Na studiach nauczyłam się języka angielskiego - mówi Anna Stasieczek

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 




Agnieszka Wilgarz do "Warty" trafiła na praktykę. Obecnie tutaj pracuje.







Teresa Madej zamierza robić doktorat.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 



- Studiowało nas pięcioro z jednej rodziny - opowiada Jerzy Czerw

 



Na studiach Andrzej Dąbrowski pracował w uczelnianej kawiarence internetowej.

 

 



Radek Pomian nie zamierza wyjeżdżać z Zamościa.

 

 

 

 

 

 

 

 

 



 

 


Zdobycie certyfikatu ICC umożliwiło Marcinowi Orskiemu podjęcie pracy nauczyciela.

 Lepiej być studentem niż absolwentem!!!!???

Autor : Andrzej Wnuk

Motywy, dla których podejmują studia są różne i z perspektywy czasu trudno znaleźć osobę, która żałowałaby lat spędzonych na studiowaniu w WSZiA. Młodszym wyższe wykształcenie pomaga w znalezieniu pracy, starszym w awansie.
Nasi absolwenci są wszędzie: w bankach, firmach ubezpieczeniowych, produkcyjnych i usługowych, samorządach terytorialnych. W pracy cenieni są za fachowość i doskonałe przygotowanie. Jak dali sobie radę na rynku pracy, jak ułożyli sobie życie po studiach? 
Dziwne koleje losu
W 1998 r. Anna Stasieczek (22 lata) zdawała na psychologię na KUL. Nie dostała się, więc niejako z musu, żeby nie stracić roku, zaczęła studia dzienne na administracji.
- Po roku stwierdziłam, że psychologia nie była trafionym wyborem i że chcę skończyć administrację - mówi Ania. - Dziś, jakbym miała znowu wybierać, od razu poszłabym na ten właśnie kierunek.
Pochodzi z Krasnegostawu. W trakcie studiów przeprowadziła się do Zamościa. Za wynajęcie mieszkania musiała sama płacić. 
- Wystarczyło, że rodzice płacili czesne. Brałam więc dorywcze prace i jakoś się utrzymywałam - opowiada. 
Pod koniec 2000 roku przeczytała w "Gazecie Wyborczej" ogłoszenie brytyjskiej firmy Provident, która potrzebowała do oddziału w Zamościu pracownika administracji. Zgłosiła się. Została zaproszona na rozmowę kwalifikacyjną. Mimo, że z powodu strajku pielęgniarek na spotkanie spóźniła się ponad pół godziny, dostała tę pracę. 
- To dzięki studiom - mówi. - W szkole średniej uczyłam się angielskiego, lecz tak naprawdę, nauczyłam się go w Wyższej Szkole Zarządzania i Administracji. Znajomość tego języka w stopniu umożliwiającym swobodną konwersację była podstawowym i najważniejszym wymogiem. Nie dość, że firma jest brytyjska, to program komputerowy, który obsługuję, jest napisany w tym języku.
W pracy codziennej Anna Stasieczek wykorzystuje wiedzę zdobytą na studiach, zwłaszcza z zakresu prawa pracy i gdy ma do obliczenia składki ZUS. Z pracy jest zadowolona, choć nie wyklucza, że… wyjedzie z Zamościa. Na razie jest "uwiązana" bo w tym roku, po skończeniu licencjatu, rozpoczęła uzupełniające studia magisterskie w UMCS, zorganizowane przez WSZiA.
- Wszystkim, którzy zastanawiają się nad wyborem studiów, poleciłabym studia dzienne - mówi Anna Stasieczek. - Na zaocznych studiach magisterskich brakuje mi ćwiczeń, kontaktu z uczelnią. Choć może na licencjackich jest inaczej...
Z czasów, gdy studiowała "na dziennych" zapamiętała wykłady z prawa konstytucyjnego dr Wojciecha Orłowskiego.
- Potrafił zainteresować przedmiotem. Zawsze miał stuprocentową frekwencję - śmieje się.
Na pytanie, czy jest kobietą sukcesu, nie potrafi jednoznacznie odpowiedzieć.
- Jestem zadowolona z pracy, zwłaszcza jeśli chodzi o finanse. Ale prawdziwą karierę zrobiła Aśka Cielicka, która znalazła pracę w Warszawie w jakiejś niemieckiej firmie. Ma ciekawą pracę, jest konsultantką i tłumaczką - mówi. 
Na pracę i płacę nie narzeka też Agnieszka Wiglarz, zatrudniona w krasnostawskim oddziale "Warty".
