ISSN 1505-6058

NR 14 MAJ 2002 R.

CENA 1 ZŁ


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

  

Władysław Ćwik

Dziennik pisany nocą, bo w dzień się ganiało, 
O tym jak "Panaceum" do Francji jechało


Introdukcja

Czcząc Jubileusz Zamojskiej Uczelni 
Rzekł Rektor : "Moi pracownicy dzielni,
Data wstąpienia do Unii się zbliża,
Więc na koszt Firmy skoczcie do Paryża
Zobaczcie, co nas łączy, a co dzieli
Po drodze wstąpcie także do Brukseli
Niech wiedzą, co im wnet przyniesie Wiater :
Krzaka, Leppera, naszą Alma Mater...
Jeśli finansów kapnie Kanclerz Janek 
Na Zachód ruszą persony wybrane -
Oraz osoby im towarzyszące...
(Te pełno płatnie - to jasne jak słońce)..."

By się ziściła ta wzniosła idea
Wnet wynajęto aż dwa "Panacea" 
Jedno - wypełni zamojska publika
Drugie - przez Rzeszów i Lublin pomyka
W tym to ostatnim z dzielną Panią Elą 
Mnie - wraz z rodziną - przygody się ścielą...
Za kółkiem "R-ki", Ryszard oraz Romek 
Każdy Caruzo - nie jakiś ułomek!
Tu więc się zacznie opowieść bombowa
Jakem z Lublina do Francji wędrował!

Peregrynacji dzień pierwszy (29.04.2002)

Nic nadzwyczajnego - po "lekkim" spóźnieniu
Mkniemy już ku swemu cnemu przeznaczeniu
Mercuś nasz do kresów zachodnich pomyka
Tu w miasteczku Torzym zgłodniała publika
Spożyje swój pierwszy podróżny posiłek.
Już wkrótce granica - i zdumienie miłe...
Bowiem podziwiając służb granicznych wprawę,
W godzinę z okładem kończymy odprawę
Dalej przez Niemcy, niezłą autostradą,
Nasze dzielne zuchy "Panaceum" jadą!


Peregrynacji dzień drugi (30.04.2002)

Rankiem Holandii skrawek nas powitał
I wnet już Belgia, zielenią spowita,
Granic nie widać - cóż to za porządek!
Nikt do odprawy nie ustawia w rządek!
Żadnej atrakcji, żadnej Zoll-Kontroli
Ta nuda wkrótce nas także zaboli!

Oto Bruksela z przeszłością bogatą -
Jedźmy zobaczyć przed kwaterą NATO
Jak polska flaga na maszcie łopoce.
Na to w podróży warto zarwać noce ...
Nie ma gadania - służby porządkowe
Każą odjechać - są nader surowe.
Pewnie z nas któryś facetowi z "NATA"
Wydał podobny się do Arafata.
Więc niechaj w planach nie zamiesza nam to.
Jak nie na NATO - to jedźmy na "tamto"...
Dziś na zabytki bądźmy zwłaszcza czuli.
Kościół Michała i świętej Guduli 
Tu Wielki Rynek - domki jak z piernika
I Pis Manneken, co bez przerwy sika ...
Płci równoprawność jest tu zachowana:
Sika dziewczynka, z dołu podkasana. 
To samo zróbmy w jednym z licznych barów
Po zakupieniu koroneczek paru ...
Lub obejrzeniu muzeum malarstwa....
Jedźmy, bo czeka nowych wrażeń garstka
Oto już Francja - cel nasz podstawowy.
I w Lille nasz pierwszy nocleg hotelowy.
Po kolacyjce w self - serwowym "Flunchu" 
Obok wiatraków śpimy - jak na ranczu 

Dzień trzeci (1.05.2002)

