuzje nie grożą nawet przy poważnych upadkach. Bawiąc tu, wybieram jakiś wymoszczony listowiem wąwóz i dla uciechy – prowokuję wypadki. Na przykład wylatując przez kierownicę przy jakiś 30km/h. Zadziwiające, ale coraz większą frajdę mam z przewracania się niż z jazdy!!! Czyżby taki osobliwy powrót do lat szczenięcych?!? 
Poza techniką jazdy i „parą w kolanach”2 (zwłaszcza zimą) przydatna jest znajomość mapy i jako taka orientacja w terenie – drobiazgi, bez których możesz droga Czytelniczko (Czytelniczku) nie wrócić na noc do ludzi. Szczególnie garb Roztocza Szczebrzeszyńskiego (ale i spore połacie Gorajskiego, na zachód od rzeki Gorajec) są niemal nie zamieszkałe. Wiąże się to bezpośrednio z głębokim zaleganiem wód podziemnych oraz całkowitym brakiem wód powierzchniowych. Podczas szarpania korbą w dni upalne niezbędne są spore zapasy płynów. Odradzam w ogóle zbyt ambitne harce (zwłaszcza uphillu3) przy ekstremalnych temp. powietrza, co może łatwo skończyć się przegrzaniem wnętrza czaszki. W razie kłopotów najłatwiej odnaleźć cywilizację zjeżdżając którąkolwiek doliną czy wąwozem – cały czas w dół. Na wschód lub na zachód! W ten sposób szybko dotrzesz do osiedli rozlokowanych w dolinie Wieprza lub Gorajca. Przy ewakuacji lepiej unikać kierunków południkowych, co grozi wielogodzinną tułaczką i nocą pod gwiazdami. Po kilkunastu gorących dniach bez opadów, drogi R. Szczebrzeszyńskiego zaczynają upodabniać się do tych z relacji z wyścigu Dakar – Kair. Pył lessowy tworzy za pędzącym rowerem ogromną chmurę. Warto to uwiecznić na zdjęciach.

Wysoko wyniesione kopulaste wzgórza lessowe, mocno nagrzewane przez słońce wymuszają prądy wznoszące powietrza (zabierz glajt4). Dwie szerokie doliny po bokach dostarczają wilgoci, co razem sprzyja powstawaniu potężnych nawałnic, podczas których dojść może do spływów mas lessowego szlamu. A wtedy ratuj się kto może!!! Po intensywnych opadach lub roztopach, ta dziwna skała pylasta przeistacza się w żółtą papkę – wyzwanie dla sprzętu i talentu. Zimą dochodzi jeszcze problem ze śniegiem. Przy jego miąższowej pokrywie i dodatnich temp. powietrza, każdy bike staje się dziwem techniki zdolnym do ruchu jedynie na plecach właściciela. Co innego, gdy śniegu leży niewiele i to w postaci przekrystalizowanej, zlodzonej skorupy. Raj dla pojazdów na kolcach!!! Prędkości uzyskuje się wówczas letnie, a adrenaliny masz tyle, że możesz ją zlewać do bidonów na później.
Tym, którzy zamiast roweru wolą na plecach nieść plecak - polecam pieszą penetrację niedostępnych jarów. Pieszo oznacza często „na czterech łapach”. Przypomina to czasami wspinaczkę skałkową, z tym, że skała jest sypka i miękka, a ryzyko upadku sprowadza się do ubrudzenia żółtawym pyłem i najwyżej lekkiego odbicia nerek.

Zachodnie skłony R. Szczebrzeszyńskiego docenią owładnięci jeszcze inną manią – miłością zmysłową. Zachodzące za malownicze grzbiety roztoczańskie – słońce wygląda zachwycająco z wysokiej krawędzi zawieszonej nad dnem doliny Gorajca. Te wizualne efekty połączone z brakiem osadnictwa stwarzają optymalne warunki dla miłosnych igraszek. Zwłaszcza że, jak już wspomniałem – lessowe podłoże nie sprzyja kontuzjom.