- Do firmy trafiłam przypadkowo, na praktykę. Chyba się spodobałam, bo po skończeniu studiów mój szef zaproponował mi pracę dealera ubezpieczeniowego na etacie - mówi. - Zajmuję się ubezpieczeniami komunikacyjnymi i majątkowymi.
A mało brakowało, by Agnieszka do Warty nie trafiła. Pomimo, że ubezpieczenia zawsze ją pociągały, a o praktykę w ZUS-ie czy KRUS-ie nie było łatwo. Poszła więc na praktykę do krasnostawskiego Coratexu. Pierwszego dnia opiekująca się nią pani poleciła jej pójść do "Warty", bo w Coratexie niczego się nie nauczy. 
- Szłam na dworzec i myślałam: jak będzie jeszcze 15 minut do autobusu, to pójdę do tej Warty - wspomina. Rozkład jazdy okazał się łaskawy.
Pracę licencjacką pisała na temat "Działalność ubezpieczeniowa TUiR Warta S.A." . Na studia magisterskie nie poszła, ale obiecuje, że zrobi to w przyszłym roku.
Wiek dojrzały doskonały
Kariera zawodowa Teresy Madej (już po 40.) przyśpieszyła po dostaniu się na studia. Kierownik Madej nie ukrywa, że studia pomogły jej w awansie.
- W 1975 roku, gdy zdałam na studia, startowałam na polonistykę. Niestety, bez powodzenia - mówi. "Piątkowe" świadectwo zadecydowało, że w tym samym roku dostała się do pracy w Zakładzie Energetycznym (obecnie Zamojska Korporacja Energetyczna). Przez szereg lat pracowała w Wydziale Pracowniczym a następnie w Wydziale Zbytu Energii. W tym czasie także pochłaniała ją turystyka - jest przewodnikiem i pilotem turystycznym. 
- Zawsze myślałam, że kiedyś skończę studia - zapewnia Teresa Madej - Ale dopiero gdy odchowałam dzieci, miałam na to dość czasu. 
Jednak głównym bodźcem było spostrzeżenie, że bez wyższego wykształcenia nie uda jej się awansować. Więc gdy usłyszała od koleżanki, że jej syn składa dokumenty do WSZiA, postanowiła zrobić to samo. Dziś z perspektywy czasu ocenia, że było to "najfajniejsza decyzja w życiu".
- Byłam jedną z najstarszych osób w grupie, co tylko dodatkowo motywowało mnie do nauki. Pomyślałam sobie, że nie można być w ogonie - śmieje się Teresa Madej. Efekt? Najlepsza średnia ocen z toku studiów na roku. To osiągnięcie zdaje się do dziś nie zostało pobite.
Równolegle z sukcesami w nauce, przyszły sukcesy w pracy. Na drugim roku studiów została przeniesiona do Wydziału Taryf i Energii Elektrycznej, tam awansowała na stanowisko specjalisty. Pod koniec trzeciego roku objęła stanowisko kierownika Sekcji Marketingu Wewnętrznego.
Po obronie pracy licencjackiej kontynuuje naukę na studiach uzupełniających magisterskich Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Już niedługo broni pracę magisterską na kierunku Zarządzanie i Marketing.
- Porównując obie uczelnie, myślę, że poziom nauczania na WSZiA nie jest niższy od tego na KUL-u - mówi Teresa Madej. - Na zamojskiej uczelni zdobyłam niezłe podstawy i dziś nauka nie jest dla mnie obciążeniem. Pracę magisterską na temat "Zarządzanie marketingowe w przedsiębiorstwie usługowym na przykładzie ZKE" napisałam w ciągu dwóch tygodni. Korzystałam z wiedzy teoretycznej wyniesionej z WSZiA i doświadczeń nabytych w pracy zawodowej. 
Spora w tym też zasługa wykładowców, wśród których najmilej Teresa Madej wspomina matematyka prof. Józefa Tabora i marketingowca dr Adama Włodarczyka. 
- Idzie mi tak dobrze, że zastanawiam się nad kontynuowaniem nauki na studiach doktoranckich. Być może wrócę do WSZiA w charakterze wykładowcy - śmieje się studentka Madej.
Spore zasługi w osiągnięciach Teresy Madej ma jej zakład pracy, Zamojska Korporacja Energetyczna, która dofinansowała czesne i dała urlop szkoleniowy. Śladem kierownik Madej poszło kilkunastu pracowników ZKE, a firma za każdym razem wspomaga swoich studentów. Szkoła to zauważyła. Podczas uroczystego wręczeniu dyplomu pierwszym absolwentom, wręczono korporacji list dziękczynny.
