ISSN 1505-6058

NR 15 PAŹDZIERNIK 2002 R.

CENA 1 ZŁ






  

EKONOMISTA – ZAWÓD UNIWERSALNY...

JAK MAM TO NIE MAM

Rozmowa z prof. dr. hab. Wacławem Grzybowskim, kierownikiem Katedry Ekonomii WSZiA

- Od wielu lat zajmuje się Pan zagadnieniami ekonomii i ryzyka, i ma Pan w tych dziedzinach wiele osiągnięć. Jeżeli jeszcze raz stanąłby Pan przed wyborem kierunku studiów, czy ponownie byłaby to ekonomia?

- Szczerze mówiąc na studiach ekonomicznych znalazłem się przypadkowo. Wówczas nie było tylu informatorów rekrutacyjnych i moja wiedza na temat tego, co dają poszczególne kierunki była uboga. Stąd wybierałem studia jak najbliżej domu. Jeszcze na tydzień przed maturą miałem iść na prawo, a nie miałbym żadnych problemów, bo miałem dyplom przodownika nauki, dlatego musiałem się tylko zapisać, nie zdając egzaminów. Jednak „dzięki” jednemu z moich kolegów trafiłem do Wyższej Szkoły Ekonomicznej w Łodzi na kierunek ekonomia. 

Zestaw przedmiotów, który obowiązywał na studiach przyprawił mnie niemal o ból głowy: statystyka, historia gospodarcza, geografia gospodarcza, matematyka. Ale przez I rok udało mi się „przebrnąć” ze średnią 4,8. Przez trzeci semestr studiowałem jeszcze w Łodzi, a potem przeniosłem się do Warszawy, sądząc, że tam jest wyższy poziom. Okazało się to nieprawdą. 

Muszę przyznać, że ówczesne studia ekonomiczne były łatwe, ponieważ były słabo zmatematyzowane. Wówczas studia były dwustopniowe. Po ukończeniu I stopnia tylko niewielka grupka miała szansę kontynuować naukę na studiach stopnia II. Ja osobiście po ukończeniu studiów I stopnia podjąłem pracę w średniej szkole ekonomicznej. W tym czasie obroniłem pracę magisterską (w 1955 r.) i zacząłem myśleć o doktoracie. Pomógł mi w tym prof. Bronisław Minc, dzięki którego pomocy dostałem etat starszego asystenta w Szkole Głównej Planowania i Statystyki. Po 17 miesiącach byłem już po doktoracie. Żeby nie stracić przyznanego mi stypendium, musiałem jeszcze przez trzy lata pracować w uczelni wyższej. Początkowo myślałem o pracy w Toruniu, ale koniec końców znalazłem się na lubelskim UMCS. Dalej wszystko potoczyło się także przypadkowo. Po uzyskaniu tytułu doktora nie miałem zamiaru się habilitować, ale prof. Minc nie dał za wygraną i w 1967 r. opublikowałem pracę habilitacyjną. To była pierwsza w Polsce praca na temat ryzyka. 

Będąc więc na miejscu młodego człowieka zadającego sobie pytanie „I cóż dalej?”, a mając doświadczenia profesora, bez zastanowienia wybrałbym ekonomię. Zaczynając swoje studia, najbardziej bałem się tego, że będę musiał pracować w rachunkowości, bo nie mogłem zrozumieć, że „ jak MAM, to nie mam, a jak WINIEN, to mam”, ale z czasem zrozumiałem także to i w rezultacie rachunkowość zdałem na 5. 

- Jak Pan sądzi, czym spowodowany jest coraz mniejszy obecnie nabór na kierunki ekonomiczne? Czyżby studia te stawały się coraz mniej atrakcyjne? 

- O tym, iż wykształcenie ekonomiczne daje różnorodne korzyści świadczy fakt, że nie tylko uniwersytety prowadzą studia ekonomiczne, ale także prawie wszystkie politechniki. Stąd taka duża konkurencja wśród uczelni, bo gdyby do dnia dzisiejszego kierunki ekonomiczne były wykładane tylko w uczelniach, które zajmowały się tym jeszcze 6 lat temu, to nawet przy niżu demograficznym nie miałyby one problemów z naborem. To nie brak kandydatów, ale nowo powstałe uczelnie powodują, że z każdym rokiem jest coraz mniejszy nabór na ekonomię (także w WSZiA). 