Wszystkich, którzy po raz pierwszy pokonywać będą „kraj lessu” polecam poniższą trasę, wykorzystującą znakowane szlaki turystyczne. Niestety, teren jest tak zawikłany topograficznie, że projektowany przecież dla powolnych pieszych szlak, nie sprawdza się jako „droga rowerowa”. Co chwilę osiągasz zawrotne prędkości, a pochłonięty przeskakiwaniem wyrw w drodze, nie dostrzegasz zabrudzonych farbą drzew. Gubisz szlak. Brakuje tu znaków orientacyjnych, a niezliczone zniszczone erozją dróżki ciągle się rozwidlają. Do tego ciągłe zjazdy, podjazdy, to w lesie, to polami. 

START – ETAP 1

Szczebrzeszyn – Szperówka, szlakiem czerwonym (partyzanckim).
9km, maksymalnie 1h jazdy.

Po zaparkowaniu samochodu przy Rynku, zakup spore zapasy płynów, bo opuszczając Szczebrzeszyn opuszczasz cywilizację.
Ulicą Sądową ruszasz w górę na płn.-wsch. Po lewej mijasz cerkiew i skręcasz w lewo - osadzoną w płytkim wąwoziku ulicą Cmentarną dalej w górę. Przed cmentarzem skręć w prawo. Brukowaną, długą, ciągle wznoszącą się drogą wg czerwonych znaków wspinasz się na wierzchowinę. Z niej rozległy widok na lasy Roztoczańskiegi Parku Narodowego i szeroką dolinę Wieprza. Znak na samotnej sośnie – opuszczasz bruk, skręcasz w prawo i po krótkim acz szalonym zjeździe wypadasz na dno płytkiej dolinki. Dalej prosto (znak) nieco pod górę, kolejnym wcięciem drogowym – głębszym za to i dzikszym. Urwiste ściany zniżają się – przed poletkiem w prawo. Lekko pochyłą drogą w dół i kolejnym mini-wąwozem z ostrym zakrętem. Wąwóz zmienia charakter – jest głębszy, ale o mniej nachylonych, zielonych zboczach. Przy wylocie za znakami w prawo, osią głębokiej doliny z tarasami pól na zboczach. Po chwili pod kątem prostym w lewo (wytarty znak na drzewie). Piętrzącą się drogą prosto na północ. Stromo, oj stromo! Po wykańczającym – zwłaszcza w słońcu – podjeździe rozstaj i wyraźny znak na samotnym buku - w lewo. Teraz długą, odprężającą, bo równoległą do poziomic drożyną. Po lewej klamce5 (na południu) ładne widoki i jak dotąd ani śladu życia. Trzymając się tej drogi, docierasz do myśliwskiej ambony z nr. 8. Wcześniej - wysoko na wierzchowinie widoczna wieżyczka i dach – to Szperówka. To na południu, ale Ty od ambony pomykasz na zachód. Dość głębokim wcięciem drogowym. Później grzbietem zajętego przez pola garbu, na płd.-zach. Stopniowo nabierasz wysokości jadąc długą i wąską górą. Widok na wschód powiększa się o kolejne plany. Wreszcie Szperówka. Wypadasz na asfalt – nim w lewo (na południe). Przy pomniku żołnierzy AK kończy się partyzancki szlak i etap pierwszy.
Jeżeli masz dosyć, asfaltem przez Szperówkę szybko dotrzesz do auta. Jeśli nie:

ETAP 2

Szperówka –Kawęczynek, szlakiem niebieskim (partyzanckim)
10km, 1h jazdy przy suchej nawierzchni i umiark. temp. powietrrza.
Nowiutkim asfaltem na południe. Po prawej klamce dalekie, malownicze wzgórza R. Gorajskiego, w dole rzeka Gorajec i miejscowość o tej samej nazwie. Asfalt prowadzi na zachód i ostro w dół ku przestronnej dolinie. Doskonała okazja do pobicia swego rekordu prędkości. Śmiało prój w dół, a o tym, że będziesz musiał wrócić tą samą drogą – nie myśl teraz. Powstrzymaj pęd dopiero na samym dole no i... zawróć z powrotem. Warto było! Po wdrapaniu się i wyjechaniu z umocnionego betonem wąwozu, droga asfaltowa skręca na północ, więc opuszczasz ją i kręcisz łysą wznoszącą się wierzchowiną na południe – czyli na prawo. Stąd panorama jeszcze pełniej oddycha przestrzenią. Brakuje znaków, więc skręcasz na płd.-wsch. (lewo), by po chwili odnaleźć farbę na jednym z grupki drzew. Pomiędzy nimi stary drewniany krzyż przydrożny. Dalej w tym samym kierunku, falistą polną drożyną równolegle do linii niskiego napięcia (znaki na słupach). Przy słupie nr 57 rozjazd – w prawo. na południe i w górę. Pokonujesz kopulaste wzgórze i zaraz szybko w dół. Lekko w prawo i znowu pod górkę. Jedziesz wolniej, więc spójrz – po prawej klamce stromo opadające tarasy pól i okno wśród drzew na R. Gorajskie.

Zauważ, że tam, gdzie widzisz drzewa – ukrywają się jary, zaś pola zajmują mniej nachylone stoki i płaskie wierzchowiny. Utrzymuj kurs południowy i płd.-zach. Łysą wierzchowiną bez znaków do rozjazdu na 4,5 km – tu łyknij coś i spójrz – z tyłu znajome druty. Droga zaczyna opadać, biegnąc skrajem zarośniętego buczyną, naturalnego systemu wąwozowego. Objeżdżamy go, by wkrótce ostro pomknąć pełną wyrw, głębiej wciętą drogą. Rzut oka na znak w lesie – w lewo. Skręcasz i teraz uwaga! Od tej chwili masz ok. 5,5 km zjazdu aż do Kawęczynka! Od punktu wysokościowego 304,6 m npm. do wys. ok. 230m npm. we wspomnianej wsi. Szarpnij korbą, zapomnij o znakach – droga jest jedna – cały czas w dół! (Dla rowerzystów bez doświadczenia lub solidnego sprzętu zalecana rozwaga!). Początkowo pędzisz ciasnym wąwozem drogowym, który poszerza się i zapełnia zielenią. Pełno odnóg po obu stronach. Stopniowo nachylenie zmniejsza się, aż wylatujesz z lasu i z wąwozu, do rozświetlonej doliny. U wylotu jedna chałupinka (Kol. Kawęczynek). Prosto i potem w prawo. Po lewej efektowna jesienią buczyna, na stromych stokach, dalej pękaty masyw Czubatej Góry (324 m). W dole pierwsze zabudowania Kawęczynka. Drożyna wije się miedzy zabudowaniami i nagle zaskoczony zatrzymujesz się na samym dole, w dnie doliny. Lekceważąc znak, rachitycznym asfaltem w prawo. Wkrótce drogą gruntową a gdy piasek zaskrzypi w łańcuchu i wjedziesz w sosnowy lasek - spójrz na lewo. W cieniu sosen ławeczki i miejsce na ognisko. Czas na piknik!

Latem przeciętnemu bikerowi to wystarczy. Bardziej ambitnym polecam, jako zwieńczenie dzieła – podjazd pod wzniesienie górujące od płd.-zach. nad wsią. 

Od ogniska wciąż piaszczystą drogą i przy najbliższym rozjeździe ostro w górę na lewo. Taką mroczną i niewyraźną leśną drożyną. Nawet ciągniki wspinają się zakosami, a ja dam sobie noski6 urwać, że nie wykręcisz na sam szczyt! Gdy droga wydaje się niknąć, a drzewa rzedną, skręć w lewo i polem ku pobliskiej kulminacji (313 m). Panorama zaiste godna wysiłku! Przestrzeń 360 stopni wokół Twej głowy! Krajobrazy dzikie, a jesienią pełne żółci i czerwieni. Na płn.-wsch. Czubata Góra – teraz jakby mniejsza, na wschód i płd.-wsch. lasy Roztoczańskiego Parku Narodowego... ...Cisza!