Podobne motywy do podjęcia studiów kierowały Jerzym Czerwem (chyba bliżej pięćdziesiątki). Piastując przez dłuższy czas kierownicze stanowisko w szpitalu w Hrubieszowie zrozumiał, że to kres jego możliwości ze średnim wykształceniem.
- Brak studiów to moje pewne zaniedbanie, które postanowiłem nadrobić. Nadarzyła się okazja, bo otwarto WSZiA. Ponieważ zawsze byłem związany z administracją, wybór kierunku studiów nie był trudny - śmieje się Jerzy Czerw.
Razem z nim studia rozpoczął syn Marcin i córka Anna. 
- A później studiowało nas już pięcioro z jednej rodziny - opowiada Czerw. - Na drugim roku córka wzięła ślub z synem mojego kolegi z roku, notabene też studentem.
Na pierwszym roku studiów Jerzy Czerw awansował. Przeszedł do nowo tworzonego starostwa powiatowego, został naczelnikiem Wydziału Zdrowia i Zatrudnienia. Po skończeniu szkoły razem z synem kontynuują naukę na studiach uzupełniających magisterskich UMCS w Lublinie.
- Uważam, że WSZiA daje solidne przygotowanie do studiów magisterskich i pracy zawodowej - mówi. I dodaje: - Najlepszy dowód na to, że kilka osób w starostwie jest absolwentami tej szkoły. Nawet moja sekretarka. 
Idzie młodość
Po liceum ekonomicznym Andrzej Dąbrowski (rocznik 79) zdawał na Akademię Ekonomiczną w Krakowie. Nie dostał się, zabrakło kilka punktów, więc trafił na ekonomię w Wyższej Szkole Zarządzania i Administracji. 
- Nauki było sporo, już nie myślałem o innych studiach - mówi Andrzej Dąbrowski - Najtrudniejszy był trzeci semestr. Dużo egzaminów, w tym dwa najcięższe: statystyka i ekonometria.
Równocześnie realizował się w zajęciach ponadprogramowych. Na drugim i trzecim roku prowadził zajęcia z samokształcenia. Pracę magisterską obronił w lipcu 2001 r. Pracował już wtedy w uczelnianej kawiarence internetowej.
- Gdy praca się skończyła, zarejestrowałem się w urzędzie pracy - mówi. - Przez miesiąc nie miałem żadnej oferty. Postanowiłem zacząć szukać pracy na własną rękę.
Od byłego wykładowcy Mirosława Madeja dowiedział się, że w Zamojskiej Korporacji Energetycznej szukają informatyka. Poszedł na rozmowę z CV. Po spotkaniu, jeden z dyrektorów kazał mu złożyć dokumenty. Przyjęto trzy osoby, w tym dwóch absolwentów WSZiA - jego i Roberta Sudołowicza.
Andrzej Dąbrowski na razie jest stażystą, członkiem zespołu kontrolingu. Firma inwestuje w niego, niemal codziennie ma szkolenia z nowego systemu informatycznego SAP. System ma przejąć wszelkie zadania związane z księgowością, kadrami, zarządzaniem majątkiem i obrotem handlowym. Jednocześnie Dąbrowski kontynuuje naukę na studiach uzupełniających magisterskich Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. 
Pracę znalazł również kolega Dąbrowskiego, Radek Pomian
- Jeszcze studiując informatykę i ekonometrię w WSZiA, pomagałem znajomemu z Multimedia Sieci, operatora kablówki - mówi Pomian. - Po skończeniu studiów zostałem przyjęty do pracy. Najogólniej zajmuję się tym, aby wszystkie komputery w firmie działały. I na razie nie mam z tym kłopotów.
Radek Pomian jest jednym z wielu, dla których studia we WSZiA nie były kołem ratunkowym po niepowodzeniu na uczelni państwowej. 
- Od początku zakładałem, że będę uczył się na miejscu - mówi. - Zawsze lubiłem Zamość i był tu kierunek, którego poszukiwałem.
Na studiach nie miał większych problemów. Jak mówi, dużo wysiłku nie wkładał w naukę. Wybierał przedmioty, które go interesowały, głównie informatyczne. Rresztę zaliczał, aby zdać. Teraz ocenia, że miał sporo szczęścia. 
- Apetyt jednak rośnie w miarę jedzenia. Zaczynając szkołę średnią nie planowałem, że pójdę kiedykolwiek na studia. Kończąc licencjat wiedziałem, że "magistra muszę zrobić".
Choć pracy dla informatyków jest sporo w całym kraju, z Zamościa nie zamierza wyjeżdżać.
- Na płacę nie mogę narzekać. Zawsze lubiłem nasze miasto, nie widzę powodów, żeby stąd wyjeżdżać.