Rankiem po śniadanku wręcz kontynentalnym
(co sił nam dodało minimum witalnych)
Mkniemy ku Loary uroczej dolinie,
Gdzie zamków obfitość - jak grzybów w dębinie.
Pierwszy nad Cher rzeczką Chenonceau wspaniały 
Damski zamek - panie tu wciąż rozrabiały:
Diana - urodziwa króla Henia flama 
I Kaśka Medycejska, nader groźna dama 
Tudzież parę innych białogłów w koronach.
Ich bytność na zamku jest uwidoczniona.
Płócien tutaj bez liku i kominków mrowie,
Biega po komnatach zadyszany człowiek.
Wielki obiekt w Blois nawiedzamy twardo,
Który uzupełniał sam mistrz Leonardo 
Dalej sen Franciszka (miał widać koszmary) 
I znów do Paryża - wzdłuż płytkiej Loary.
Na wstęp do zameczków złoży się publika. 
Pyta pani Ela: Kto na ochotnika?
Z żelazną logiką zebrać forsę sztuka.
Jest już specjalista - pan profesor Łukasz 
Mój przyjaciel Tadeusz - profesor od matmy 
Obliczy wymiar składki - zabieg nie za łatwy,
Gdy zaś się zaplącze w szczegóły niektóre,
Pospieszy z pomocą profesor Jan Kurek. 
Jeśli są kłopoty - przejdziemy i przez to,
Na pokładzie mamy samą panią kwestor. 
Najzawilsze sprawy wyjaśni pragmatyk,
Sam profesor Wiesław, biegły informatyk. 
Jednym słowem cała wytrawna ekipa
Czuwa, żeby wojaż jak najlepiej wypadł...
Przed snem w self - serwisie zmiatamy trzy dania
I znów do hotelu - śpijmy do śniadania.
Hotel Agil przy Orly ma wszelkie wygody.
Ma trzy gwiazdki i czasem kroplę ciepłej wody...

Dzień czwarty (2.05.2002)

Pierwsze kroki dzisiaj ku katedrze wiodą.
Z wieży nas ogląda kumpel Quasimodo. 
Dobrze, że z naszego nie wypadł programu
Ten punkt podstawowy - zwiedzanie Notre Dame'u!
Potem nasi dzielni, wytrawni pątnicy
Wędrują przez obszar Łacińskiej Dzielnicy.
Korpus profesorski nie jest zachwycony.
Pedle nie wpuszczają do wnętrza Sorbony.
Jak Cambridge i Oxford - tak z Zamościem Paryż
Konkurują ze sobą, biorą się za bary.
Nie pomogła bytność Imć Kanclerza Jana. 
Postawa strażników - wręcz nieubłagana...
Niech ten ból złagodzi kolacyjka suta,
Gdzie świątynia sztuki rurami osnuta. 
O tej kolacyjce w owym Pompidole 
Po zwiedzeniu w.c. już zamilczeć wolę.
Niech mi raczej pierwsze danie pamięć poda:
Zielone ogórki plus kranowa woda!

Już nad nami Eiffel, zwany też Effelem.
Wieża ta poniekąd głównym naszym celem. 
Niestety, nie tylko cel to naszej grupy.
Od stania nam nogi wchodzą aż .... w głąb ciała
Potem znów w "labiryncie" tłuszcza ludzi stała....
Jednak okupiony obijaniem kości
Widok panoramy w duszy nam zagościł:
U stóp cały Paryż "by night" - w świateł łunie!
Po kolejnym szturmie już winda w dół sunie...
Osłodzą nam życie hotelu wygody...
Sacrebleu... znów w kranie nie ma ciepłej wody!
Co tam zresztą woda - w domu masz obficie.
Poznawaj paryskie słynne nocne życie!

Dzień piąty (3.05.2002)