Asfaltem przez Kawęczyn wrócisz do Szczebrzeszyna (ok. 6 km). 
Po oswojeniu się z „Piekiełkiem” – czas na dalszą penetracje terenu, polegając na własnych siłach. Szczególnie gorąco polecam włóczęgę w mym ulubionym stylu. Robię to tak: 



- Wjeżdżam w wąwóz – jeden, drogi, trze... Skręcam w lewo albo w prawo. Bezmyślnie wybierając kierunek. Zapominając gdzie północ, gdzie południe. Błądzę! Błądząc, jestem w najwyższym stopniu zaskakiwany przez napotykane przeszkody terenowe, krajobrazy, zwierzynę itp. Chodzi o to, by odkrywać! Gdy zbliża się czas odwrotu – wyjmuję mapę, pokrzepiam ciało strawą i napitkiem, prędzej czy później docieram do bazy. 

A najlepszą bazą wypadową jest Szczebrzeszyn, w którym wedle legend nawet chrząszcze pomykają na welocypedach. Tani, a nawet darmowy nocleg znajdziesz w każdej wsi w okolicy. Ludziska są tu jeszcze nie zdemoralizowane przemysłem turystycznym i nie dostrzegają Twojej sakiewki. Namiot rozbijesz wszędzie, bez jakichkolwiek opłat. Szatański wynalazek pola namiotowego jest tu jeszcze nieznany.

MAPY, PRZEWODNIKI:

  • „MAPA TOPOGRAFICZNA POLSKI – wydanie turystyczne”, 1:100 000, arkusze: Kraśnik, Zamość 

  • „ROZTOCZE ŚRODKOWE” PPWK, 1:100 000

  • „ROZTOCZE. OD KRAŚNIKA DO LWOWA”, 1:200 000

  • „ROZTOCZE. Puszcza Solska, Lasy Janowskie i Wyżyna Wołyńska” Artur Pawłowski, W-wa 2000

SŁOWNICZEK DLA NIE WTAJEMNICZONYCH:


0”Piekiełko” - fragment Szczebrzeszyńskiego Parku Krajobrazowego o największym natężeniu wąwozów. Arcytrudny ze względu na orientację i trudności terenowe.

1DH
– skrót od „downhill”, co na polski tłumacząc oznacza karkołomny zjazd ze stoku pojazdem jakimkolwiek, wyposażonym w koła. Najbardziej emocjonujące chwile podczas podróży bicyklem.

2para w kolanach
– kondycja kończyn dolnych niezbędna w każdym ekstremalnym zajęciu sportowym, prócz szachów.

3uphill
– przeciwieństwo downhill«u - szalony podjazd osobnika nie liczącego się ze stanem swego serca, stawów, mięśni i łańcucha.

4glajt
– kawał lekkiej tkaniny uczepionej do Twego ciała za pomocą linek – służącego do szybowania w przestworzach na wzór Ikara i innych ptaków. 

5klamka
– to po prostu dźwignia hamulca ręcznego w twoim bikerze – czyli rowerze. 

6noski
– specjalne paski i klamry spinające but z pedałem, coraz rzadsze, zastępowane obecnie „klikami”.

Od Red. Druga część wędrówki w kolejnym numerze „NF”.

Tekst i weryfikacja w terenie: Tomasz Piotrowski (www.extreminada.com)
Fotografie: Marek Piotrowski (www.extreminada.com)


Wydawca - Wyższa Szkoła Zarządzania i Administracji w Zamościu, ul.Akademicka 4, tel.63-82-630.
Redakcja - Małgorzata Bzówka (redaktor naczelny), stali współpracownicy - Joanna Giruć, Katarzyna Kimak, 
Anna Sacewicz, Bogdan Kawałko, Władysław Molas, Adolf Wituch.