Nie tylko wędka
Choć władze uczelni na każdym kroku powtarzają, że dają swoim studentom "wędkę", czyli wykształcenie potrzebne do znalezienia pracy, czasem dają też i rybę. Uczelnia, która na stałe wrosła w krajobraz Zamojszczyzny, sama wyłapuje swoich najlepszych absolwentów. W WSZiA pracuje około 15 osób, absolwentów lub studentów macierzystej uczelni. Jedną z nich jest Sylwia Konstantynowicz, zatrudniona w Centrum Języków Obcych.
- Zaczynając studia, pomagałam tu na umowę zlecenie. Gdy jedna z pracownic została przesunięta do innych obowiązków, zostałam przyjęta na stałe - mówi Sylwia. W CJO zajmuje się kontaktami ze studentami, układa plan zajęć, koordynuje nabór na kursy językowe.
Po ukończeniu nauki w Zamościu, razem z Andrzejem Dąbrowskim zapisała się na uzupełniające studia magisterskie do Torunia. Choć pracę w WSZiA sobie chwali (zwłaszcza ciepłą, wprost rodzinną atmosferę) Sylwia Konstantynowicz nie zwiąże swojej kariery zawodowej z naszym miastem.
- Zamość to miasto dla emerytów, a nie dla młodych ludzi. - mówi. - Nie ma tu żadnego przemysłu, nie ma wyzwań i możliwość zrobienia prawdziwej kariery.
Odmiennego zdania jest Małgorzata Leszak, która o Zamościu napisała pracę licencjacką. Dzięki niej dostała tu pracę i w najbliższej przyszłości nie zamierza wyjeżdżać z hetmańskiego grodu.
- Zrobiłam serwis internetowy Zamościa, za co dostałam nagrodę uczelnianą Berło Rektorskie - mówi Małgosia Leszak. - Wypatrzył to ktoś z Urzędu Miasta. Zlecono mi opracowanie CD-ROM-u promującego miasto na targi Expo do Hanoweru. Tak trafiłam do firmy NetSystem, w której pracuję do dziś.
Wbrew pozorom zauroczenie Małgosi Zamościem nie jest tak oczywiste. Pochodzi z Sosnowicy pod Parczewem. Studia zaczęła w 1997 r. na WSP w Siedlcach. Po roku stwierdziła, że nie chce być nauczycielem matematyki. W internecie przeczytała wypowiedź chłopaka, który skarżył się, że na informatyce w WSZiA jest tak ciężko, że chyba zrezygnuje. Postanowiła podjąć wyzwanie. Na początek musiała uzupełnić różnice programowe, czyli zdać 15 przedmiotów z pierwszego roku.
Przez dwa lata dojeżdżała 120 km na sobotnio - niedzielne zjazdy. W domu w Sosnowicy szlifowała umiejętności na komputerze. Dziś korzysta z owoców swojej pracy.
- W NetSystemie zajmuję się grafiką komputerową, webmasterstwem i administrowaniem serwerami linuxowymi: roztocze.pl, zamosc.pl i netsytem.pl - mówi Małgorzata Leszak. - Poza tym kontynuuję informatyczne studia magisterskie na Politechnice Rzeszowskiej i nie zamierzam stąd wyjeżdżać.
Lepiej być studentem
Gdy Teresa Madej planuje pracę dydaktyczną, były student WSZiA Marcin Orski już od dwóch lat pracuje jako nauczyciel.
- Zaczęło się od tego, że po zdaniu certyfikatu językowego ICC znalazłem pracę w gimnazjum nr 2 jako anglista - wspomina Marcin. - Było to już na drugim roku studiów. Dyrektor szkoły dopasował plan lekcji w gimnazjum do moich zajęć na studiach. 
Obecnie Marcin uczy angielskiego i informatyki w gimnazjum dla młodzieży i dorosłych. Jednocześnie robi studia uzupełniające na Politechnice Rzeszowskiej oraz podyplomowe studium pedagogiczne na Akademii Rolniczej w Lublinie. 
- Przez dwa i pół roku, dopóki nie skończę swoich studiów, chcę jeszcze uczyć - zdradza swoje plany Marcin Orski - Potem może rozejrzę się za czymś innym.
A w ogóle to uważa, że lepiej być studentem, niż nauczycielem. 
- Na studiach była atmosfera prawie rodzinna - mówi. - W małym gronie, w salkach na Szczebrzeskiej, potrafiliśmy nawiązać bliski kontakt z wykładowcami. 


Wydawca - Wyższa Szkoła Zarządzania i Administracji w Zamościu, ul.Akademicka 4, tel.63-82-630.
Redakcja - Małgorzata Bzówka (redaktor naczelny), Joanna Giruć, stali współpracownicy - Katarzyna Kimak, Bogdan Kawałko, Władysław Molas, Adolf Wituch.