Nie sądzę, że atrakcyjność studiów ekonomicznych spadła, tylko jest to spowodowane właśnie powstawaniem coraz większej ilości uczelni w poszczególnych miastach. W początkowej fazie istnienia Wyższej Szkoły Zarządzania i Administracji w Zamościu studiowało tu mnóstwo osób z Lublina i jego okolic. Byłoby tak dalej, gdyby nie to, że w tym mieście pojawiły się uczelnie mające w swojej ofercie kierunek ekonomiczny. Są one konkurencyjne w stosunku do Zamościa w tym sensie, że zabierają kandydatów z tego regionu. Spowodowane jest to tym, że potencjalny kandydat na studia zwraca obecnie uwagę nie tylko na jakość przekazywanej wiedzy, ale także na odległość uczelni od miejsca zamieszkania czy wysokość czesnego w danej placówce. 

Moim zdaniem rola ekonomistów będzie rosła, a nie malała, z tym, że będzie rosło zapotrzebowanie na dobrze wykształconych ekonomistów.

- Czy istnieje jakiś sposób na poprawę jakości kształcenia przyszłych ekonomistów?

- Szeroki profil nauczania jest sposobem na poprawę jakości kształcenia ekonomistów. Według mnie specjalności na samym kierunku odgrywają drugorzędną rolę. Biorąc pod uwagę chociażby znalezienie pracy za granicą, zostało już sprawdzone to, że zaadaptować się jest najłatwiej właśnie ekonomiście, ze względu na to, że kierunek, który studiował jest kierunkiem najbardziej życiowym. Jedyną rzeczą, którą musi dobrze poznać, jest język kraju, do którego się udaje. Student ekonomii w Wyższej Szkole Zarządzania i Administracji nie może narzekać na zbyt małą liczbę godzin lektoratu. 

- Czy podjąłby się Pan profesor stwierdzenia, że ekonomiści mają najbardziej wszechstronne przygotowanie do podjęcia pracy?

- Ekonomista znajdzie zatrudnienie w każdej dziedzinie działalności, ponieważ ekonomiści są potrzebni nie tylko w przemyśle, nie tylko w handlu, nie tylko w administracji, ale praktycznie w każdej branży. Stąd praktycznie od początku istnienia studiów ekonomicznych, które wykrystalizowały się po I Wojnie Światowej, uczelnie przygotowywały ekonomistów do wszystkich dziedzin życia. 

Wszelki wzrost gospodarczy stwarza zapotrzebowanie na organizatorów. Gdy zakłady przemysłowe czy handlowe są jeszcze w trakcie tworzenia, to już potrzebują ekonomistów. Podobna sytuacja kształtuje się w przypadku tworzenia filii banków, w których większość pracowników stanowią absolwenci kierunków ekonomicznych. 

- W Wyższej Szkole Zarządzania i Administracji w Zamościu utworzona została nowa Katedra Finansów i Bankowości, której kierownikiem został prof. dr hab. Jerzy Węcławski. Do tej pory wszystkie specjalności, tzn. bankowość i ubezpieczenia, finanse i rachunkowość oraz marketing i handel międzynarodowy podlegały pod Katedrę Ekonomii, prowadzoną przez Pana Profesora. Wobec tego co teraz?

- Profesor Węcławski robił u mnie magisterium, doktorat, habilitację, uczestniczyłem także w Jego przewodzie na tytuł profesora, dlatego też myślę, że będzie nam się dobrze współpracowało, tym bardziej, że pracownicy obu Katedr też będą musieli wspomagać się nawzajem. Nie boję się tej współpracy, ponieważ jeśli chcemy, żeby znaczenie ekonomii było duże, zarówno dziś, jak i w przyszłości, należy zostawić po sobie godnych następców.

- Być może ta współpraca zaowocuje nowymi specjalnościami w WSZiA? 

- Uważam, że uczelnia powinna wyjść z szerszą ofertą w zakresie nauk ekonomicznych. W czasie, gdy Polska znajduje się w drodze do Unii Europejskiej, WSZiA powinna pomyśleć o specjalnościach typu stosunki międzynarodowe. Od tego roku wprowadzona została co prawda specjalność integracji europejskiej i polityki regionalnej, ale dotyczy ona studentów administracji. 

Rozmawiała Anna Sacewicz 

Rozmawiała: Anna Sacewicz


Wydawca - Wyższa Szkoła Zarządzania i Administracji w Zamościu, ul.Akademicka 4, tel.63-82-630.
Redakcja - Małgorzata Bzówka (redaktor naczelny),  stali współpracownicy - Joanna Giruć, Katarzyna Kimak,
Bogdan Kawałko, Władysław Molas, Adolf Wituch.