I oto już Wersal. W tempie Krzyszkowiaka
Mamy chodzić po salach i z radości skakać.
Tu wzdłuż Apartamentów Wielkich nasza droga.
A jakie tu obrazy cudne ... ola boga!
Królowie w różnych pozach i królewskie żony
Oraz sam Napoleon jest tu uwieczniony
W momencie koronacji - i jego "famuła". 
Nasza dusza na takie sprawy nader czuła.
W odróżnieniu od Ruskich, którym dawał w kość on
A więc się rozprawili z Jego Wysokością...
Przez komnatę idziemy wielką, zwierciadlaną
Z koronacji Prusaka na cesarza znaną
Oraz z tego, że potem ten wersalski traktat 
Podpisano ... Dość grzęznąć w historycznych faktach!
Nie ma czasu, by zwiedzać te ogrody króla,
Bo wnet nasza wycieczka ku Luwrowi hula.
Tutaj nas wnet przejmuje przewodnik Joasia. 
Musimy się zmieścić w określonym czasie.
Wchodzimy w piramidę - choć program bogaty,
Nieliczne zobaczymy tylko eksponaty...
Oto Wenus z Milo - rąk wciąż jej brakuje.
U Francuzów jednak także coś szwankuje!
Tu Nike bez głowy - postać z Samotraki -
Ci Francuzi nawet w Luwrze mają braki!
Jest słynna Gioconda z uśmiechem tajonym. 
Ten nasz Leonardo - lepiej odrobiony,
Bo również przystojne jest na nim dziewczątko,
No i futerkowe prócz tego zwierzątko ...
Z tysięcy obrazów obejrzanych z bliska
Zapamiętać warto obraz weseliska :
Pan Jezus to huczne wesele zaszczycił,
Goście siedzą smutni - widać nie napici.
W stągwie właśnie leją wodę na to wino -
Zaraz biesiadnicy weselej "popłyną"...
Już pani Joasia z antenką i kwitkiem
Serwuje nam wnętrza cudne na dobitkę:
Tu przyjmował gości Trzeci Napoleon.
Jego zaś to chlubne oficjalne dzieło
Kontynuował czasem Pan Prezydent Francji
Czyniąc zadość wymogom Francji - elegancji .
Po wizycie w Luwrze wszystkim nam się widzi,
Że akcent końcowy czynią inwalidzi 
Uczciwszy sarkofag Małego Kaprala
Po bulwarze Clichy niesie nas ta fala
Spalinowych pojazdów - a tam przy self-grillu
Gigantyczna kolejka - osobników tylu...
Takich wielkich kolejek nie ma nawet u nas -
Czyżby to jakaś nowa Paryska Komuna?
Kiedy się jednak wsłuchasz w głosy - w sekund parę
To z łatwością rozpoznasz nadwiślańską gwarę
Po raz pierwszy w historii - niezwykłe zdarzenie
Oto mamy w Paryżu polskie oblężenie
Już wzięli wąwóz schodów, już tną kanoniery,
Już zdobyli Polacy przystawki, desery
Oraz te dania główne: rybne, albo mięsne...
Wreszcie się opłaciło czekanie nieszczęsne!
Aby uczcić ten triumf, ten sukces totalny
Wspinamy się - kto może - na Łuk Triumfalny 
Teraz do "panaceum" - na wszystko lekarstwa
I zmierza już ku Nancy polskiej nacji garstka
W stolicy Lotaryngii, gdzie rządził król Stasio 
Zasypiamy w hotelu, w późno nocnym czasie
Niejednemu ciąg dalszy - drobny koszmar śni się
Tego polskiego szturmu w Clichy self-serwisie.
Dzień przedostatni (4.05.2002)

Po późnym wstawaniu jedzie "Panaceum"
Już w kierunku domu - zanućmy "Te Deum".
Poprzez kilka landów Bundesrepubliki
Niosą mechaniczne mercusia koniki.
Żegnamy Bawarii "landszaft" idylliczny.
Wielki skok przez Czechy... Po zakrętach licznych
Osiągamy "Sport"- hotel, co jak chodzą słuchy
Położony jest w schludnym mieście Karaluchy.
Już w owych Karaluchach, a ściślej Kralupach 
Zasiadamy do stołu ... nareszcie jest zupa!
Opłaciła się nasza podróżna harówka:
Jest dobre, tanie piwo, jest i becherówka!

Dzień ostatni (5.05.2002)

Stół szwedzki nam tu z rana dość uciechy sprawił:
Zapewne Czechy leżą bliżej Skandynawii!
Złotą Pragę zwiedzamy wprost skoczną poleczką:
Most Karola i Rynek, Żydowskie Miasteczko...
Cześć Prago, do widzenia, czyli "nashledano"!
Nam szybko już do busu wsiadać rozkazano,
Bo drugie "Panaceum" - z tą zamojską grupą
Gdzieś już tam na nas czeka - mamy jechać kupą.

Epilog

Witaj nam polska ziemio, ty swojska, znajoma
Majowym bujnym kwieciem pięknie umajona:
Nam ten tydzień przygody zszedł - jak z bicza strzelił
Od świtu w poniedziałek - do późnej niedzieli
Będziemy snuć wspomnienia - raz głośniej, raz ciszej.
Ja swoje na gorąco - jak zwykle -opiszę .


Władysław Ćwik


Wydawca - Wyższa Szkoła Zarządzania i Administracji w Zamościu, ul.Akademicka 4, tel.63-82-630.
Redakcja - Małgorzata Bzówka (redaktor naczelny), Joanna Giruć, stali współpracownicy - Katarzyna Kimak,
Bogdan Kawałko, Władysław Molas, Adolf Wituch.